Niespodzianka od byłego

Niespodzianka od byłego

Paweł, zaczekaj! wołała przez otwarte okno Agnieszka.

Mężczyzna jednak jej nie słyszał.

Już siedział w swoim aucie i odpalał silnik. Wtedy Agnieszka chwyciła telefon i wypadła z mieszkania.

Biegnąc po schodach z czwartego piętra aż na parter, wielokrotnie próbowała wybrać jego numer. Paweł nie odbierał.

W tej chwili myślała tylko o jednym: Tylko zdążę, tylko zdążę!.

Tym razem niebo wysłuchało jej modlitw. Gdy, niczym huragan, wypadła na dwór, Paweł dopiero ogrzewał silnik.

Zaskoczony jej widokiem bez kurtki, opuścił szybę: Co się stało? Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha!

Ty… Ty masz tam pod samochodem…

Agnieszka była tak zasapana, że ledwo mogła coś wytłumaczyć. Zamiast mówić, padła na kolana i wpełzła pod auto.

Nie przejmowała się ani brudnym śniegiem, ani mokrymi plamami na swoich jeansach.

Po chwili wyciągnęła spod samochodu wychudzonego, starego kota. Paweł, już stojąc obok niej, patrzył z niedowierzaniem.

Aga, co ty wyprawiasz? Te sceny to po co? Spieszę się do pracy.

Pod twoim autem siedział kot. Widziałam go z okna. Bałam się, że go rozjedziesz…

Kot pod autem? parsknął śmiechem Paweł. To przez takiego dachowca robisz tyle zamieszania? Przesadzasz…

A co, myślisz, że koty nie chcą żyć? odpowiedziała zaskoczona Agnieszka.

Słuchaj Gdyby ten kot naprawdę chciał żyć, nie siedziałby nieruchomo pod autem. Jakby tylko usłyszał silnik, to by się spłoszył i uciekł.

Nie uciekłby, Paweł, popatrz na niego. On nie ma nawet siły miauczeć…

Dobra, Aga Uratowałaś kota, możesz sobie cukierka z wazonu wziąć, nawet na fejsa wrzucić posta. Ja jadę do roboty. Wieczorem się zobaczymy.

Agnieszka, przytulając kota, patrzyła na oddalający się samochód.

Nie mogła pojąć, jak jej chłopak może być taki bezduszny. Jakoś wcześniej tego nie zauważała.

Popatrzyła na kota. Był bardzo słaby, ledwo żywy. Ale patrzył na nią… i w jego oczach widziała wdzięczność? Tak, to była wdzięczność.

Wróciła z nim do domu, ubrała się, zabrała portfel i zamówiła taksówkę.

Dokąd jedziemy? uśmiechnął się taksówkarz, gdy wsiadła na tylne siedzenie.

Mówiłam już przez telefon, do weterynarza, proszę jak najszybciej.

Aa, racja, przepraszam. Kot coś poważnego? zapytał, zerkając w lusterko.

Tak Potrzebuje pomocy.

Rozumiem, więcej nie pytam. A co do lecznicy Znam świetną klinikę, to nie problem, jeśli będzie inna niż zamierzała pani?

Najlepszą, jaką się da.

Zawiozę panią i kota tam, gdzie ratują takie przypadki, gdzie z tamtego świata zwierzaka wyciągają!

Po piętnastu minutach Agnieszka czekała w kolejce w klinice. Wokół tłum właścicieli zwierząt, każdy ze swoim problemem…

Co się stało z pani zwierzakiem? zapytała starsza pani z ratlerkiem na rękach.

Jeszcze nie wiem, znalazłam go dziś pod samochodem, chyba całą noc tam siedział na mrozie…

Matko Boska, na mrozie?! Proszę, niech pani wejdzie przede mną, my czekamy tylko na rutynowy przegląd z Fafikiem, pani kot potrzebuje pomocy od ręki.

Naprawdę mnie pani przepuści?

Oczywiście! Swoich trzeba wspierać…

W końcu w gabinecie doktora Agnieszka nerwowo obserwowała, jak lekarz bada kota.

Po oględzinach trzeba było jeszcze czekać na wyniki badań. Czas wlókł się niesamowicie.

Paweł kilka razy dzwonił, ale nie miała głowy do rozmowy, więc odrzucała połączenia.

Proszę pani powiedział poważnie weterynarz, oglądając kotka Rozumiem, że znalazła go pani na ulicy?

Tak, siedział pod autem.

Ma oznaki odmrożenia. Ale to nie najgorsze największe zmartwienie to cały bukiet chorób. Leczenie potrwa długo i będzie kosztować. Czy jest pani gotowa na taką odpowiedzialność? Jeśli nie, lepiej byłoby znaleźć mu kogoś, kto podejmie się tego zadania.

Agnieszka przeczuwała, że czeka ją opieka, ale nie była przygotowana na długie i kosztowne leczenie.

Popatrzyła kotu w oczy. Nie prosił jej, nie błagał. Po prostu patrzył z wdzięcznością, jakby mówił: Zrozumiem, jeśli zrezygnujesz.

Jestem gotowa! odpowiedziała stanowczo. Będę się nim opiekować, ile trzeba. Choćby do końca jego dni.

Dobrze weterynarz uśmiechnął się lekko. Zostanie u nas dwa tygodnie, potem przekażę pani instrukcje, co robić dalej.

Bardzo panu dziękuję Agnieszka o mało się nie rozpłakała.

To ja dziękuję pani. Tacy ludzie jak pani coraz rzadziej się zdarzają.

Podeszła do kota, pogłaskała go i obiecała, że wróci po niego.

Kot chyba jej uwierzył. Nawet zebrał wszystkie siły i cicho zamiauczał na pożegnanie.

Gdy wróciła do domu późnym popołudniem, była tak zmęczona, że najchętniej padłaby spać. Następnego dnia praca, ale los miał inne plany, bo w mieszkaniu czekał na nią Paweł. Jego miny nie można było pomylić z niczym innym jak ze złością.

Aga! Gdzie ty się podziewasz?! Dzwoniłem kilka razy, bez odpowiedzi. Co to ma być?!

Przepraszam, miałam ciężki dzień rzuciła, ściągając kurtkę i ustawiając buty Pawła, które jak zwykle rzucił na wejściu.

Interesujące Miałaś dziś wolne, a zachowujesz się, jakbyś wykopała rowy. Co takiego robiłaś?

Cały dzień byłam z kotem u weterynarza.

Z jakim kotem? O czym ty mówisz?

Tym, którego rano wyciągnęłam spod twojego auta westchnęła. Naprawdę jestem zmęczona, pogadamy jutro?

Poczekaj! Chcesz mi powiedzieć, że tracisz dzień na bezpańskiego kota? Oszalałaś?

Co za różnica, bezdomny czy nie zniecierpliwiła się Agnieszka On by nie przeżył bez pomocy…

A ja tu głoduję! Wracam nie ma ani ciebie, ani kolacji.

Paweł, nie jesteś dzieckiem ciężko westchnęła. W zamrażarce są pierogi, mogłeś sobie ugotować, przecież nie padniesz z głodu.

Pierogi? Na śmietniku się znalazłem?! Ja harowałem cały dzień, mam jeszcze gotować?

Pomimo zmęczenia Agnieszka poszła do kuchni i ugotowała Pawłowi jego ulubiony obiad.

Nie zasłużył, ale aby uniknąć kolejnej kłótni, zdecydowała się mu ustąpić. Nawet i za słowo nie podziękował…

Dwa tygodnie później odebrała kota z lecznicy i zabrała do domu.

Już wcześniej kupiła wszystko, czego mu trzeba, ale nic Pawłowi nie pokazywała żeby się nie irytował.

Nie wiedziała, jak mu powiedzieć, że kot zostanie z nimi. Jednak była przekonana, że przyjmie to spokojnie. Mieszkanie w końcu było jej, a Paweł nawet nie planował się jej oświadczyć, więc…

Tymczasem Paweł zareagował zupełnie inaczej. Gdy zobaczył w domu kota, wybuchła awantura.

Przyprowadziłaś do domu kota z ulicy?! Agnieszka, oszalałaś? Może jeszcze z głowy ci się coś stało, jak pod moje auto wlazłaś?

Paweł, uspokój się. Ja go uratowałam i teraz będę się nim opiekować.

Ile już na leczenie wydałaś? A ile jeszcze wydasz?!

Jakie to ma znaczenie? To moje pieniądze. To ja decyduję, na co je wydaję. Ty raczej nie rozliczasz się przede mną, nawet jedzenia prawie nie kupujesz.

Tłumaczyłem ci, samochód wymaga wydatków, a w pracy mam trudny okres. Czemu mi tu odwracasz kota ogonem? Chodzi przecież o tego rudera…

Ma na imię Miron.

Nawet mu imię wymyśliłaś? Powinnaś iść do psychiatry! Coś ci się w głowie poprzestawiało!

Tej nocy spali już osobno. Dobrze, że mieszkanie było dwupokojowe. Agnieszka całą noc rozmyślała o swoim związku.

Mieszkali razem prawie rok, ale ostatnio nic się nie układało. Paweł stawał się coraz bardziej wymagający, wręcz ją upokarzał. Te relacje nie były zdrowe, widziała pierwsze ostrzeżenia. Postanowiła jednak dać mu ostatnią szansę.

Każdy zasługuje na jedną, ale czy Paweł ją wykorzysta należało już tylko do niego.

Niestety, Paweł się nie zmienił. Wciąż urządzał awantury o kota i ciągle powtarzał, że miejsce Mirona jest na ulicy. Agnieszka wysłuchiwała jego pretensji i… wyciągała wnioski. W końcu nie wytrzymała i raz powiedziała wieczorem:

Paweł, ja ciebie nie kocham. I ty mnie też nie kochasz. Po co mamy się dalej męczyć?

Do czego zmierzasz?

Jutro zabierzesz swoje rzeczy i wyprowadzisz się z mojego mieszkania. Mam już dość twoich kłótni. Potrzebuję spokoju.

Czyli przygarniasz kota, nie pytając mnie o zdanie, a ja jestem ten zły? oburzył się.

Jeśli nie potrafisz zaakceptować, że kot zostaje, nie powinniśmy mieszkać razem. Znajdź sobie kogoś bez kota. Albo najlepiej kup własne mieszkanie i tam ustalaj zasady.

Nazajutrz Agnieszka miała wolne, więc trudno byłoby znaleźć lepszy moment na rozstanie.

Paweł próbował ją jeszcze przekonać, ale nie miał już siły na kłótnie.

Jak tylko w rozmowie pojawiał się temat kota, zaraz wybuchał. Agnieszka była pewna, że z tym człowiekiem szczęścia nie znajdzie.

Zwlekał z wyprowadzką do południa. Pił właśnie herbatę w kuchni, gdy zadzwoniła jej szefowa:

Agnieszko, kochana, wiem, że dzisiaj proszono cię o wolne, ale bez ciebie sobie nie poradzimy.

Pani Olu, akurat to naprawdę zły moment… wyszła z kuchni, patrząc na Pawła, który wściekle upychał swoje rzeczy do torby podróżnej. Musiał jeszcze wziąć komputer i narzędzia z balkonu.

Tylko godzinka, proszę, Agnieszko! Naprawdę tego potrzebuję, wiesz, że nie dzwonię bez powodu.

Westchnęła ciężko, dopiła herbatę i zaczęła się zbierać. Pawłowi powiedziała, żeby klucze zostawił w skrzynce na listy. Kiwnął głową i spojrzał na nią z taką nienawiścią, że poczuła ciarki.

W pracy rzeczywiście poszło szybko. Po czterdziestu minutach zamówiła taksówkę.

Jak tam kotek? spojrzał przez lusterko znajomy kierowca.

Agnieszka rozpoznała go, to był ten sam taksówkarz, co woził ją z Mironem do lecznicy.

Dziękuję, już lepiej. Możemy jak najszybciej do domu?

Oczywiście uśmiechnął się szeroko.

Gdy weszła do klatki, najpierw sprawdziła skrzynkę na listy. Kluczy nie było. Ani samochodu Pawła koło bloku.

Pewnie jeszcze nie skończył się wyprowadzać pomyślała.

Ale kiedy weszła na czwarte piętro i podeszła pod drzwi, zorientowała się, że są zamknięte na klucz. Szybko otworzyła drzwi.

Nie było walizek, nie było komputera, nie było narzędzi. Paweł zabrał wszystko.

Prosiłam go po ludzku, żeby klucze zostawił w skrzynce… Będę musiała wymienić zamki.

Poszła do sypialni i zamarła w drzwiach.

Nie było Mirona na łóżku. Nie było też transporterka z kąta, w którym zawsze spał.

Do końca wołała kota, krzątała się po domu, ale kota nie było. Było jasne Paweł go zabrał. Tylko po co?

Paweł! Oszalałeś? Po co zabrałeś Mirona?! wrzasnęła przez telefon, kiedy wreszcie odebrał.

Po co, po co A taką zrobiłem ci niespodziankę, Agusiu! Jak do mnie na kolanach przyjdziesz wtedy się zastanowię, czy ci go oddam!

Wiesz, co robisz? On ma specjalną dietę, wymaga opieki!

Agnieszka jeszcze coś do niego mówiła, ale już się rozłączył.

I gdzie go teraz szukać? siedziała zapłakana na podłodze. Gdzie mógł z nim pojechać?

Wcześniej Paweł wynajmował mieszkanie; gdy zamieszkali razem, wprowadził się do niej. Był z innego miasta, nigdy jej nie pokazał swojej rodzinnej miejscowości, choć obiecywał.

Nie mogła zasnąć całą noc, rano pojechała szukać Pawła pod jego pracą.

Tam jednak też go nie było… Wziął kilka dni wolnego usłyszała od szefa Pawła Co się stało?

W skrócie opowiedziała, a szef obiecał, że jak Paweł wróci, porozmawia z nim. Po chwili znów próbowała zadzwonić do Pawła telefon wyłączony.

Panią podwieźć?

Agnieszka podskoczyła. To był znów ten sam taksówkarz. Stał obok, wychylając się z otwartych drzwi auta.

Mogę prosić do domu? wydusiła.

Była bliska rozpaczy, nie wiedząc, co dalej.

Proszę wsiadać powiedział taksówkarz.

Po drodze zadzwonił telefon obcy numer.

Halo, kto mówi?

Pani Agnieszka? odezwał się kobiecy głos.

Tak, słucham?

Wie pani, wczoraj Paweł, pań chłopak, przyjechał z kotem, zna się z moim mężem, chce się u nas zatrzymać na kilka dni. Ale kot siedzi smutny, miauczy, widzę, że cierpi.

Proszę nie dokarmiać go niczym. Ma specjalną dietę. Większości rzeczy nie może jeść.

Nie martwi się pani, próbowałam, nie chciał nic jeść. Ale dzwonię, bo Paweł dzisiaj zniknął, chyba poszedł do pubu albo do sklepu. Może by pani przyjechała i zabrała kota? Nie znoszę takich ludzi jak on i żal mi zwierzaka.

Już jadę! Proszę adres!

Wyjaśniła szybko sytuację taksówkarzowi. Ten uśmiechnął się krótko i ruszył szybciej niż kiedykolwiek.

Przeżyła kilka chwil grozy, bo jazda była dynamiczna, ale kierowca był spokojny i skupiony.

Pod domem niemal wbiegła na trzecie piętro, zapukała, odebrała Mirona w transporterku, podziękowała szczerze i wybiegła na zewnątrz, gdzie taksówkarz już otwierał drzwi.

Gdy blok, w którym więziony był Miron, zniknął za zakrętem, odetchnęła z ulgą.

Całą drogę płakała z wdzięczności dla starszej pani z kliniki, taksówkarza, dziewczyny z mieszkania. Dzięki nim mogła wierzyć, że dobro zawsze zwycięży zło.

Chce pani, żebym został z panią, na wypadek, gdyby były chłopak wrócił?

Chcę! odparła bez wahania.

Tego samego dnia wymieniła zamki z pomocą wezwanych ślusarzy. Viktor bo tak na imię miał taksówkarz został z nią i z Mironem. Kot spał na jego kolanach, mrucząc z zadowoleniem.

Agnieszka bardzo doceniła pomoc Viktora. Tak zakończyła się ta historia.

Nie trzeba tłumaczyć, że z czasem znajomość Agnieszki i Viktora przerodziła się w prawdziwą miłość.

A co do Pawła… Jego przyjaciel, u którego zatrzymał się z Mironem, wyrzucił go jeszcze tego samego dnia, kiedy dowiedział się, że krzyczał na jego żonę i nawet załatwił mu podbite oko.

W pracy też długo nie popracował szef kazał mu się zwolnić.

Ale dlaczego? nie rozumiał Paweł.

Bo tak trzeba stwierdził szef. Pisz wypowiedzenie, straciliśmy do ciebie zaufanie.

Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do swojego dawnego miasta czy wioski.

Zasłużył na to, co go spotkało.

Bo nie można być takim człowiekiem, jak on. Trzeba szanować zwierzęta. A jeśli nawet się nie kocha, to przynajmniej… traktować je po ludzku.

Oceń artykuł
Newskey24
Niespodzianka od byłego