Moja przyjaciółka i ja mieszkałyśmy w akademiku. Od czasu, kiedy Natalia zamieszkała w naszym pokoju, zauważyłyśmy, że nasze rzeczy zaczęły gdzieś znikać. Byłyśmy zadziwione, gdy dowiedziałyśmy się, co ona z nimi robi.
Wyjechałam na studia do innego miasta. Dostałam miejsce w akademiku. Tak się złożyło, że moja koleżanka z roku została moją współlokatorką. Bardzo lubiłam tę dziewczynę. Była cicha i spokojna. Razem chodziłyśmy na zajęcia. Stałyśmy się dobrymi przyjaciółkami.
Latem każda wyjechała do swojego miasta, do swoich rodziców. We wrześniu wróciliśmy ponownie na studia. Niewiele się zmieniło, poza tym, że została do naszego pokoju dokwaterowana trzecia dziewczyna, Natalia. Lubiłyśmy ją. Była wesoła, dużo mówiła. Taka inteligentna i bystra młoda kobieta. Angażowała się we wszystkie działania na uniwersytecie, w tym w wolontariat.
Nie wiem, skąd na to wszystko brała czas i siłę. Podziwiałyśmy ją.
Nagle zaczęły wydarzać się dziwne rzeczy. Ginęły nasze rzeczy z pokoju. Zapytałyśmy o nie Natalię. Myślałyśmy, że może przy sprzątaniu gdzieś je schowała. Okazało się, że ona, podczas naszej nieobecności zdecydowała, że nie potrzebuję już kapci, których nie nosiłam od miesiąca. Bez mojego pozwolenia przekazała je do pobliskiego domu dziecka.
– Tam na pewno nie będą stać bezczynnie – odpowiedziała Natalia z głębokim uśmiechem na twarzy.
Moja przyjaciółka miała pluszowego misia, który siedział na jej łóżku jako dekoracja. Kilka dni później on też zniknął. Od razu pomyślałyśmy o Natalii i nie myliłyśmy się.
– Właśnie pojechał do sierocińca. – rzekła. – Wszyscy przynieśli ze sobą zabawki, więc stwierdziłam, że Twój miś będzie po prostu idealny. I tak go nie używasz, a dzieci będą miały swoją własną zabawkę – powiedziała bez cienia zażenowania.
Moja cierpliwość powoli się skończyła.
Czarę goryczy przelała historia z moją sukienką, którą Natalia pożyczyła na bal. Nie oddała mi jej przez tydzień. Potem przyznała się, że oddała moją sukienkę jakiejś dziewczynie. Twierdziła, że jej się bardzo podobała, a ona nie miała pieniędzy, żeby kupić podobną.
Tego już było za wiele.
Kazałyśmy Natalii szukać innego pokoju. Zażądałyśmy odkupienia skradzionych rzeczy i poinformowałyśmy, że zgłosimy to do dziekanatu. Jeśli skarga nie podziała, złożymy zgłoszenie na policji.
Natalia wyprowadziła się z akademika. Nigdy więcej o niej nie słyszałyśmy. Oczywiście naszych rzeczy też nie odzyskałyśmy, ale machnęłyśmy na to ręką.







