Niespodzianka od byłego
Bartku, zaczekaj! krzyczała przez otwarte okno Berenika.
Ale mężczyzna już jej nie słyszał.
Wsiadł do swojego niebieskiego fiata i włączył silnik. Wtedy Berenika chwyciła telefon i wybiegła z mieszkania.
Zbiegając po schodach z czwartego piętra na parter, wciąż wykręcała jego numer. Bezskutecznie Bartek nie odpowiadał.
Jedna myśl przebiegała przez jej rozpaloną głowę: Tylko zdążyć!
Niebo wysłuchało jej niemego błagania. Gdy, niczym wicher, wybiegła w zaśnieżoną przestrzeń przed blokiem, Bartek wciąż ogrzewał silnik.
Zobaczył ją bez kurtki i zdziwiony opuścił szybę: Co się stało? Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha!
Tam pod twoim autem
Berenika ciężko łapała oddech, nie mogąc znaleźć słów. Po prostu upadła na kolana w szary śnieg i wsunęła się pod samochód.
Niczego nie obchodziły ją brudne smugi na dżinsach i przemarznięte dłonie.
Gdy wyczołgała się spod auta, ściskała w ramionach szczupłego, spłowiałego kota. Bartek patrzył na nią z miną pełną niewiary.
Bereńka, co ty robisz? Urządzasz tu jakiś kabaret? Przecież spieszę się do pracy!
Pod twoim autem siedział kot Zobaczyłam go przez okno. Bałam się, że ruszysz i…
Kot? parsknął Bartek. Wszystko to dla kota? Przesada
Myślisz, że koty nie chcą żyć? Zdziwiona spojrzała na Bartka.
Gdyby chciał żyć, nie siedziałby pod autem. A jakby nawet, to uciekałby na sam dźwięk silnika.
Nie uciekłby. Spójrz na niego, nie ma siły nawet miauknąć.
Dobrze, uratowałaś kota gratulacje. Może weź sobie landrynę z misy i napisz posta na Fejsie. Ja muszę jechać, pogadamy wieczorem.
Berenika, tuliwszy kota, patrzyła bez słowa na oddalający się samochód.
Nie mogła pojąć, skąd u Bartka tyle chłodu. Nigdy wcześniej tego nie zauważyła.
Spojrzała na kota. Był słaby, patrzył na nią ciężko ale patrzył. Czy było w jego oczach podziękowanie? Tak, podziękowanie.
Z kotem wróciła na górę, ubrała się, zabrała kilka banknotów złotych i zamówiła taksówkę.
Dokąd jedziemy? uśmiechnął się kierowca, gdy wsiadła na tylne siedzenie.
Tak jak mówiłam przez telefon: do weterynarza, jak najszybciej.
Weterynarz! Ach tak, przepraszam. Coś się stało kotu? zapytał, patrząc w lusterko.
Potrzebuje pomocy.
Jasne, bez pytań. Mam sprawdzoną klinikę. Dobrze?
Najlepszą, poproszę.
Tam są lekarze od cudów, drugą młodość zwierzętom dają.
Po kwadransie Berenika siedziała w poczekalni, zaciskając dłoń na transporterku z kotem. Masa ludzi, każde z czworonogiem, każde z problemem.
A co się stało z pani kotkiem? zagadnęła starsza pani z miniaturowym kundelkiem Brajankiem na rękach.
Jeszcze nie wiem, znalazłam go dziś pod samochodem. Chyba spędził tam całą noc. Na mrozie…
Na mrozie?! kobieta się przeraziła. Wie pani co, przepuszczę panią. My z Brajankiem mamy tylko rutynową kontrolę, a pani kot potrzebuje szybkiej pomocy.
Serio? Tak po prostu?
Rodacy muszą się wspierać.
W końcu Berenika znalazła się w gabinecie. Przesuwała się nerwowo na krześle, gdy lekarz badał kota.
Po analizach musiała dalej czekać. Czas płynął jak rozciągnięta chmura.
Bartek kilka razy dzwonił, ale Berenika nie odbierała. Nie chciała się rozpraszać.
Proszę pani, lekarz spojrzał uważnie. Znaleziony na ulicy, tak?
Pod samochodem. Sam nie wiem jak długo, ale chyba całą noc.
Ma odmrożenia, ale to nie najważniejsze Najgorzej, że jest bardzo schorowany. Lecz się da, ale będzie kosztować sporo czasu i pieniędzy. Jest pani gotowa na takie zobowiązanie? Bo jeśli nie, powinniśmy znaleźć mu innego opiekuna.
Domyślała się trudów leczenia, lecz skala problemów ją przerosła.
Spojrzała kotu w oczy.
Nie błagał, tylko patrzył spokojnie, jakby mówił: Jeśli nie dasz rady zrozumiem wszystko.
Jestem gotowa! powiedziała pewnie Berenika. Będę się opiekować jak długo będzie trzeba, nawet całe życie.
Bardzo dobrze uśmiechnął się lekarz. Zostawimy go na dwa tygodnie w szpitaliku, potem pokażę pani, co dalej.
Dziękuję łzy stanęły jej w oczach.
To ja dziękuję, odparł poważnie lekarz. Dziś rzadko spotyka się takich ludzi.
Pogłaskała kota i obiecała, że po niego wróci.
Kot jej uwierzył nawet zebrał resztki sił i cicho miauknął na pożegnanie.
Berenika do domu wróciła wieczorem, wyczerpana jakby uciekła z cyrku przez labirynt luster. Marzyła wyłącznie o śnie, bo rano musiała iść do pracy.
Jednak sen uciekł, bo w domu czekał Bartek z oczyma błyskającymi gniewem.
Berenika! Gdzie się tak zapodziałaś?! Dzwoniłem kilka razy! Co się dzieje?
Miałam ciężki dzień odpowiedziała zdejmując kurtkę i odstawiając Bartkowe buty, jak zwykle rzucone na progu.
Dziwne Przecież masz dziś wolne. Co robiłaś, że jesteś ledwo żywa?
Byłam z kotem w klinice weterynaryjnej.
Z jakim kotem do licha?!
Tym, którego rano spod twojego samochodu wytargałam. Powiem ci jutro, dziś śpię ze zmęczenia.
Zaczekaj! Cały dzień dla BEZDOMNEGO kota?! Źle to zrozumiałem?
Jaka różnica, czy bezdomny, czy nie! podnosiła głos. Potrzebował pomocy, pomyśl trochę!
A ja tu z głodu umieram! Wracam nie ma ciebie, nie ma obiadu!
Bartek, nie jesteś dzieckiem. W zamrażarce są pierogi. Mógłbyś czasem ugotować sobie coś sam. Rozumiem, że wolisz mój bigos, ale jak naprawdę umierasz z głodu…
Pierogi? Co ja, żul? Pracowałem cały dzień, czemu mam gotować?
Mimo wszystko poszła do kuchni i zrobiła mu rosół z makaronem, taki jak lubił.
Nie zasłużył, ale nie chciała kolejnej awantury, więc ustąpiła. Nawet nie usłyszała dziękuję.
Dwa tygodnie później odebrała kota ze szpitala i przywiozła do siebie.
Już wcześniej kupiła miski i legowisko. Bartkowi nic nie mówiła nie chciała go prowokować zawczasu.
Nie miała pojęcia jak mu powiedzieć, że kot zostaje z nimi. A przecież to jej mieszkanie. Bartek nie jest jej mężem nawet nie zamierzał jej się oświadczyć.
Ale, niestety, się przeliczyła. Na widok kota w mieszkaniu Bartek wpadł w szał.
Ty go przygarnęłaś z ulicy?! Oszalałaś? Może ci coś się stało w głowę pod autem?
Uspokój się. Wzięłam odpowiedzialność.
A ile kasy na to poszło? A ile jeszcze wydasz?!
To moje pieniądze. Wydaję jak chcę. Ty nie kupujesz jedzenia, tylko je zjadasz.
Tłumaczyłem, że auto kosztuje, a w pracy ostatnio nieciekawie. Ale nie o mnie tu chodzi, tylko o TO.
Ma na imię Nestor.
Już nawet imię mu wymyśliłaś? Powinnaś się leczyć. Słabo z tobą.
Tamtą noc przespała w drugim pokoju. Całą noc rozważała, te przypadkowe kamyki w kieszeni zwane związkami.
Mieszkali razem nieco poniżej roku, ale Bartek zmienił się, rósł w nim gniew, robił złośliwe uwagi. To już nie były zdrowe relacje, czuła to wyraźnie. Jednak chciała dać jeszcze szansę.
Ale Bartek nie potrafił jej wykorzystać. Wciąż robił awantury o kota, powtarzał, że miejsce Nestora jest na dworze. Berenika słuchała coraz spokojniej, aż w końcu pod wieczór powiedziała:
Bartek, nie kocham cię. Ty mnie też. Przestańmy się męczyć.
Co to znaczy?
Jutro zabierz swoje rzeczy i wyprowadź się. Mam dość twoich awantur. Pragnę ciszy.
Ty przygarnęłaś kota, nie pytając, a ja robię awantury? Sama spójrz, jak to wygląda!
Jeśli nie możesz zaakceptować kota w tym domu to nie powinniśmy mieszkać razem. Znajdź sobie kogoś bez futrzaka. Albo kup własne mieszkanie i rządź tam, jak chcesz.
Jutro miała dzień wolny idealny czas na rozstanie.
Bartek próbował jeszcze kilka razy przekonać ją (na tyle, na ile można w śnie), ale za każdym razem, gdy mowa była o Nestorze, niemal się trząsł. Wiedziała już, że szczęścia z nim mieć nie będzie.
Rzeczy pakował dopiero pod południe, kręcąc się i zwlekając, jakby czekał na cud.
Berenika właśnie sączyła herbatę, gdy zadzwoniła szefowa:
Bereniczko, kochana, wiem, prosiłaś o wolne, ale bez ciebie zginiemy.
Pani Jolu… teraz, to taki kiepski czas, spojrzała na Bartka, który w amoku wciskał swetry do walizki; komputer już czekał w korytarzu.
Bereniko, tylko na godzinkę! Wiesz, że nie dzwoniłabym niepotrzebnie.
Westchnęła, dopiła herbatę. Bartkowi powiedziała, żeby wrzucił klucze do skrzynki pocztowej. Tylko mu się nie spodobało, ale pokiwał głową spojrzał na nią z taką nienawiścią, że aż ściany się zatrzęsły.
W pracy była krótko. Po czterdziestu minutach zamówiła taksówkę.
Jak tam kot? spytał kierowca-znajomy.
Dobrze, dziękuję. A czy moglibyśmy jechać jak najszybciej?
Oczywiście.
Wchodząc do klatki pierwsze, co zrobiła, to sprawdziła skrzynkę. Kluczy nie było, ale i auta Bartka próżno szukać na parkingu.
Jeszcze nie skończył pakować, pewnie gdzieś tylko przestawił auto, pomyślała.
Na czwartym piętrze przekręciła klucz w zamku. Torby z rzeczami Bartka ani śladu. Komputera i narzędzi też nie.
Prosiłam go… Teraz trzeba będzie wymienić zamki…
Weszła do sypialni i zastygła. Nie było Nestora na łóżku. Ani nawet transportera w kącie.
Krzyczała, biegała po mieszkaniu kota nie znalazła. Bartek go wziął… Ale po co?
Wykręciła do niego numer:
Bartek! Co ty wyprawiasz? Po co zabrałeś Nestora?!
Po co? Taka niespodzianka, Bereniczko! Jak zaczniesz mnie błagać na kolanach, to POMYŚLĘ, czy ci go oddam!
Zwariowałeś?! On potrzebuje specjalnego karmienia!
Berenika wrzeszczała, ale Bartek rozłączył się.
Gdzie go szukać?” płakała, skulona przy ścianie. Gdzie go zabrał?
Kiedyś Bartek wynajmował pokój, nim się poznali. Mówił o rodzinnym miasteczku, ale nigdy nie pokazał, nigdy nie zabrał.
Całą noc nie mogła spać rano ruszyła na jego dawne miejsce pracy.
Wziął wolne na kilka dni powiedział szef. A co się stało?
Powiedziała ogólnie, co zaszło. Obiecał: jeśli Bartek się pojawi, pogada z nim. Wychodząc zadzwoniła znów niedostępne.
Pani potrzebuje podwózki?
Zadrżała, rozglądając się. To ten sam taksówkarz.
Do domu, poproszę.
Wsiadła, nie mając pojęcia, co dalej.
Proszę wsiadać, rzucił kierowca.
W drodze zadzwonił nieznany numer.
Halo! Kto mówi?
Czy rozmawiam z Bereniką? kobiecy głos.
Tak, słucham?
Wie pani, wczoraj Bartek przyjechał do mojego męża, kolegują się z pracy Chciał się zatrzymać na kilka dni.
Był z kotem?!!
Był Dlatego dzwonię. Wypił trochę za dużo i powtarzał, że kota użyje, by panią odzyskać Kota żal, bardzo tęskni, miauczy z transportera. Tak mi smutno.
Niczym go nie karmcie! Ma specjalną dietę.
Próbowałam, ale nie chciał jeść. A dzwonię, bo Bartek gdzieś wyszedł, a mąż jest w pracy. Może by pani odebrała kota? Tacy ludzie jak Bartek dobrze, gdyby już sobie poszedł. Kot nie zawinił.
Zaraz przyjadę! Proszę podać adres!
Opowiedziała taksówkarzowi, wszystko zrozumiał i ruszył ostro, omijając śpiące tramwaje świateł.
Gdy zatrzymali się pod blokiem, czas się rozmył Berenika wbiegła na trzecie piętro jak cień, zabrała kota i podziękowała kobiecie tysiąc razy, wróciła do auta, które już na nią czekało.
Gdy dziewięciopiętrowy blok za łukiem zniknął, pierwszy raz odetchnęła.
Całą drogę płakała nad życzliwością świata babcią z kliniki, taksówkarzem, kobietą od kota. Tak długo, jak są tacy ludzie, dobro zwycięża zło.
Zostać z panią? zapytał kierowca. W razie czego, gdyby ten Bartek się pojawił?
Bardzo bym chciała! odparła.
Tego dnia zawołała ślusarza, by wymienić zamki, a Wiktor bo tak miał na imię taksówkarz tulił Nestora na kolanach. Kotek aż mruczał z radości.
Berenika była BARDZO wdzięczna Wiktorowi. Za wszystko i za to, że był przy niej, kiedy świat rozpadł się na kawałki. Tę historię można tak właśnie zakończyć.
Nie trzeba dodawać, że przyjaźń Wiktora i Bereniki przerodzi się z czasem w prawdziwą miłość.
A co do Bartka warto parę słów dodać.
Tego samego dnia został wyrzucony od kolegi, a nawet dostał podbite oko, bo krzyczał na jego żonę.
W pracy kazano mu złożyć wymówienie.
Ale dlaczego? pytał zdumiony.
Bo tak odpowiedział szef. Piszesz i nie patrz na mnie.
Nie pozostało mu nic, jak wrócić do rodzinnego miasta lub gdzieś indziej z pustymi rękoma.
Zasłużył.
Bo nie można tak postępować. Zwierząt nie trzeba kochać, ale trzeba szanować.
Może nawet bardziej niż ludzi.
Obserwuj kanał, jeśli chcesz więcej takich historii.







