Zmywałam naczynia, kiedy zorientowałam się, że moja Jadzia ucichła. Coś przeczuwałam, więc wyleciałam z domu, i zauważyłam, że weszła ona do pudełka z kurczakami. Tak bardzo je przytulała, że aż głowa jednego z nich zaczęła opadać. Czym prędzej chciałam zabrać go od niej, bo myślałam, że zdążę go uratować. Ale nie wyszło… W nerwach wzięłam Jadzię za rękę i wytłumaczyłam, że źle zrobiła. Zaczęła płakać z przyzwyczajenia, że jest pouczana. Na miejsce przybiegł mój syn i synowa.
Nie lubię, gdy syn i synowa przyjeżdżają do mnie na wieś z dwuletnią córką. Nie mogę patrzeć, jak wychowują Jadzię.
To nie jest normalne i choćbym tłumaczyła, że dziecko nie powinno się tak zachowywać, to oni mówią, że nic nie rozumiem i nie mam prawa ich pouczać, jak mają wychowywać swoje dziecko.
Mój mąż i ja mieszkamy na wsi. Prowadzimy małe gospodarstwo, bo z emerytury nie da się wyżyć.
Wychowaliśmy dwoje dzieci. Ania jest najstarsza, wyszła już za mąż. Zamieszkała z mężem i dziećmi w Niemczech. W tej chwili nie planują powrotu i kto wie, jak potoczą się ich losy.
Mój syn ożenił się i mieszka z żoną w Szczecinie. Maciek pracuje jako brygadzista budowlany, a moja synowa jest nauczycielką w szkole podstawowej, ale obecnie przebywa na urlopie macierzyńskim, aby opiekować się dzieckiem.
Ostatnio bardzo często nas odwiedzają, ale dla mnie te odwiedziny są zawsze katorgą.
Nie mówiąc już o tym, że mając dwa i pół roku, Jadzia wciąż nosi pieluchę.
– Grażynko, jest lato! Czy jest lepszy czas niż teraz, aby odzwyczaić Jadzię od pieluchy? Pozwól jej biegać po podwórku w szortach lub spódniczce. Jak się zmoczy, to sama ją przebiorę, to nie jest dużo roboty. Dziecku jest gorąco!
– Nie, nie jest! Nikt mnie nie słucha. Mówią, że nic nie rozumiem, a w dzisiejszych czasach to norma. Dziecko samo musi zrozumieć, kiedy ma zrobić na nocnik! Nikt go do tego nie zmusi, a już szczególnie Ty.
Mój mąż bierze wędkę i idzie na ryby, ale ja nie mogę uciec, bo muszę gotować dla moich gości. Grażyna sama przygotowuje tylko posiłki dla córki, bo ja niby nie umiem tego zrobić, ale dla niej i mojego syna jak najbardziej.
Ale na pieluszce się nie kończy…
Jadzia je gdzie popadnie. Wszędzie jest mnóstwo okruchów i porozlewanych napojów. Nie mam czasu po niej sprzątać. Jak jej mówię, żeby bardziej uważała, to dostaję reprymendy od jej rodziców.
Skacze po moim łóżku w butach, a ja nie mam prawa nic powiedzieć, bo zaraz zwracają mi uwagę.
A ostatnio kura wykluła dla mnie osiem kurczaków. Byłam taka szczęśliwa, że mogę je mieć, bo tegoroczny interes nie był zbyt dobry. Do Jadzi przyszły dzieci a dziadek od razu powiedział, że mamy „niespodziankę” i zabrał wnuczkę, żeby zobaczyła kury. Trzęsła się ze szczęścia.
Zmywałam naczynia, kiedy zorientowałam się, że moja Jadzia ucichła. Coś przeczuwałam, więc wyleciałam z domu, i zauważyłam, że weszła ona do pudełka z kurczakami. Tak bardzo je przytulała, że aż głowa jednego z nich zaczęła opadać.
Oczywiście nie mogłam się powstrzymać i krzyknęłam do wnuczki, zabierając kurczaka, myśląc, że zdążę go uratować. Ale nie udało się…
Syn i synowa przybiegli i zaczęli mówić, że nie mam sumienia, bo jakiś kurczak był dla mnie ważniejszy niż moja wnuczka.
Byłam tak zdenerwowana, że kazałam im się wynosić z domu.
No bo jak to możliwe, żeby dziecko w wieku dwóch lat tak się zachowywało? W porządku, jeśli nie chcesz, żebym uczyła, to sama naucz je, co jest, a co nie jest dozwolone.
Ale nie, oni sami tego nie robią i mi nie pozwalają.
Minęły już dwa tygodnie, a dzieci nie przyszły ani nawet nie zadzwoniły. Z jednej strony się cieszę, ale z drugiej, czy to moja wina?







