Moi rodzice nigdy nie dawali mi takiego wsparcia, jakiego naprawdę potrzebowałem, ale za to moi przyjaciele byli przy mnie w każdym trudnym momencie. Choć mówi się, że rodzina jest najważniejsza i na całe życie, w moim przypadku niestety tak nie było. To przyjaciele okazali się niezawodni zawsze dopingowali mnie i pomagali, kiedy tego najbardziej potrzebowałem.
Nasza przyjaźń zaczęła się jeszcze w podstawówce, kiedy grupa chłopaków i dziewczyn m.in. Piotr, Mateusz, Kasia, Zuzia i ja bardzo się ze sobą zżyła. Kiedy powiedziałem rodzicom, że chciałbym uczęszczać na zajęcia plastyczne, stanowczo odmówili sfinansowania lekcji. Wtedy właśnie moi przyjaciele nie zawiedli podarowali mi farby, ołówki i papier, a Adam poprosił nawet swoją siostrę, utalentowaną projektantkę, żeby uczyła mnie rysunku za darmo. Zbliżała się moja matura rodzicom nie zależało, nie chcieli wydawać na to pieniędzy. I znów pomogli przyjaciele znaleźli dorywcze prace, dzięki którym mogliśmy wspólnie opłacić wynajem sali na studniówkę. Pomogli mi się przygotować: Zuzia własnoręcznie uszyła mi koszulę, Kasia zadbała o fryzurę, a chłopaki zajęli się sprawami organizacyjnymi.
Gdy postanowiłem zmienić uczelnię, rodzice znów byli przeciwni. Postawili mi warunek albo studiuję, co oni każą, albo sam płacę za swoje wykształcenie. Szczęśliwie moi przyjaciele nie opuścili mnie i wtedy. Pozwolili mi u siebie zamieszkać, zrzucali się na jedzenie i pomagali na co dzień, żebym mógł oszczędzać każdą złotówkę na czesne.
Przez całe życie mogłem liczyć na moich przyjaciół w przeróżnych sytuacjach. Pomogli mi spłacać kredyt hipoteczny, wspólnie pracowali przy remoncie mieszkania, opiekowali się mną, kiedy ciężko zachorowałem. Na rodziców i brata nie mogłem liczyć niemal nigdy nawet nie zadzwonili, by zapytać, czy potrzebuję pomocy. Tyle lat powtarzali, że rodzina to podstawa, a od czterech lat nie mamy żadnego kontaktu. Nie widzę jednak powodu do żalu, bo to przyjaciele okazali się moją prawdziwą rodziną zawsze mogę na nich liczyć, są wsparciem i dają mi poczucie bezpieczeństwa. Moja rodzina liczy sześć osób: czterech przyjaciół od czasów szkolnych i dwóch z czasów studenckich. Jestem im bardzo wdzięczny, że są w moim życiu.




