Gdy zadzwoniłam do ojca, by zapytać dlaczego traktują mnie tak niesprawiedliwie, było widać, że jest zawstydzony. Obiecał, że zrobi wszystko, co w jego mocy, aby dać mi to samo, co dali mojemu bratu. Jednak wieczorem tego samego dnia zadzwoniła moja matka. Nie miała zamiaru rozmawiać długo. Dla niej było oczywiste, że nie jestem taka jak brat, więc powinnam przestać o tym myśleć. Mówiła, że jestem w takim wieku, że muszę rozumieć pewne rzeczy, a jeśli nie rozumiem to nie powinnam do nich dzwonić. I to wszystko. Rozłączyła się.
Pochodzę z małej wioski niedaleko Kielc. Od zawsze moi rodzice wyjeżdżali, żeby zarabiać pieniądze. To nie było dziwne, prawie wszyscy moi rówieśnicy dorastali z dziadkami. W naszej wiosce nie było pracy.
Moje rodzice zainwestowali wszystko, co zarobili, żeby wyremontować dom i odłożyć pewną sumę dla nas na przyszłość. Mam też starszego brata, z którym dorastałam.
Nigdy bym nie przypuszczała, że kiedy będziemy starsi, mama i tata będą tak niesprawiedliwie postępować.
Kiedy mój brat się ożenił, rodzice zorganizowali wielkie wesele.
Dobrze pamiętałam, jak podczas uroczystości rodzice wręczyli młodej parze klucze do dwupokojowego mieszkania w nowym budownictwie w Kielcach. Wtedy wszyscy goście byli zachwyceni, bo to był naprawdę królewski prezent.
Mi rodzice obiecali, że kiedy wyjdę za mąż, też dostanę mieszkanie i zorganizują mi wesele. Byłam młodsza i po prostu wierzyłam im na słowo, teraz wiem, że nie było warto.
Faktem jest, że trzy lata temu mój tata zachorował, miał problem z sercem. Wtedy nie dawano mu żadnej nadziei, ale tata zaskoczył wszystkich. Teraz jest całkowicie zdrowy, chodzi i ma się dobrze, głównie odpoczywa.
Tylko moja mama teraz nie pozwala mu nic robić. Dostała pracę jako sprzedawczyni w lokalnym sklepie niedaleko naszego domu, a po pracy nie pozwala tacie przynieść jej szklanki z wodą. Mówi, że nie jest zmęczona, jest mało klientów i mało zarabia, ale nie potrzebuje więcej, bo już zarobili w swoim życiu, co mieli zarobić.
Ale co oni zarobili? Na mieszkanie mojego brata, na jego wesele, na remont domu? Okazuje się, że każdy ma wszystko, a ja zostałam z niczym. Narzeczony mi się oświadczył, planujemy ślub. Zwróciłam się do mamy, powiedziałem jej, jakie są nasze plany i ile pieniędzy potrzebujemy.
– Martynka – słyszę w odpowiedzi – Nie jesteś już dzieckiem. Masz już 25 lat. Przeznaczę trochę pieniędzy ze swojej pensji na prezent. Przepraszam, ale sama rozumiesz, nie mogę sobie pozwolić na więcej.
Byłam zaskoczona. Jak to?
– A mieszkanie? – pytam – Co z mieszkaniem? Mój brat otrzymał klucze w prezencie, czy ja nie jestem takim samym dzieckiem jak on?
Moja mama odpowiedziała, że teraz nie jest czas, na takie rozmowy.
Zrobiło mi się niedobrze. Zadzwoniłam do taty. Zaniemówiłam po tym, co usłyszałam. No, dlaczego oni są dla mnie tacy okrutni? Za co?
Mój tata jest dobry, powiedział, że zrobi wszystko, co w jego mocy, żebym dostała to samo co mój brat. Uspokoiłam się, ale na darmo. Już wieczorem zadzwoniła do mnie mama. Nie poznałam jej głosu, mówiła do mnie jak do obcej osoby.
Zarzuciła mi, że martwię się tylko o pieniądze, że nie obchodzi mnie tata, który wygrał z chorobą, ale potrzebuje opieki. Jak mogła, tata jest jedyną osobą, o którą się martwię i która martwi się o mnie.
Wciąż liczę na tatę. Może jego sumienie się obudzi i przekona mamę, że nie można tak postępować wobec własnego dziecka.
Dlaczego są dla mnie tacy okrutni? Powiedz mi, czy jeśli masz dwoje dzieci, to traktujesz je w taki sposób?







