Kiedy kupowałam kawę na ulicach Krakowa, musiałam rozliczyć się przed mężem z każdego wydanego grosza. Takie są zasady w mojej rodzinie i nikt nie chciał tego dla mnie zmieniać. Musiałam to znieść, bo liczyłam na to, że wszystko zmieni się z czasem. Ale gdy ja i Igor mieliśmy syna i przyszła pora na chrzest Mikołaja, mój mąż zabronił mi jakichkolwiek uroczystości. Jest mały i niczego nie rozumie. To dla kogo więc to wszystko?
Spotkałam takiego mężczyznę…
Mieszkałam na wsi. Moja matka Helena, ojciec Eliasz, ja i moja młodsza siostra Sandra.
Szczerze mówiąc zawsze marzyłam o przeprowadzce do miasta. Czułam, że życie na wsi nie jest dla mnie. Więc gdy pojawiło się pytanie, czy opuszczę dom na czas studiów, nawet się nie zastanawiałam.
Przeprowadziłam się do Krakowa i bardzo mi się tam podobało. Zawsze byłam szczęśliwa wracając do tego miasta.
Może miałam szczęście, bo zaczęłam spotykać się z wysportowanym chłopakiem Igorem z naszej grupy. Chociaż wolę brunetów, a on był blondynem, miał jednak swoje zalety i mieszkał w centrum miasta.
Nie spotykaliśmy się długo przed ślubem i w tym okresie myślałam, że jest doskonały. Jedyną dziwną rzeczą było to, że Igor prawie w ogóle mi nie dawał prezentów, zwłaszcza kwiatów. Dla niego bukiet to strata pieniędzy, bo szybko zwiędnie.
Rzadko też zabierał mnie do kawiarni czy czegoś podobnego. Zawsze powoływał się na brak pieniędzy.
Byłam młoda i nie zwracałam na to uwagi. Myślałam, że będziemy razem mieszkać w mieście, zarabiać pieniądze razem i wszystko będzie dobrze.
Wzięliśmy ślub w sumie pięć miesięcy później.
Ślub nie był wielką uroczystością, ale byłam szczęśliwa, że mogłam przeprowadzić się do Krakowa. Jednak moja radość szybko została rozbita przez rodziców mojego męża: moją teściową Helenę i teścia Grzegorza. Czułam, że ich rodzina ma całkowitą kontrolę nad pieniędzmi.
Teściowa raportowała mężowi każdy wydany grosz i wydawało się, że jej syn nie chciał zmieniać tej tradycji.
Oczywiście, liczyłam, że wszystko się zmieni, ale nie… Musiałam się do tego przystosować.
To nie było dla mnie normalne, ale przyzwyczaiłam się. I później nawet opowiadałam mu o kawie, którą kupiłam.
Mimo wszystko byłam szczęśliwa, że żyję w tym miejscu.
Igor zawsze mówił, że Kraków to drogie miasto, więc musimy oszczędzać pieniądze, ale mimo to zawsze żyliśmy skromnie.
A gdy urodził się mój syn Mikołaj, stało się jeszcze gorzej. Potrzebowaliśmy pieniędzy, ale musiałam je zdobyć sama.
Najpierw znosiłam to. Ale kroplą, która przepełniła czarę, było to, że mój mąż nie chciał dać pieniędzy na chrzest swojego syna. Powiedział, że Mikołaj jest jeszcze mały i nie ma sensu urządzać wielkiej uroczystości. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak ktoś może być taki skąpy. Co będzie dalej?
A co mam z tym zrobić? Czy nie ma sposobu, aby zmienić mojego męża?
Czy lepiej go zostawić, zanim będzie za późno?







