Kilka dni temu spotkałam koleżankę z klasy. Pchała wózek z dzieckiem i była głęboko zamyślona. Zaczęłyśmy rozmawiać i zapytałam ją, co u niej słychać. Agnieszka zaczęła opowiadać mi o swoich relacjach rodzinnych.
Wyszła za mąż z miłości i pomimo upływu lat, wciąż kochała męża tak samo, jak przed ślubem. Mężczyzna odwzajemniał jej uczucia i nosił na rękach. Wraz z narodzinami córki wszystko się zmieniło. Nikodem nie był gotowy na nowego członka rodziny. Zarabiał pieniądze zdalnie z domu przez Internet, więc dziecko rozpraszało go i irytowało.
Oczywiście większość obowiązków związanych z opieką nad dzieckiem spoczywała na Agnieszce, ale jej mąż również nie mógł uchylać się od swoich rodzicielskich obowiązków. Kobieta była na urlopie macierzyńskim, więc dobrobyt rodziny zależał od zarobków mężczyzny, a sukces jego pracy od koncentracji. Dlatego przez większość czasu Agnieszka zajmowała się dzieckiem, ale i to nie zadowoliło jej męża.
W jednopokojowym mieszkaniu pewne dźwięki związane z dzieckiem potrafiły być rozpraszające. Albo dziewczynka chciała bawić się z tatą, albo matka się z nią bawiła. Nikodem zażądał, żeby Agnieszka poszła do pracy i zabrała córkę do babci. Próbowała mu wytłumaczyć, że babcie nie będą w stanie zapewnić dziecku opieki i córka jest za mała, by rozdzielać ją z rodzicami.
Wtedy mąż zaczął proponować inne rozwiązania. Do jego głowy wpadła myśl o całodobowym żłobku i żeby złamać swoją żonę, przestał dawać jej pieniądze. Sam kupował to, co uważał za niezbędne. Po prostu nie mogła już dłużej siedzieć w domu, więc włóczyła się z dzieckiem po alejkach, parkach i placach zabaw, żeby tylko go nie denerwować. Nie wiedziała, co robić. Agnieszka zaczęła poważnie zastanawiać się nad rozwodem.







