Zawsze dobrze dogadywałam się z moją sąsiadką Emilią. Jesteśmy prawie w tym samym wieku i przyjaźnimy się od dzieciństwa.
Jako pierwsza wyszła za mąż, a niedługo później przyszła pora na mnie.
Nasze pierwsze dzieci urodziły się prawie w tym samym czasie: moja córka urodziła się w styczniu, a w marcu Emilia urodziła syna. To były zaledwie dwa miesiące różnicy.
Obie z sąsiadką żyłyśmy w biedzie, więc często pomagałyśmy sobie jedzeniem i pieniędzmi. Wspierałyśmy się we wszystkim najlepiej, jak tylkopotrafiłyśmy.
Życie prywatne Emilii później tylko się pogorszyło, rozwiodła się z mężem i samotnie wychowywała syna. Ponadto jej matka ciągle chorowała, a miała duże gospodarstwo domowe, w tym ogród warzywny. Rówieśniczka nie miała nigdy przez to wszystko czasu dla samej siebie.
Kiedy jej syn rozpoczął studia, przyjaciółka zapytała mnie, czy mogłabym zaopiekować się jej matką, podczas gdy ona wyjechała do Włoch do pracy.
Rozumiałam Emilię, bo widziałam, jak ciężko było jej dźwigać wszystko samej.
Moja sytuacja była zupełnie inna – mąż dobrze zarabiał, córka studiowała na uniwersytecie, a mama, dzięki Bogu, czuła się dobrze i nie miała żadnych problemów z wykonywaniem obowiązków domowych.
Umówiłyśmy się z Emilią, że będę przychodzić do jej matki trzy razy w tygodniu i robić wszystko, czego będzie potrzebowała, a ona będzie mi za to płacić 500 złotych miesięcznie.
Dla mnie ta cena jest dość symboliczna, ale też nie mogę tego zrobić za darmo, bo mam własną rodzinę.
Mojej sąsiadce nie spodobała się moja oferta, bo miała nadzieję, że zgodzę się jej pomóc, nie oczekując za to żadnych pieniędzy. Ale nie miała wyboru, więc musiała się zgodzić.
Emilia nie wracała do domu przez rok, a ja przez cały ten czas biegałam do jej mamy nie 3 razy, jak się umawiałyśmy, ale znacznie częściej – kiedy potrzebowałam, to przychodziłam, a nawet kilka razy zdarzyło się, że pobiegłam w nocy, bo ciocia Judyta źle się czuła.
Tak jak było ustalone, Emilia płaciła mi za to 500 złotych miesięcznie (w ciągu roku zarobiłam 6 tysięcy złotych).
Pod koniec sierpnia moja sąsiadka przyjechała na wakacje. Nawet nie przyniosła mi w prezencie włoskiej kawy. Zauważyłam, że chodzi obrażona i patrzyła na mnie z pretensjami. Myślałam, że ma dużo do zrobienia, jest zmęczona i dlatego tak się zachowuje.
Zrozumiałam, co się naprawdę dzieje, kiedy poprosiłam ją o pożyczkę kilku tysięcy euro, które oddałabym w ciągu roku.
Moja córka miała okazję wyjechać na dwa tygodnie na studia do Anglii, ale nie miałam na ten moment wystarczająco pieniędzy, aby ją tam wysłać.
Pomyślałam więc, że Emilia mogłaby mi pomóc.
Ale moja sąsiadka odmówiła mi i to w bardzo kategoryczny sposób. Powiedziała, że już mi dużo zapłaciła i że prawdziwi przyjaciele nie proszą o pieniądze za pomoc.
Powiedzieć, że byłam oszołomiona, to mało powiedziane. Co zrobiłam nie tak? Opiekowałam się jej matką jak członkiem rodziny i to prawie za darmo, podczas gdy sama Emilia dostawała ponad tysiąc euro miesięcznie za tę samą pracę we Włoszech.
Nie dość, że nic mi nie dała, to jeszcze nazwała mnie chciwą.
Za kilka dni sąsiadka znów wyjeżdża do pracy za granicę i przyszła do mnie, żeby zapytać, czy zgodziłabym się zaopiekować jej matką za 350 złotych miesięcznie. Wspomniała, że potrzebowała teraz pieniędzy na kupno synowi mieszkania w mieście.
Miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Powiedziałam, że nie zrobię tego za tak małą kwotę. Niech Emilia znajdzie sobie innego osła, kto będzie opiekować się jej matką najlepiej za darmo.
Gdyby traktowała mnie jak człowieka, nie miałabym z tym problemu. Teraz niech sama rozwiązuje swoje problemy.







