Niespokojne spotkanie dwóch serc

Emilia wsiadła do autobusu na przystanku, jakby bezwolnie, pchana przez cichy podmuch wiatru. W środku czekało na nią tylko jedno wolne miejsce, tuż obok mężczyzny, który wydawał się być od niej trochę starszy. Na początku Emilia zupełnie nie zwróciła uwagi na towarzysza. W głowie miała plątaninę spraw do rozwiązania, niecierpiących zwłoki problemów, a przed nią majaczyło siedem godzin drogi do rodziców.

Siadła wygodnie, a autobus ruszył ospale, jakby sunąc przez mgłę. Po kilku minutach jej nos wychwycił delikatną woń piżma i mocno wypalonej kawy, która nagle zaczęła splatać się z wspomnianiami tak że przez chwilę nie była pewna, czy jest jeszcze w autobusie, czy już tam, gdzie pachnie ciepłym latem i gorącą kawą.

Lipiec, znajome ukąszenia słońca, ona ma siedemnaście lat, a obok leży Paweł jej pierwszy chłopak. Pachniał identycznie. Leżeli wtedy nad Wisłą w Krakowie, całując się i śmiejąc, a nad nimi rozciągało się niebo tak niebieskie, że wydawało się nierealne. Paweł szeptał jej do ucha: Emilko, zawsze będziemy razem, nigdzie nie odejdę. Był jej pierwszą, szaleńczą miłością oddałaby wszystko, nawet maturę i plany na studia, byle tylko być z nim.

Ale los poplątał wszystkie ścieżki. Paweł poszedł do wojska, a potem już nie wrócił do niej. W Warszawie poznał inną i ożenił się. Emilia została z roztrzaskanym sercem. Przez dziesięć lat nie mogła pokochać nikogo innego, wciąż tęskniąc za Pawłem, mimo bolesnej zdrady.

Na chwilę odwróciła głowę, spojrzała na nieznajomego obok. Nie, niemożliwe! Ciemne włosy, niebieskie oczy, delikatnie zarysowany nos i pełne usta, postawa wysoka. Chłopak był do Pawła podobny tak bardzo, aż zadrżało jej serce.

Przepraszam, czy przypadkiem nie masz na imię Paweł? spytała cicho, nieco nieśmiało.

Nie, jestem Jacek odpowiedział chłopak, a uśmiech rozlał się na jego twarzy szeroko, jakby sam był zaskoczony. Wyglądał tak podobnie do tamtego Pawła, którego obraz Emilia nosiła w sercu bez względu na lata.

A ty jak się nazywasz, dziewczyno? dopytał.

Emilia na moment zaniemówiła, jakby zbiła ją fala snu, przebijającego się przez jawę.

Emilia, miło poznać wydusiła z siebie w końcu.

Bardzo mi miło. Emilia, wyglądasz zupełnie jak ona znowu się uśmiechnął, jakby świat naprawdę mógł być lustrzanym odbiciem.

Kto? wykrztusiła.

Moja miłość, pierwsza Rozstaliśmy się okrutnie. Ona wybrała innego, a ja już od dziesięciu lat nie potrafię o niej zapomnieć. I nagle trafiam na ciebie. Ciągle nie mogę uwierzyć Jacek mówił z przejęciem, z jego policzków wybiła się lekka purpura. Jakby wspomnienia ociekały aż do krwi.

To dziwne Mam dokładnie taką samą historię westchnęła Emilia. A ty wyglądasz zupełnie jak mój pierwszy chłopak. Czy to naprawdę możliwe?

Wiesz co, Emilia? Wymieńmy się numerami i spróbujmy porozmawiać. Może to właśnie jest znak? zaproponował Jacek.

Spróbujmy odpowiedziała, jakby sen miał zaraz pęknąć.

Rozmawiali, a autobus płynął przez nierzeczywisty, rozmazany krajobraz, w którym okna odbijały nieistniejące światła, a czas gubił się w zakrętach. Czy los dał im drugą szansę z innymi, choć tak podobnymi osobami? A może to tylko zbieg okoliczności we śnie, gdzie rzeczywistość niczego nie zapowiada i wszystko jest możliwe, jak w dziwnym krakowskim półśnie?

Oceń artykuł
Newskey24
Niespokojne spotkanie dwóch serc