Jestem teraz w bardzo trudnej sytuacji życiowej i zastanawiam się, jaką ścieżkę powinnam obrać w swoim życiu? Powoli zaczyna mi brakować sił, ale muszę być silna, ze względu na moje dziecko.
Samotnie wychowuję 5-letnią córkę. Mieszkam w wynajętym mieszkaniu, a wszystkie pieniądze, które zarabiam, idą na czynsz, więc czasami nie mogę nawet kupić chleba. Moje życie nigdy nie było łatwe – już w wieku 20 lat opiekowałam się moją matką, która była bardzo chora. Urodziła mnie w wieku 39 lat. To było drugie małżeństwo mojego ojca, więc posiadał on już córkę, która była 10 lat starsza ode mnie.
Mieszkaliśmy w domu mojego ojca, ale zawsze otrzymywałam mniej uwagi i ciepła od rodziców niż Malwina. Kiedy tata zmarł, moja starsza siostra wyszła za mąż i przejęła dom – zamieszkała tam z mężem i córką. Moja matka później bardzo się rozchorowała, a kobieta nie zamierzała się nią opiekować. Uznała, że jest moją biologiczną matką, więc to jest mój problem. Nie pozostało mi nic jak opieka nad nią, w końcu nie mogłam jej tak po prostu porzucić. Niestety, 10 lat później zmarła i od razu opuściłam dom.
6 lat temu wyszłam za mąż, ale to było nieudane małżeństwo. Mężczyzna mnie nie doceniał, traktował nieprzyzwoicie i w efekcie rozwiedliśmy się, a ja wylądowałam na ulicy z kilkumiesięcznym dzieckiem. Nie miałam nikogo, kto mógłby mi pomóc. Miałam tylko Malwinę, ale ona mnie nie wspierała ani nie pomagała. Od tamtej pory nie miałam z nią kontaktu.
Pomagali mi obcy ludzie. Ale ja nie żyłam, ja przetrwałam. Później ożeniłam się ponownie, mając nadzieję na wsparcie, ale nic dobrego z tego nie wyszło, wzięłam rozwód po raz kolejny. W rezultacie zostałam młodą matką, dwukrotnie rozwiedzioną, bez domu i bez nadziei, że kiedykolwiek coś się zmieni na lepsze. Ojciec mojego dziecka nie płaci zbyt dużych alimentów.
Pracowałam, ale moje dziecko było jeszcze małe, nastały ciężkie czasy, aby wszystko pogodzić. W dodatku nie otrzymywałam jakiegoś wysokiego wynagrodzenia. Zaczęłam wynajmować mieszkanie, cała moja pensja szła tylko na to. Czasami nie miałam nic do jedzenia, nie miałam do kogo się odezwać.
Przyjaciółka namawiała mnie, żebym wyjechała z dzieckiem za granicę. Bałam się stracić pracę i tego, że nic z tego nie wyjdzie. Ale w końcu muszę zacząć coś robić, przynajmniej ze względu na lepszą przyszłość mojego dziecka.







