Podejrzewam, że ta sytuacja wywoła niezłą burzę wśród moich znajomych już widzę te plotki na WhatsAppie i szurające kapcie u sąsiadów. Jest mi trochę wstyd za to, o czym myślę, ale co zrobić, skoro właśnie takie myśli chodzą mi po głowie. Gdy próbuję sobie wyobrazić, co czeka naszą rodzinę w najbliższej przyszłości, mam ochotę wyć do księżyca. Może to już depresja, kto wie? Jesteśmy z mężem po ślubie od ponad dwunastu lat, oboje pracujemy, mamy dwójkę dzieci.
Teściowa choruje już od dłuższego czasu. Zmaga się z artretyzmem i cukrzycą. W dodatku ma sporą nadwagę, więc nawet przejście z pokoju do kuchni to dla niej wyzwanie na miarę maratonu. Mieszka sama, więc delikatnie rzecz ujmując z codziennym życiem bywa ciężko. Słabo radzi sobie z gotowaniem, sprzątaniem czy ogarnianiem tego całego bajzlu. Co tydzień wpadamy z mężem z siatkami zakupów, ja szoruję podłogi, gotuję bigos na cały tydzień i pomagam jej przy kąpieli. Już się przyzwyczaiłam do tych cotygodniowych rajdów między naszym mieszkaniem a jej blokiem. Oczywiście czasem nie wyrabiamy przez pracę, ale to na szczęście rzadkość.
Naprawdę lubię moją teściową. Wychowywała mojego męża samotnie i poświęciła mu całe swoje życie (została wdową w wieku 45 lat i już nigdy nie wyszła ponownie za mąż). Wielokrotnie pomagała nam finansowo. Dzięki niej spłaciliśmy frankowy kredyt za mieszkanie w Warszawie i nie musimy teraz spać w kartonach. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła ją zostawić bez pomocy, po prostu nie ma opcji.
Ale… Niedawno mój mąż wyskoczył z tekstem, że po Nowym Roku jego mama się do nas przeprowadzi. Bo będzie łatwiej już nie trzeba będzie kursować przez pół miasta i w ogóle mniej roboty. No i on będzie miał święty spokój. Rozumiem próby ułatwienia życia, serio. Ale przed oczami mam już obraz tego, jak nasze domowe układanki idą w rozsypkę. Mamy w sumie trzy pokoje. Jeden nasz wspólny z mężem, pozostałe dwa należą do dzieci. Jeśli teściowa zamieszka z nami, dzieciaki będą musiały dzielić pokój. Już widzę te awantury o szafkę na LEGO i ja chcę spać przy oknie!
Może to okrutne, ale w tej chwili widzę moją teściową bardziej jako balast niż radość życia. Chociaż kocham ją jak własną mamę, to… cóż… moje serce mówi: obowiązek, a głowa uciekaj, póki możesz!. A Wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czekam na Twoją złotą receptę, najlepiej popartą dobrym żartem albo przepisem na pierogi, bo będę ich teraz lepić tyle, że sanepid się nie powstydzi.




