MIŁOŚĆ SILNIEJSZA OD ZDRADY
Seweryna pojawiła się w domu Pauliny i Pawła, kiedy ich synek Wojtuś miał zaledwie kilka miesięcy. Nie była dla niego tylko opiekunką stała się wręcz jego dobrym duchem. Paulina, wiecznie zabiegana, z coraz większą goryczą dostrzegała, jak syn biegnie ze swoimi małymi smutkami do obcej kobiety. W sercu matki zakiełkowała czarna zazdrość.
Kiedy Wojtek skończył osiem lat, Paulina postanowiła pozbyć się rywalki. Mąż stanowczo sprzeciwiał się zwolnieniu ciepłej, porządnej Seweryny, więc Paulina posunęła się do paskudnego podstępu. Podłożyła pod materac Seweryny złoty naszyjnik z bursztynem, a potem zadzwoniła na policję. Sewerynę, płaczącą z bezsilności, skazano na dwa lata więzienia. Wojtek krzyczał i trzymał ją za ręce, kiedy odprowadzano ją w kajdankach, ale został siłą odciągnięty.
Minęło dwadzieścia lat.
Wojciech miał teraz 28 lat. Odniósł sukces, ale w sercu nosił pustkę po tej, która dała mu najwięcej ciepła w dzieciństwie. Tymczasem Paulina ciężko zachorowała. Śmierć stała już w progu, tylko jakoś wcale jej nie spieszno było zabrać Paulinę. Cierpienia były nie do opisania.
Pewnej nocy poprosiła syna, by przyszedł do jej łóżka i, zalewając się łzami, wyznała okrutną prawdę:
Wojtusiu, nie mogę umrzeć… Śmierć mnie nie przyjmuje, bo mam na sumieniu potworny grzech. Zniszczyłam życie niewinnej kobiety. Znajdź Sewerynę. Błagam cię, przywieź ją do mnie.
Wojciech znalazł Sewerynę w małym domku gdzieś na obrzeżach miasta. Już postarzała, spracowane ręce wydały mu się jeszcze bardziej chropowate, ale jej oczy były takie jak dawniej ciepłe i wybaczające.
Ciociu Seweryno wyszeptał, obejmując ją mocno. Moja mama prosi, żeby pani przyszła. Odchodzi i potrzebuje pani przebaczenia.
Seweryna bez wahania zgodziła się jechać. Kiedy weszli do sypialni, wyniszczona chorobą Paulina lekko się wzdrygnęła.
Dzień dobry, Seweryno wyszeptała, drżącą dłonią wyciągając rękę.
Seweryna podeszła i delikatnie ujęła ją w swoje dłonie.
Wybacz mi, Seweryno. Przebacz za wszystko, co ci zrobiłam. Zgrzeszyłam wobec Boga i teraz cierpię. Bóg nie chce mnie zabrać, dopóki mi nie wybaczysz
Seweryna spojrzała na kobietę, która kiedyś wysłała ją do więzienia. I mimo tego, w jej sercu nie było już miejsca na żal.
Wybaczyłam pani, Paulino. I to już dawno. Niech pani śpi spokojnie.
Paulina odetchnęła z ulgą, jej twarz złagodniała. Spojrzała ostatni raz na syna, a potem na Sewerynę:
Mój syn jest teraz twoim skarbem. Dbaj o niego.
Tej samej nocy Paulina odeszła. Seweryna została dla Wojtka prawdziwą mamą, zajmując zasłużone miejsce w jego domu. Wojciech otoczył ją troską, której była przez lata pozbawiona. Niedługo potem ożenił się z przemiłą dziewczyną, a Seweryna błogosławiła ich związek jak rodowita babcia ich przyszłych dzieci. Prawda zwyciężyła, a dobroć uleczyła stare rany.



