Nie ти już moja córka. Kim on jest i skąd się wziął, nie wiem. Wstydzę się Ciebie. Przeprowadź się do babci, żyj jak dorosła i poczuj odpowiedzialność za własne decyzje.
Jagodo, słyszałaś? W firmie przyjechali goście na pomoc. Może wieczorem wpadniemy do klubu? zadowolona Bogna rozłożyła się na krześle.
Jagodo, co ty? A z kim zostawię Władka? Zabiorę go ze sobą? rozbawiona odpowiedziała Bogna.
A może poprosić ciocię Lidzię? zapytała ostrożnie Jagoda.
Bogna machnęła bezradnie ręką.
No i co? Ona wciąż nie wybaczyła mi, że urodziłam syna. Chciała mnie wydać za Andrzeja, a ja wyjechałam na studia. Nie wstąpiłam, ale przyjechałam z brzuchem. Cały rok na mnie gniewała, dopiero od dwóch miesięcy zaczęła rozmawiać. Więc chodź z kimś, może szczęście się uśmiechnie.
Jagoda westchnęła.
Dobrze, pójdę z Tosią. Jutro wszystko Ci opowiem.
Bogna położyła synka spać, a sama wyszła na werandę. Dźwięki muzyki docierały do domu. Owinęła się w szal i wyobraziła sobie tańczących ludzi. Jagoda pewnie znów założyła swoją tygrysią sukienkę. Bogna uśmiechnęła się cicho, wyglądając niczym tygrysia gąsienica. Westchnęła z żalem i poszła spać.
Rankiem, zaraz po świcie, przybiegła Jagoda. I co gorsza, przyszyła się teściowa Bogny. Bogna położyła palec przy ustach, ale Jagodę nie dało się powstrzymać.
Szkoda, że wczoraj nie byłaś. Było kilku chłopców, a mnie nawet oprowadzono, nazywają się Wojtek. Gadatliwy, z humorem. A dziś idę na randkę wylała Jagoda w jednym tchnieniu.
Matka Bogny, z wyraźnym oskarżycielskim tonem, zapytała:
Pewnie już założony?
Jagoda wzruszyła ramionami.
Nie patrzyłam w dowód. A jeśli tak, to chociaż będzie co wspominać.
Ech, dziewczyny, co robicie? Andrzej to nie jest facet, którego nie warto poślubić. Ja już przegapiłam swoje szczęście, ale ty, Jagodo, jeszcze możesz mu zakręcić głowę zachwyciła się ciotka Lidia.
Lidio, co ty mówisz? Kto go potrzebuje? Nawet matka go chce. Boże, szczęścia takiego nie ma w życiu! wykrzyknęła Jagoda.
Odwróciła się do Bogny:
Był taki chłopak, nie odrywało się od niego oczu. Wszystkie nasze dziewczyny zachwyciły się. On i znajomi chwilę stali, potem odszedł sam. Nikt nie zaprosił go do tańca.
Nagle ciotka Lidia zamyśliła się i rzekła:
Bogno, Ty też powinnaś iść do klubu. Ja z Władkiem pobędę. Może spotkasz kogoś poważnego i niezawodnego. Władek potrzebuje ojca. Nie szukaj facetów w małżeństwie, bo wyczuwają, że kobieta jest samotna. Rozumiesz?
Bogna nie mogła uwierzyć w szczęście, kiwając głową. Nie powstrzymała się, by nie pocałować matkę, ale mruknęła:
Idź już, drań.
W najładniejszej sukni stała razem z przyjaciółkami, gawędząc wesoło. Jak tęskniła za beztroskim czasem.
Patrzcie, to on. Znowu się zjawił szepnęły dziewczyny.
Bogna spojrzała z ciekawością w jego stronę, a nogi jej zadrżały. Obróciła się gwałtownie i szepnęła do Jagody:
Chyba wracam do domu. Władek pewnie płacze bez mnie.
Jagoda zdziwiła się:
Bogno, co się stało? Po raz pierwszy wybrałaś się na taneczny wieczór i już uciekasz? Nie zatańczyłaś nawet raz.
Ale Bogna stanowczo odpowiedziała:
Idę. A on pewnie ma już swojego Wojtka. Nie będziesz się nudzić i ruszyła w stronę wyjścia.
Tuż przy drzwiach ktoś chwycił ją za rękę:
Podeszłaś zatańczyć, dziewczyno?
Bogna, nie patrząc, próbowała się uwolnić:
Nie tańczę.
Lecz kawaler był nieugięty.
Daj mi przynajmniej jeden taniec, proszę.
W końcu odwróciła się, a serce zabiło mocniej. To był właśnie on, ten przypadkowy spotkanie, które zmieniło jej życie na zawsze. Nie rozpoznał jej od razu, ale serce lekko zadrżało i uśmiechnęła się:
Dobrze, ale tylko raz, bo się spieszę.
Zakręcił ją w tańcu.
Rozumiem, chyba Twój mąż się martwi?
Bogna suchą odpowiedzią:
Nie jestem zamężna.
On mrugnął, a w jej uszach zabrzmiało znajome szeleszczenie.
Czyli mam szansę? zapytał z łobuzerskim uśmiechem.
Bogna odsunęła się od niego.
Nie licz na to i wybiegła z klubu.
Płacząc, szła do domu. Zapamiętała go na zawsze, można powiedzieć, że od razu się zakochała, a on jej nie rozpoznał.
Później spotkali się w pociągu. Bogna wracała smutna po niezdanych egzaminach, a on jechał w odwiedziny do rodziców. Widząc jej smutek, postanowił ją rozweselić.
Nazywam się Maksymilian. Mama woła mnie Maks, a kuzynkę Maśkę. Wybieraj, co Ci pasuje.
Bogna uśmiechnęła się.
Masia brzmi ciekawiej.
Wyciągnął rękę:
Już prawie się poznaliśmy. A Ty, jak masz na imię, piękna istoto?
Odpowiedziała:
Bogna.
Maksymilian skinął poważnie:
Wiedziałem. Królewska nazwa.
Słowo po słowie opowiedziała mu o niezdanych egzaminach i o tym, że matka będzie jej o tym przypominała latami.
Przygotuj się na zimę i spróbuj ponownie poradził Maks.
Bogna rozpromieniła się:
Naprawdę? Nie pomyślałam. Dziękuję.
On zastanowił się i rzekł:
Nie ma za co. A czy ktoś Ci nie mówił, że jesteś bardzo ładna?
Bogna zarumieniła się.
To zwykłe ja, nie przesadzaj. Ale dzięki.
Maksymilian podszedł bliżej.
To prawda i niespodziewanie pocałował ją. W głowie Bogny zrobiło się zawrotnie. Co się potem stało, było jednocześnie wstydliwe i słodkie. Maks wyszedł wcześniej.
Na pewno Cię znajdę obiecał.
Dopiero potem Bogna z żalem zauważyła, że nie zapytał nawet o jej adres.
Kilka miesięcy później odkryła, że jest w ciąży. Mama, z nieukrywaną pogardą, powiedziała:
Nie jesteś już moją córką. Kim on jest i skąd się wziął, nie wiem. Wstydzę się Ciebie. Przenieś się do domu babci i żyj jak dorosła. Poczuj odpowiedzialność za swoje czyny.
Bogna do porodu wybrała się do biblioteki, a potem do urlopu macierzyńskiego. Z szpitala przywitała ją Jagoda. Mama nawet nie przyszła. Gdy Władek miał pięć miesięcy, serce Bogny nie wytrzymało i w końcu zjawiła się przy drzwiach.
Nie nasza rasa odrzekła surowo.
Jednak zaczęła przychodzić częściej, przynosząc wnuczkowi zabawki.
Dlaczego tak wcześnie? zapytała mama. Nic tu nie było ciekawego. A Władka?
Mama uśmiechnęła się:
Twój chłopiec śpi. No to przyszedłeś, więc zostaję.
Bogna zamknęła za nią drzwi i spróbowała zasnąć. Udało się dopiero o poranku. Zaspana karmiła synka, a Władek buntował się i nie chciał jeść kaszki.
Nie zjesz kaszki nie urośniesz, jak twój tata. A on jest taki silny i przystojny.
To ty o mnie mówisz? Miło słyszeć. Czy to mój syn? zabrzmiał głos zza drzwi.
Bogna podała łyżkę.
Ty? Skąd? uśmiechnął się Maksymilian.
Mówiłem, że Cię znajdę. Nie wiedziałem, że w tym czasie urodziłem syna. Byłam wtedy tak pod wrażeniem, że zapomniałam zapytać, gdzie mieszkasz. Ale chyba los sam postanowił, że mamy być razem powiedział, robiąc minę do Władka.
Władek rozśmiał się głośno.
Rano mama przyłapała szczęśliwą Bognę i nieznajomego mężczyznę, który zadowolony nosił syna na barkach.
To on? zapytała mama.
Tak uśmiechnęła się Bogna.
Mama podeszła do Maksa i wyciągnęła rękę:
Nazywam się Łucja. A Ty będziesz surowym ojcem i mężem, rozumiem?
Maksymilian mocno uścisnął jej dłoń i skinął.
Rozumiem.
.







