Krystyna siedziała przed lustrem i malowała usta tą swoją szminką Wiśniowy dżem. Kiedyś Tomek powiedział, że bardzo jej w niej do twarzy.
W jej wieku człowiek już się cudów nie spodziewa. A tu proszę spotkało ją. Na przystanku autobusowym, wyobrażasz sobie? On ustąpił miejsca, ona podziękowała, zamienili kilka słów.
Trzy miesiące temu. Wydawało się, jakby minęło pół życia.
Bazyl, no i co sądzisz? zagadnęła kota, który okupował parapet i z fascynacją gapił się na wróble za oknem. Ładnie wyszło?
Kot odpowiedział łaskoczącym mruknięciem. Fachowo, po kociemu z aprobatą.
Bazyl był z nią już pięć lat. Od dnia, w którym pochowała męża. Przyniosła wtedy maleńkiego kota do domu i powiedziała: No, będziemy razem się smucić. A wyszło, że razem zaczęli po prostu żyć.
Bazyl to kot z charakterem, ale i z rozumem. Gdy Krystyna miała zły dzień kładł się przy niej i mruczał. Gdy miała dobry szalał po mieszkaniu, jakby z nią się cieszył. A rano budził ją zawsze tym swoim delikatnym dotykaniem łapki po policzku.
Nagle zadzwonił telefon.
Krystynko, już jadę! zapiszczał radośnie Tomek, cały w skowronkach. Dziś wszystko dogadamy do końca!
Czekam niecierpliwie, zaśmiała się Krystyna. Do zobaczenia!
Dziś Tomek miał przynieść klucze do swojego mieszkania. Postanowili razem zamieszkać! W jego dwupokojowym, tuż przy Bałtyku. Jasne mieszkanie, widok na wodę, powietrze lepsze czego chcieć więcej?
Krystyna już widziała to oczyma wyobraźni: śniadanie na balkoniku, widok na zatokę, Tomek czyta Gazetę Wyborczą.
Bazyliś szepnęła przeprowadzamy się! Spodoba ci się tam. Okna ogromne, aż zatęsknisz do obserwowania ptaków!
Bazyl się przeciągnął, zeskoczył na podłogę i ocierał się jej o nogi.
No przecież, ty też jedziesz. Gdzie ja bez ciebie?
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi.
Tomek pojawił się w progu z bukietem i szeroką, rozbrajającą miną. Nienagannie ubrany, marynarka jak na porządnego przedsiębiorcę przystało.
No, ślicznotko! cmoknął ją w policzek. Gotowa na nowy etap?
Gotowa! zaśmiała się Krystyna, cała promienna. Chodź, zrobię herbatę.
Ustawili się przy kuchennym stole. Tomek z powagą wyłożył na stół pęk kluczy.
Proszę, klucze do naszego wspólnego gniazdka.
Bazyl akurat wszedł do kuchni, obwąchał Tomka jak petent w urzędzie.
Znowu ten bestia wykrzywił się Tomek. Krystyna, muszę z tobą pogadać.
O co chodzi? spoważniała, bo ton zrobił się, delikatnie mówiąc, lodowaty.
Wiesz, mieszkanie świeżutkie, pachnące remontem, a koty wiadomo. Wszędzie futro, smrodek. No i, powiem wprost, mam na nie alergię.
Krystyna zamarła z filiżanką w powietrzu.
Czyli?
Czyli z kotem mieszkać nie będę. Oświadczył spokojnie, jakby chodziło o przestarzałą tapicerkę. Sama zdecyduj, co z nim zrobić.
Te słowa spadły na nią jak kubeł lodowatej wody.
Bazyl siedział przy jej nogach i patrzył na nią bursztynowymi ślepiami. Najpierw na nią, potem na Tomka. I jakby rozumiał.
Po paru minutach Tomek wyszedł, klucze zostały na stole. Krystyna siedziała, oglądając te klucze jak przeklęte w złotówkach.
Bazyl wskoczył jej na kolana i zaczął cichutko mruczeć.
Co mam robić, Bazylińku? wyszeptała, głaszcząc go z pokorną czułością. Co robić?
Głowie wciąż brzmiały słowa Tomka: Sama zdecyduj.
Sama? Przecież Bazyl od pięciu lat jest jej rodziną ratunkiem od rozpaczy po śmierci Wiktora, męża.
Przypomniała sobie maleńkiego kotka jak podkarmiała go pipetką, jak leczyła, jak pierwszy raz zamruczał jej w ramionach.
Z roku na rok dom znowu ożywał. Wspólne poranki, wieczory przed telewizorem, choroba zawsze był przy niej. Smutek? Bazyl przynosił swoją ulubioną mysz harmoniczną i kładł przy niej, jakby mówił: No, baw się, życie jeszcze przed tobą.
Ponownie spojrzał jej prosto w oczy jak człowiek.
Chciała zadzwonić do przyjaciółki, Niny, ale coś ją powstrzymało. Nina na pewno powiedziałaby: Krystynko, dla faceta czasem trzeba się poświęcić przecież kotu nowego domu poszukasz.
Tylko czy można?
Podeszła do okna na podwórku już pierwszy śnieg, grudzień i święta za pasem. Tak bardzo marzyła, żeby je spędzić nie w pojedynkę.
No, dobrze postanowiła. Pójdę do weterynarza, popytam. Może ktoś się zlituje, serca nie zabraknie.
Mimo tych słów czuła, że coś w środku protestuje.
Następnego dnia odwiedziła sąsiadkę, ciotkę Gienię ta zawsze dokarmiała okoliczne kociaki.
Pani Geniu, nie wie pani, kto by przygarnął kota? Dobrego mam kota, mądrego.
Bazylego? zadziwiła się kobieta. Co się stało?
Przeprowadzka Tam nie można z zwierzakami.
Ciotka Gienia zmierzyła ją wzrokiem.
Krystynko, zwariowałaś? Bazyliś przecież to już twój! Ile ja cię pamiętam, z nim byłaś.
Okoliczności westchnęła.
Żadne okoliczności nie są ważniejsze niż przyjaciel. Bez sentymentów? Przecież to zdrada, Krystyno.
Słowo zdrada zabolało. Pożegnała się szybko i wróciła.
Bazyl przywitał ją przy drzwiach jak zwykle mruczał i ocierał się pyskiem o spodnie. I nagle Krystyna zrozumiała, że on czuje zwierzęta wiedzą najlepiej, kiedy człowiek jest zagubiony.
Przepraszam cię wyszeptała, biorąc go na ręce. Przepraszam.
Wieczorem zadzwonił Tomek:
No i co, załatwiłaś kota?
Jeszcze nie. Rozglądam się.
Krystyna ton miał już twardy jak stal. Bez łzawych historii. Chcesz być ze mną czy nie? Ja szukam poważnej kobiety, a nie takiej, co szczęścia przez kota przepuszcza.
Daj mi trochę czasu.
Czasu mamy mało. Do Nowego Roku chcę cię już widzieć u siebie.
Po rozmowie Krystyna długo siedziała w ciszy. Bazyl położył się obok i spoglądał na nią czasem spod półprzymkniętych powiek.
Przecież on ma rację rzuciła do kota. Jesteś tylko zwierzęciem. A Tomek człowiekiem. Gdzie ja znajdę drugiego takiego faceta?
Brzmiało to obco, wręcz fałszywie nawet dla niej samej.
Trzeciego dnia zadzwoniła Nina:
Krystynko, coś ty taka osowiała? Co jest?
I Krystyna się otworzyła. O wszystkim: ultimatum, poszukiwaniu domu, wątpliwościach.
Chwileczkę przerwała Nina. On ci naprawdę powiedział wprost: Ja albo kot?
Tak wyszło.
Wiesz, co będzie dalej?
Co?
A potem powie: Nie lubię twoich spodni, Nie rozmawiaj z tą koleżanką, Nie graj na pianinie wieczorem. Krystyna, jeśli facet od razu dyktuje warunki
Ale ja nie chcę być sama! niemal wykrzyczała Krystyna. Całkiem sama!
Teraz jesteś? Bazyl już się nie liczy?
Krystyna umilkła.
Po tej rozmowie usiadła na kanapie, Bazyl natychmiast wskoczył obok.
Słuchaj odezwała się do niego. A jeśli cię oddam Będzie ci mnie brakowało?
Kot zamruczał coś po swojemu.
A mnie? pogładziła go. Czy będę szczęśliwa, mając w sercu poczucie zdrady?
Bazyl spojrzał jej w oczy. Było w tym więcej miłości niż we wszystkich romantycznych komediach świata.
Rany boskie wyszeptała Krystyna. Co ja wyprawiam?
I akurat zadzwonił telefon. Tomek.
Krystyna, jutro sobota. Przyjadę po ciebie. Mam nadzieję, że temat kota już załatwiony?
Spojrzała na Bazylego. Leżał zwinięty w kłębek, mrucząc w najlepsze. Spokojny i ufny.
Tomku, muszę się jeszcze zastanowić.
O czym?! warknął. Poświęcisz życie przez kota? Oszalałaś?
Może mógłbyś się przekonać? Bazyl naprawdę jest grzeczny i czysty.
Powiedziałem: mam alergię! I dość już tego, Krystyna. Przemyśl, ostatni raz.
Sygnał zakończenia połączenia rozszedł się w pustce.
Krystyna odłożyła słuchawkę. Cisza, tylko mruczenie Bazylego.
Tak to jest, Bazyliś. Ostatni raz. Pięknie powiedziane.
I nagle zrobiło jej się strasznie, ale nie z samotności. Przeraziło ją, że jeszcze trochę, a zdradziłaby najwierniejszego przyjaciela dla kogoś, kto prowadzi życie według własnych ultimatum.
Sobota była szara i paskudna. Krystyna nie spała w nocy, rano obudziła się z ciężkim snem: idzie długim korytarzem, a na końcu stoją Tomek i Bazyl. I trzeba wybrać, do którego pójść.
Bazyl jak zawsze leżał rano przy jej nogach. Widząc, że się budzi, przeciągnął się, ziewnął i zaparkował na poduszce obok niej.
Dzień dobry, ty mój, szepnęła, wtulając twarz w jego miękkie futerko.
Wstała, poszła do kuchni nastawić czajnik, nasypała Bazylemu karmy, wymieniła wodę. Wszystko jak zwykle, ale ręce drżały.
Co mam robić? pytała kota, który z godnością spożywał śniadanie. Naprawdę, co?
Kot podniósł łeb i spojrzał. Tyle zrozumienia, aż Krystyna się zawstydziła.
Może on ma rację? Może po prostu nie potrafię wejść w poważny związek? Może zbyt kurczowo trzymam się przeszłości?
Ale jej własne słowa wydawały się obce, zaciągnięte z reklamy.
O jedenastej zadzwoniła Nina:
Krystynko, jak sytuacja? Co postanowiłaś?
Nie wiem, Nina. Serce mówi jedno, rozum drugie.
A co mówi serce?
Krystyna zamilkła. Spojrzała na Bazylego, który mył się na parapecie.
Serce mówi, że nie mogę go zdradzić.
No widzisz! wykrzyknęła Nina. Krystyna, obudź się! Facet, który każe ci wybierać między sobą a lojalnym przyjacielem? Toż to nie facet!
Po rozmowie z przyjaciółką Krystyna usiadła w fotelu. Wzięła Bazylego na ręce.
Wiesz, mruknęła, Nina ma rację. Nie jestem sama. Mam ciebie. I dobrze mi tak. Naprawdę dobrze.
Kot zwinął się wygodniej i zamruczał.
A co, jeśli ten Tomek po prostu nie jest moim człowiekiem? Może mój prawdziwy facet pokocha mnie razem z tobą?
O wpół do drugiej zadzwonił domofon. Krystyna aż podskoczyła serce waliło jak dzwon.
Tomek pojawił się z małą torbą, twarz zacięta, cała powaga.
No, gotowaś? rzucił bez przywitania. Spakowana?
Tomek, wejdź, musimy porozmawiać.
O czym? przeszedł do przedpokoju, rozejrzał się. Gdzie kot? Oddałaś, mam nadzieję?
W tej chwili z kuchni wyszedł Bazyl. Spojrzał na Tomka, usiadł i nie spuszczał oka.
No pięknie jęknął Tomek. Krystyna, prosiłem!
Już podjęłam decyzję powiedziała cicho.
Jak to?
Po prostu nie mogę go odstawić. Jest ze mną od pięciu lat.
A ja co? lodowaty głos. Ja kim dla ciebie jestem?
Spojrzała na niego i nagle zobaczyła nie księcia z bajki, a faceta, który lubi, by świat kręcił się wokół niego. Dla którego jej miłości to tylko przeszkoda.
Kocham cię, ale Bazyl nigdy nie stawiał mi wyborów.
Co? Porównujesz mnie do kota?!
Nie porównuję. Po prostu kot mnie kocha bezwarunkowo.
Krystyna, rozumiesz, co robisz? Dla kota niszczysz nasze życie?
Nie niszczę. Po prostu wybieram to, co dla mnie ważne.
Bazyl podszedł i ocierał się o jej nogi. Krystyna schyliła się, wzięła go na ręce.
Posłuchaj burknął Tomek z metalicznym chłodem jestem poważnym facetem. Mam firmę, pozycję w społeczeństwie, mogę ci życie ustawić. A ty z powodu kota?
On nie jest jakimś kotem przerwała mu. To Bazyl. Mój Bazyl.
Co w nim jest takiego? Jest zwykłym zwierzęciem!
I wtedy Krystyna poczuła ostatecznie.
Wiesz co, Tomek, masz rację. Nie ma w nim nic niezwykłego. Poza tym, że nigdy mnie nie zmuszał do wyboru.
Tomek oniemiał. Twarz mieszała złość z niedowierzaniem.
To tak? Wybierasz kota?
Stał jeszcze chwilę, po czym nagle się odwrócił.
Głupia jesteś, Krystyna. Szansę życia marnujesz! Takiego drugiego nie spotkasz!
Może i nie. Ale drugiego takiego kota też nie spotkam.
Tomek zatrzasnął drzwi z hukiem.
Krystyna została sama. W ciszy, która wcale nie była straszna.
Usiadła w kuchni, Bazyl zamieszkał na jej kolanach.
I znowu samotna, co? uśmiechnęła się do niego.
Kot podniósł głowę i polizał ją po ręce.
I wtedy napłynęło uczucie ulgi. Takiej prawdziwej, głębokiej. Jakby ktoś zdjął jej z ramion tonę cegieł.
Wiesz, Bazylek? powiedziała z uśmiechem. Myślę, że podjęliśmy dobrą decyzję.
Na sercu zrobiło się lekko. Pierwszy raz od wielu dni.
Marzec. Za oknem słońce, pierwsza śnieguliczka, wróble skrzeczą na całego. Krystyna podlewa fiołki na parapecie przez zimę zrobiła z mieszkania botaniczny raj.
Bazyl, widzisz? Jaka tu u nas dżungla! pokazała mu świeżo rozkwitły kwiat.
Bazyl z godnością powąchał doniczkę i przytaknął krótkim miau.
Od tamtej pory minęły trzy miesiące. Na początku było ciężko nie tyle samotnie, co niewygodnie w myślach: A co jeśli przegapiłam szansę? Co jeśli już nikt się nie trafi?
Ale po jakimś czasie wszystko wróciło do normy. Dom odżył na nowo.
Krystyna znów zaczęła uczyć wzięła dwóch uczniów. Małą Marysię i nastolatka Arka. W mieszkaniu znów zabrzmiała muzyka. Śmiech, rozmowy, życie.
Pani Krystyno, jaki pan tu ma fajny kotek! zawołała Marysia, pierwszy raz widząc Bazylego.
To Bazyl. Mój przyjaciel.
Mogę go pogłaskać?
Oczywiście.
Bazyl pozwolił się pogłaskać wyjątkowo wylewnie zamruczał nawet, jakby sam był pod wrażeniem małej uczennicy.
Ostatnio wydarzyło się coś ciekawego. Krystyna spotkała sąsiada z piątego piętra pana Michała. Emeryt, wdowiec, dawny nauczyciel. Nawiązali rozmowę.
Widzę, że kot u pani z klasą zauważył, spoglądając na Bazylego w oknie.
Dziękuję. Lubi pan zwierzęta?
Bardzo! Kiedyś miałem psa, owczarkę Dinę. Odeszła dwa lata temu. Tak sobie myślę, żeby jakąś istotę jeszcze przygarnąć samemu trochę
Rozmowa się przeciągnęła. Pan Michał okazał się świetnym kompanem oczytanym i pogodnym. Przede wszystkim ciepłym człowiekiem.
A kot nie boi się gości? zapytał raz.
Bazyl jest świetnym testerem ludzi. Słabych charakterów nie toleruje.
Pan Michał się zaśmiał.
Obym przeszedł test.
I przeszedł. Bez zastrzeżeń.
Krystyna patrzyła teraz, jak Bazyl grzeje się w słoneczku i nagle uśmiechnęła się sama do siebie. Życie wraca na właściwy tor. Może nie według wcześniejszego planu, ale całkiem dobrze.
Krystyna zaparzyła herbatę i usiadła w fotelu. Bazyl oczywiście od razu na kolana.
Dzięki ci wyszeptała, głaszcząc puszysty grzbiet że pokazałeś mi, iż prawdziwa miłość nie wymaga zdrady.
Bazyl zamruczał z wyraźną aprobatą. Cicho, cieplutko, domowo.
I Krystyna już nie bała się samotności. Bo zrozumiała coś ważnego z tymi, którzy kochają cię bez żadnych warunków, nigdy nie jesteś naprawdę sama.




