Poznaliśmy się z moim mężem podczas studiów. Po ich ukończeniu zdecydowaliśmy się pobrać i zamieszkaliśmy z moją mamą, ponieważ mieszkała sama i prowadziła dom. Moja siostra była już wtedy mężatką i została synową.
W wiosce zawsze było wystarczająco dużo pracy, ale nie przerażało to Krzysztofa i mnie, ponieważ tam dorastaliśmy i byliśmy przyzwyczajeni, że ciągle coś jest do roboty. Mój mąż poszedł do pracy w mieście, pracował jako mechanik i nawet dobrze zarabiał.
Wkrótce urodziła nam się córka – Maria, którą wychowywałam i pomagałam w pracach domowych. Krzysztof spędzał więcej czasu w pracy, niż z nami. Nasza córka dorastała, chodziła do szkoły, a ja pomagałem jej w nauce. Zawsze pochłonięta pracą, nawet nie zauważyłam, jak mężczyzna znalazł inną pracę.
Pewnego dnia przyszedł, spakował swoje rzeczy i wyszedł. Poprosił mnie, żebym nie robiła o to problemu, bo to nie pomoże zmienić jego zdania. Ale ja nie jestem osobą, która by to zrobiła. Poprosił, żebym o nim zapomniała i powiedziała córce, że wyjechał w długą podróż i nie wie, kiedy wróci.
Wtedy wierzyłam, że się opamięta i do nas wróci. Ale dziś minęło dziewięć lat i zdaję sobie sprawę, że tak się nie stanie. Nie ułożyłam ponownie swojego życia osobistego. Nie miałam na to czasu, moja córka dorastała, jest dziewczynką, chce się ładnie ubierać, robić makijaż, a ja zawsze miałam za mało pieniędzy, mimo że mama dawała mi swoją emeryturę w całości.
Sprzedawałam też nabiał we wsi i pracowałam jako lokalny krawiec, przyjmując różne zlecenia, czy to na skracanie spodni, czy obszywanie firan, czy szycie koców. Nie mogłam wyjeżdżać do miasta do pracy, bo właściciel i moja mama byli w podeszłym wieku i wymagali opieki, więc radziłam sobie w ten sposób.
Dzisiaj moja córka otrzymała telefon od swojego ojca z informacją, że jest chory i nikt go nie potrzebuje. Zapytał bezczelnie, czy może wrócić, a ja myślałam, że to są jakieś kpiny. Nie ukrywałam swojego zdenerwowania. Zawsze wychowywałam moją córkę z Bogiem w sercu, jest bardzo miłą i współczującą dziewczyną, więc natychmiast zgodziła się na propozycję ojca.
Nie jestem gotowa mieszkać z tym mężczyzną pod jednym dachem, ponieważ wyrządził on tyle krzywdy mojemu sercu. Co więcej, nie zamierzam się nim opiekować.
Jak mam to wytłumaczyć mojej córce? Powinnam po prostu wszystko Krzysztofowi wybaczyć?







