Marcie wydawało się, że ma najlepszego męża na świecie. Był idealny. Miał tylko jedną przypadłość, która niepokoiła kobietę. Raz w tygodniu jej mąż wychodził na kilkugodzinne wycieczki do lasu. Postanowiła to sprawdzić, co tak naprawdę robi w tym czasie.
Marta była mężatką od kilku lat. Z pozoru jej mąż wydawał się idealny. Nigdy się nie kłócili. Przez cały okres ich małżeństwa nie podniósł nawet głosu. Była tylko jedna, jedyna rzecz, która niepokoiła Martę w jego zachowaniu.
W każdą niedzielę Michał wyjeżdżał gdzieś na kilka godzin. Marta zaczęła myśleć, czy może nie ma kochanki? Dziwne były te jego wycieczki niedzielne. Postanowiła go śledzić. Poprosiła o pomoc swoją siostrę. Zaplanowały ten dzień bardzo dokładnie.
Michał, jak co niedzielę wyszedł z domu. One poszły za nim. Zobaczyły, że Michał stoi na przystanku i czeka na autobus wyjeżdżający z miasta. Dziewczyny w kapturach i ciemnych okularach wsiadły do tego samego autobusu. Dojechali do przystanku końcowego. Gdy autobus się zatrzymał, mąż Marty wysiadł i poszedł w stronę lasu.
Kobiety, chowając się za drzewami i krzewami, podążały za nim krok w krok. Po kilku kilometrach Piotr rozejrzał się na wszystkie strony! Gdy upewnił się, że w pobliżu nie ma nikogo, zaczął krzyczeć. Wydzierał się tak głośno, że nawet spokojne dzięcioły przestały stukać dziobami. Jego głośne „AAAAAAAAAA”, słychać było w całej okolicy. Po prostu stał na środku lasu i krzyczał. Nic więcej.
Siostra Marty wystraszyła się okrutnie, a ona sama jeszcze bardziej. Wiedziała, że Michał niedługo wróci do domu, a ona będzie musiała z nim mieszkać, udając w dodatku, że nie wie o jego dziwactwie.
Po kilku godzinach Michał wrócił do domu z 3 tulipanami, pocałował żonę w policzek i zapytał:
– Obiad nie jest jeszcze gotowy?
Widząc nietęgą minę żony, zaproponował:
– Nie zaczynaj, odpocznij. Ja dziś ugotuję.
Marta przez tydzień nie mogła znaleźć sobie miejsca. Zaczęła myśleć nawet o rozwodzie. Na samo wspomnienie wycieczki do lasu przechodziły ją dreszcze. Wkrótce nadeszła kolejna niedziela i Michał znowu udał się na cotygodniowy wypad. Marta postanowiła zapytać męża o wyjaśnienie. Nie była w stanie dłużej trzymać tego w sobie. Gdy Michał tylko wszedł do domu, oznajmiła:
– Boję się ciebie, opowiadano mi, jak krzyczysz w lesie… dlaczego?
– Martuś… Na pierwszy rzut oka, rzeczywiście może wygląda to dziwnie. Spróbuję Ci to wytłumaczyć, najprościej jak potrafię. Wiesz, że mam bardzo nerwową pracę. W jakiś sposób muszę pozbywać się złych emocji. Nie potrafię krzyczeć, ani rzucać przedmiotami. Musiałem znaleźć jakiś sposób. Dlatego raz w tygodniu chodzę do lasu, wyrzucam z siebie wszystko, co złe. Tak poradził mi terapeuta. I wiesz co? To pomaga! Może następnym razem pójdziemy razem pokrzyczeć? – uśmiechnął się i przytulił Martę.
Marta odetchnęła z ulgą. Wszystkie jej obawy wyparowały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Zaczęli wspólnie leczyć emocje w lesie. Marta była zdziwiona, jakie wyciszenie daje ta metoda i jak bardzo zbliżyła ich do siebie. Od tego czasu Marta już nigdy nie zwątpiła w wierność i uczciwość męża.







