Rok temu zostałem sam. Po pogrzebie żony powoli dochodziłem do siebie i uświadomiłem sobie, że oprócz samotności mam jeszcze jeden poważny problem. Zacząłem drastycznie odczuwać brak pieniędzy. Żyję bardzo oszczędnie, nie pozwalam sobie na żadne zbytki, a mimo to co chwilę pojawiają się nieprzewidziane wydatki choćby na leki czy wizyty u lekarzy.
Razem z żoną wychowaliśmy dwójkę dzieci, zawsze staraliśmy się im pomagać, oddawaliśmy im każdą, zarobioną złotówkę. Znaczna część pieniędzy przeznaczonych na dom czy większe zakupy trafiała w rzeczywistości do ich rodzin właśnie dzięki nam. Nie wiem, co jeszcze los mi przeznaczył, ale w każdym razie mieszkanie po mnie odziedziczą syn i córka, chyba że postanowię inaczej w testamencie, a nie zamierzam tego zmieniać. To rozsądni, wykształceni ludzie, doskonale zdają sobie sprawę, ile warte jest mieszkanie i jakie są perspektywy spadkowe.
Kilka razy próbowałem delikatnie zasugerować dzieciom, że nie radzę sobie ze spięciem budżetu. Gdyby zechcieli pokrywać chociaż stale rosnące opłaty za media, nie musiałbym martwić się, skąd wziąć pieniądze do następnej emerytury. Moja córka Agnieszka udała, że nie rozumie, o co mi chodzi, a u syna Piotra to jego żona decyduje o rodzinnych finansach, więc moje prośby i sugestie właściwie zupełnie zawisły w powietrzu.
Wiem mniej więcej, ile zarabiają oboje cieszę się, że dobrze im się powodzi, stać ich na samochody, wakacyjne wyjazdy. Wnuki zawsze mają pieniądze na drobne wydatki, a widząc, z jaką łatwością wydają sumy porównywalne z moją emeryturą, nachodzą mnie myśli: czy naprawdę wychowaliśmy tak obojętne dzieci, że nie widzą mojej biedy i nie próbują w żaden sposób pomóc? Przecież zawsze byliśmy dla nich przykładem odwiedzaliśmy swoich rodziców z torbami pełnymi jedzenia, kupowaliśmy lekarstwa, opłacaliśmy wizyty u lekarza
Znajoma, Zofia, zaproponowała mi, żebym zamieszkał u swojego syna albo córki, nie pytając ich nawet o zgodę, a swoje mieszkanie wynajął. Nie chciałbym rozwiązywać problemu w ten sposób, ale chyba będę musiał, jeśli kolejne rozmowy z dziećmi niczego nie zmienią. Po prostu nie daję rady utrzymać się z emerytury, a wszystkie oszczędności już przekazałem dzieciom…
Dziś, po roku tej samotności, zrozumiałem jedno: czasem warto pomyśleć o sobie, nawet jeśli całe życie myślało się głównie o innych.




