Byłam z takim facetem, nazywał się Grzegorz. Naprawdę spoko gość, trochę staroświecki, wierzący w prawdziwą miłość. Zawsze pomagał innym, odwoził dzieciaki do szkoły, karmił bezpańskie zwierzaki. Wyglądał dobrze, miał własne mieszkanie w Warszawie, jeździł autem, pracował na świetnym stanowisku.
Czułam się ogromną szczęściarą, że to właśnie mnie wybrał na swoją żonę. Wtedy wydawało mi się, że wygrałam los na loterii. Moje koleżanki zazdrościły mi go i powtarzały jednym głosem: „Pilnuj go, nie pozwól mu odejść!”.
No więc naprawdę się starałam… a on też mnie trzymał blisko siebie. Ale to moje szczęście nie trwało długo.
Pewnego dnia Grzegorz wrócił do domu jakiś zamyślony, nawet nie chciał na mnie spojrzeć. Ciągnęłam go za język, dopytywałam co się stało. W końcu przyznał, że spotkał przypadkiem mojego byłego męża. Szczerze mówiąc, już od dawna nie mam z tamtym żadnego kontaktu. Nie pokazywałam Grzegorzowi nawet jego zdjęć, on nawet nie wiedział jak ten facet wygląda. Więc to raczej Grzegorz chyba celowo chciał się z nim spotkać. Ale to była tylko rozgrzewka przed całą historią.
Teoretycznie mogło się zdarzyć, że jakoś go sam rozpoznał, ok, wypadki chodzą po ludziach. Ale to Grzegorz do niego podszedł i sam zagadał. Zapalili papierosy i w rozmowie zeszli na temat… mnie. Grzegorz wiedział przecież o mnie wszystko, bo niczego przed nim nie ukrywałam, ale i tak zaczęłam się zastanawiać, po co rozpamiętuje mój poprzedni związek. Szczerze, byłam w takim szoku, że słów mi zabrakło. Przyszły mąż sam się przyznał, że nie powinien tego robić. Wyszło na jaw, że wypytywał byłego męża o mój charakter, jak wyglądała nasza relacja i dlaczego się rozstaliśmy.
Rozryczałam się. Dla mnie to była zdrada, że poszedł za moimi plecami do mojego eksa, żeby się wypytywać o sprawy, o które mógł mnie po prostu zapytać. Przecież siedzę obok, wystarczy odezwać się do mnie, a nie kombinować. No powiedz, czy to jest normalne zachowanie? Czy to jest uczciwe? Naprawdę, Grzegorz?
A mój były, jak to były, nagadał mu głupot na mój temat. I potem Grzegorz już chciał w domu wyjaśniać, czy to co słyszał jest prawdą. Dlaczego miałabym tłumaczyć się z rzeczy, które się nie wydarzyły? Ktoś gada bzdury, a ja mam się tłumaczyć?
W tamtym momencie dotarło do mnie, że straciłam do Grzegorza cały szacunek. Rozumiem jeszcze, jak starsze panie plotkują na ławkach pod blokiem, narzekają i obgadują pół osiedla. Ale no, to są emerytki. Ty jesteś facetem! Po co szukać informacji za moimi plecami? Sami wybraliśmy się na współmałżonków, mieszkamy razem. Nigdy nie dałam mu powodu, żeby mi nie ufał. Dla mnie to było tak podłe i poniżające, że straciłam natychmiast ochotę na dalszy związek. Nie byłam w stanie tego wybaczyć ani znaleźć żadnej wymówki.
Od zawsze uważałam, że jeśli ktoś odważy się rzucić jakieś złe słowo pod adresem ukochanej danego faceta, to on powinien co najmniej się oburzyć, jeśli nie stanąć w jej obronie. A tu, zamiast się wściec, on sam szukał kontaktu z byłymi i węszył za moimi plecami nie mogłam tego przeżyć.
I tak ten idealny Grzegorz w moich oczach kompletnie się zsunął z piedestału… Przypomniałam sobie wtedy to, co babcie zawsze powtarzały: że w związku musi być przede wszystkim wzajemny szacunek. Nigdy nie byłam jakaś skrajna w osądach, ale takie plotkarstwo u faceta to dla mnie zbyt wiele. Każdy facet ma prawo do słabości, łez, kaprysów, pomyłek i czasem nawet trochę chamskiego zachowania. Ale żeby zachowywać się jak baba i wierzyć w ploty nigdy!




