Pilnie poszukiwany mąż

Pilnie potrzebny mąż

Mamusiu, ty naprawdę musisz jak najszybciej znaleźć sobie nowego męża! Bardzo, bardzo pilnie!

Mało nie upuściłam filiżanki z kawą, którą właśnie trzymałam w dłoni kilka kropel skapnęło na obrus. Odstawiłam ją na stół, odchrząknęłam i spojrzałam uważnie na moją córkę.

Wytłumacz mi, o co chodzi poprosiłam, starając się mówić spokojnie. Dlaczego taki pośpiech?

Julia zmieniła ciężar z jednej nogi na drugą, wbiła wzrok w dywan i zaczęła studiować jego wzorki. Było jej wyraźnie głupio, ale widziałam w niej upór, przekonanie, że robi słusznie.

Wiesz Dzisiaj powiedziałam tacie, że masz już kogoś westchnęła ciężko. Tak się na mnie uwziął z tymi pytaniami! Cały czas pyta, czy już kogoś znalazłaś. Zawsze odpowiadałam nie, a wtedy zaczynał opowiadać, jak bardzo się pomyliłaś, odchodząc od niego. Że kompletnie nie rozumiesz życia, skoro zrezygnowałaś z takiego cudownego faceta!

Podniosła na mnie spojrzenie, w jej oczach była bezradność, irytacja i coś z żalu do ojca.

I jeszcze ciągle powtarza, że niedługo się przekonasz, jaka byłaś głupia i wrócisz, bo lepszego od niego na pewno nie znajdziesz. No i nie wytrzymałam. Powiedziałam, że masz już kogoś.

Przejechałam dłonią po włosach. Od razu wróciły charakterystyczne tony mojego byłego męża ta sztuczna pewność siebie, zamiłowanie do monologów o swoich racjach.

Wyobrażam sobie, jakich kolorów używa przy tych swoich wykładach mruknęłam z lekką ironią. Nie może znieść, że go zostawiłam, takiego nieskazitelnego. Czasami myślę, że Michał zaprasza cię na weekendy tylko po to, żeby mieć komu poopowiadać o sobie i dowiedzieć się najnowszych plotek. Własne ego w ten sposób leczy.

Julia westchnęła i opadła na kanapę, tradycyjnie podciągając pod siebie nogi. Oparła się o poduszkę i gładziła jej miękki materiał, próbując zebrać myśli.

Tak właśnie myślę powiedziała, patrząc gdzieś w bok. Przez półtorej godziny muszę słuchać, jaki jest wspaniały. A potem już mogę robić, co chcę i tak w ogóle nie interesuje się, co u mnie. Nawet nie spyta, jak idzie mi w szkole albo czy czegoś nie potrzebuję…

Mówiła o tym tak, jakby wyliczała codzienne zajęcia: pobudka, śniadanie, szkoła, lekcje. To już od dawna było dla niej normalne do tego stopnia, że prawie nie wywoływało emocji.

Oparła się wygodniej i utkwiła wzrok w suficie, odtwarzając sobie ostatnią rozmowę z ojcem. Wszystko zaczęło się jak zawsze opowieściami o jego sukcesach, tym razem o jakichś negocjacjach z kontrahentami. Potem przeszedł do swoich planów i problemów w pracy, i znowu do tego, jak to nikt go nie docenia. Półtorej godziny gadania Julia zaznaczyła sobie w pamięci, żeby powiedzieć o tym mamie.

A kiedy próbowała wspomnieć o swojej matematycznej olimpiadzie w szkole, tata tylko rzucił machinalne fajnie, po czym znów wrócił do siebie. To bardzo dobrze, ale w twoim wieku ja już… i znów poszło o nim.

Julia tylko wzruszyła ramionami, odganiając wspomnienie. Przywykła do takiego układu od zawsze. Ojciec żył wyłącznie sobą reszta rodziny była jak na marginesie jego uwagi, ważna, ale nie na tyle, żeby rezygnować z własnej opowieści.

Wszystko zawsze sprowadzał do siebie. Jeśli żaliłam mu się na zmęczenie, natychmiast opowiadał, jakie to on ma ciężary w pracy. Jeśli Julia dzieliła się problemami z koleżankami, natychmiast przypominał sobie własne czasy szkolne oczywiście o wiele ciekawsze. Cudze kłopoty niewarte były uwagi.

I do dziś nie rozumiem, jak wytrzymałam z nim piętnaście lat. Chyba trzymałam się tylko dla Julki, żeby miała ojca. W dzieciństwie wierzyłam, że w końcu się zmieni i zacznie się nami interesować Lata mijały, nic się nie zmieniało. Dopiero po rozwodzie, ku mojemu zdumieniu, zauważyłam, że bez niego jest znacznie spokojniej! Nikt nie ściąga na siebie całej uwagi, nie bagatelizuje reszty świata.

Więc dlaczego to takie pilne, żebym od razu szukała partnera? zapytałam ostrzej, niż zamierzałam. Powiedziałaś i już co z tego?

Bo jak tata to usłyszał, całkiem się zmienił! Julia skrzywiła się, przytulając poduszkę do piersi. Najpierw zbielał na twarzy, potem poczerwieniał i zaczął tak krzyczeć, że aż sąsiadka przyszła zobaczyć, co się dzieje. Szczerze mówiąc, trochę się przestraszyłam.

Na chwilę ucichła, wyraźnie widziałam, że wraca pamięcią do tamtej sceny: ojciec z wysokim, łamiącym się głosem, z pięściami zaciśniętymi i rozbieganym wzrokiem bał się, że zaraz wybuchnie.

Żądał, żebym podała nazwisko tego faceta i opisała go ze szczegółami ciągnęła, bawiąc się frędzlą poszewki. Odmówiłam, powiedziałam, że kazałaś nic nie mówić. Myślę, że niedługo zacznie do ciebie wydzwaniać…

Oparłam się o parapet, wpatrzona w córkę. Ciekawy mnie dzień czeka Znam poziom histerii Michała, już się popisał, nic nie powiem

Usiadłam obok Julii na kanapie i przytuliłam ją. Teraz już niewiele mogę zrobić. Powiedziane to i zostało.

A po co ty to właściwie wymyśliłaś? zapytałam cicho, kołysząc ją delikatnie w ramionach. Przecież żyłyśmy spokojnie! Znowu trzeba będzie słuchać jego pretensji, najlepiej wyłączyć telefon.

Julia wyswobodziła się z objęć, usiadła prosto i spojrzała mi w oczy. Była w tym szczera determinacja.

Bo jesteś wspaniała! rzuciła bez wahania. Jesteś piękna, mądra, masz wielu znajomych i podobasz się facetom. Myślisz, że tego nie widzę? A tata cały czas opowiada o tobie bzdury! Mam tego po prostu dość.

Pogłaskałam ją po głowie i lekko zamyśliłam. Była autentycznie zatroskana.

Rozumiem, kochanie odezwałam się łagodnie. Szczerze mówiąc, myślałam, że nie będziesz chciała, żebym zaczęła się z kimś spotykać na poważnie. W końcu dopiero pół roku po rozwodzie

Te słowa z trudem przeszły mi przez gardło. W głębi duszy bałam się, że Julia odbierze mój nowy związek jak zdradę albo próbę zastąpienia jej ojca. Uważnie obserwowałam jej reakcję.

Głupstwa! prychnęła Julia z taką pewnością, że nie mogłam się nie uśmiechnąć. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa!

Skrzyżowała ręce na piersiach i patrzyła z uśmiechem. W tej chwili wyglądała bardzo dojrzale rozsądna, gotowa bronić własnego zdania.

Zupełnie jakby w jej słowach była cała prawda czułam, jak niepokój we mnie topnieje. Może naprawdę za dużo trzymam się przeszłości i boję przyszłości?

Jesteś cudowna powiedziałam cicho i przyciągnęłam ją do siebie. Dziękuję, że o mnie dbasz.

Julia wtuliła się w mój bok. W tej chwili obie poczułyśmy, jak nasza rodzinka chociaż mała jest naprawdę silniejsza niż kiedykolwiek…

***********************************

Siedziałam przy biurku w pracy, próbując skupić się na raporcie. Litery pływały mi przed oczami, a w skroniach pulsował tępy ból, który od rana dawał się lekko we znaki, a teraz zamieniał się w kakofonię. Masowałam skronie powoli, prawie mechanicznie robiłam to już dziesiątki razy w ciągu dnia.

Poddałam się i poprosiłam koleżankę, żeby skoczyła do apteki była tuż obok biura. Przyniosła mi tabletki, popiłam je wodą z dzbanka i wróciłam do dokumentów. Bez skutku. Głowa była jak z ołowiu, a każdy najdrobniejszy dźwięk stukanie w klawiaturę, szum klimatyzacji, rozmowy na korytarzu powodował sztywną falę bólu.

Wtedy do pokoju zajrzał ochroniarz. Był uprzejmy, ale w rozbieganym spojrzeniu miał czujność.

Pani Aleksandro, ktoś do pani przyszedł powiedział, uchylając drzwi. Pani były mąż nalega na spotkanie. Zejdzie pani, czy zawołać ochronę?

Zastygłam. Poczułam irytację zmieszaną ze zmęczeniem. Głęboko odetchnęłam, starając się zachować twarz.

Już schodzę. Przepraszam za kłopot odpowiedziałam i wstałam.

W myślach zaklęłam. No super, jeszcze to. Dzień i tak był wyjątkowo paskudny, głowa mi pękała, a tu Michał postanowił urządzić wizytę bez zapowiedzi. Dlaczego nie zadzwonił? Po co przyszedł do pracy, do miejsca publicznego? Co on sobie wyobraża?!

Powoli ruszyłam do wyjścia szybkie ruchy tylko nasilały ból. W korytarzu było gwarno: ktoś śmiał się przy ekspresie, ktoś omawiał projekt obok tablicy… Mijając ich, czułam, jak napinam ramiona.

Wyszłam do holu i od razu zobaczyłam Michała. Kręcił się przy recepcji, raz zbliżał się, raz oddalał. Był gwałtowny, wymachiwał rękami, co chwilę podnosił głos, strażnicy patrzyli już na niego spod byka. Starali się być grzeczni, ale widać było, że są gotowi za chwilę go wyprosić.

Czego tu chcesz? zapytałam bez ceregieli. Mój głos był spokojny, choć w środku kipiałam. Co to za przedstawienie? Chcesz poznać policję od środka? Śmiało, mogę ci zapewnić kontakt.

Michał natychmiast się odwrócił, czerwony, z dzikim wzrokiem. Podbiegł, wymachując palcem prosto w moją stronę.

Ty! wykrzyczał. Ty! Julia mi wszystko powiedziała! Minęło ledwie pół roku od rozwodu, a ty już masz faceta?!

W jego głosie mieszało się niedowierzanie, zraniona duma i czysta zazdrość. Liczył na to, że to niesmaczny żart, ale kiedy spojrzał na moje spokojne oblicze, wiedział już, że to prawda.

Unoszę brwi, przechylam głowę, spokojna poza, ale w oczach lód.

Mam obowiązek być ci wierna do końca życia? zapytałam chłodno. Nawet po rozwodzie? Wymagasz za wiele, kochany. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że sam nie byłeś wzorem wierności.

Michał zastygł, opuścił rękę, w oczach nagle coś się zachwiało. Widać, że nie spodziewał się ani spokoju, ani pewności.

Ludzie przemieszczali się wciąż przez hol, ktoś zerkał, ktoś udawał, że nie słyszy. Ale dla nas świat nagle zwęził się do tego kawałka podłogi do ściany wzajemnych żalów i tej nowej rzeczywistości nie do przyjęcia.

Ty po prostu wyjąkał w końcu, ale przerwałam stanowczo.

Daj już spokój z tą sceną, Michał powiedziałam twardo. Chcesz porozmawiać pogadajmy normalnie. Ale nie tutaj i nie w ten sposób.

Scenę? Zaraz ci pokażę scenę!

Przebijał się przez krzyk, na szyi miał wypieki, pięści ściskał i rozluźniał na przemian, powstrzymując się od kolejnego wybuchu. Robił ruch naprzód, by po chwili się cofnąć.

Nie pozwolę, żeby moja córka mieszkała z obcym facetem! krzyczał, nie patrząc, że ściąga uwagę całego biura. Zabiorę ci Julię! Już więcej jej nie zobaczysz! Nigdy!

W jego głosie była histeria, a ja tylko lekko uniosłam brew, z ironicznym spokojem. Zabrałby mi córkę Chciałabym to zobaczyć. Każdy polski sąd stanąłby po mojej stronie!

Skończyłeś? Naprawdę niezły z ciebie komik rzuciłam, kpiąco i dodałam: Cyrk i tyle.

Co tu się dzieje?

Głos innego mężczyzny sprawił, że Michał zamilkł i gwałtownie się odwrócił. W drzwiach do holu stał mój szef, pan Roman Borkowski, w ciemnogranatowym garniturze, swobodny, uważny wzrok. Ochroniarze natychmiast wyprostowali się jak struna.

Nie wtrącaj się! warknął Michał, jeszcze bardziej czerwony. Nie ukrywał wrogości.

Roman nie spieszył się z odpowiedzią. Podszedł bliżej, zostawiając sobie bezpieczny dystans. Uśmiechał się lekko, co jeszcze bardziej drażniło Michała.

Sprawy prywatne załatwia się w cztery oczy mruknął spokojnie A jak robisz z tego przedstawienie na cały biurowiec, przestaje być prywatne.

Stałam obok, czując jak napięcie w powietrzu stało się niemal fizyczne. W duchu dziękowałam, że Roman się pojawił przerwał Michałowi lawinę pogróżek.

Michał zbliżył się, gotów odpyskować, lecz Roman nawet nie drgnął. Był spokojny, opanowany.

Kim pan jest, żeby się wtrącać?! wycedził Michał, jakby miał nadzieję, że odstraszy rywala.

Roman podszedł do mnie i, na oczach wszystkich, objął mnie ramieniem w bezdyskusyjnym geście.

Kim jestem? powiedział równym, nieco lodowatym głosem, w którym zabrzmiała taka siła, że Michał aż się cofnął. Jestem tym, dzięki któremu Aleksandra jest szczęśliwa. Nie pozwolę, żebyś krzyczał na moją kobietę. Jeśli zrobisz jeszcze jeden numer, policja będzie najmniejszym z twoich zmartwień. A jeśli spróbujesz wykorzystać Julię przeciwko niej chyba się rozumiemy?

Michał nagle opadł z energii. Twarz straciła kolor, przerzucał wzrok to na Romana, to na mnie, jakby nie mógł uwierzyć, jak sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Stał jeszcze przez chwilę, otwierał i zamykał usta, nie znajdując już słów. W końcu mamrotał coś pod nosem i ruszył do wyjścia. Ostatnie, co rzucił przez ramię:

Na alimenty nie licz!

I tak nie są mi potrzebne rzuciłam lekko. Byłam wyraźnie, niemal radośnie rozluźniona. Za to Julia już nie musi jeździć do ojca!

Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że ciepła dłoń Romana wciąż opiera się na mojej talii. Zrobiło mi się lekko niezręcznie. Odsunęłam się, kryjąc delikatny rumieniec.

Z uśmiechem, trochę zawstydzona, spojrzałam mu w oczy:

Bardzo dziękuję, panie Romanie. Nawet nie wie pan, jak mi pan pomógł.

Uśmiechnął się, a w jego oczach pojawiło się ciepło.

Może omówimy to przy obiedzie? zaproponował, wyciągając rękę w zaproszeniu.

Zastanowiłam się przez krótką chwilę czy to nie za szybko? Ale Roman zachowywał się elegancko i uprzejmie, a ja naprawdę miałam ochotę porozmawiać.

Zresztą sama byłam ciekawa, kim naprawdę jest i dlaczego akurat teraz postanowił wychylić się z cienia.

Chętnie powiedziałam, przekładając dłoń do jego ręki.

Dotyk okazał się przyjemny, pewny i bez nachalności. Już po chwili czułam, jak mija napięcie towarzyszące całej tej scenie, a zamiast niego pojawia się lekka ekscytacja.

Później, przy przytulnym stoliku w małej restauracji przy biurze, rozmowa snuła się swobodnie. Ciepłe światło, zapach świeżych bułeczek, subtelna muzyka wszystko sprzyjało atmosferze.

Roman przyznał się bez owijania, że od dawna darzy mnie uczuciem mówił o tym spokojnie, bez patosu, jakby to było coś zupełnie naturalnego.

Długo nie miałem odwagi podejść wyznał, mieszając kawę. Zawsze wydawałaś mi się taka skupiona Widziałem, co przeżywasz po rozstaniu i nie chciałem wywierać presji.

Słuchałam go z rosnącą sympatią. Nie było w nim ani cienia wyższości tylko autentyczny szacunek i delikatność.

A dziś, jak zobaczyłem, jak on na ciebie krzyczy zmarszczył brwi z wyraźnym niezadowoleniem. Po prostu nie mogłem już stać z boku!

Nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Przecież kiedyś patrzyłam na szefa, nie rozumiejąc, że w tych jego spojrzeniach faktycznie coś jest. Polubiłam go, ale nigdy nie zdecydowałabym się zrobić pierwszego kroku…

*******************

Trzy miesiące po tamtej akcji w biurze byliśmy z Romanem już małżeństwem. Ślub był przepiękny, prawdziwie bajkowy. Roman spełnił wszystkie moje marzenia każdy szczegół był dokładnie taki, jak chciałam.

Julia szczerze cieszyła się moim szczęściem. Pomagała mi się szykować, dbała o drobiazgi. Po ceremonii mocno nas oboje uściskała.

Jestem bardzo szczęśliwa! wyszeptała, w jej oczach błyszczała prawdziwa radość.

Jednocześnie od początku jasno zaznaczyła, że nie będzie mówić do Romana tato.

Lubię cię, Roman powiedziała wieczorem, kiedy zostaliśmy w domu we trójkę. I cieszę się, że mama nie jest sama. Ale tata Cokolwiek by nie było, swojego taty już mam.

Roman uśmiechnął się bez cienia przykrości.

Rozumiem cię, Julka. Najważniejsze, że mamy siebie nawzajem.

Michał też dostał zaproszenie. Wysłałam mu je bardziej dla zasady niż z nadzieją, że się pojawi. Po prostu żeby wiedział, że życie idzie dalej, bez niego. Zaproszenie poszło pocztą, bez listu, tylko kartka z datą i miejscem.

Michał oczywiście nie przyjechał. Nawet mu przez myśl nie przeszło, żeby przyjść sama myśl sprawiała, że się jeszcze bardziej denerwował. Zamiast tego zaczął wydzwaniać do wspólnych znajomych.

Już następnego dnia po dostaniu zaproszenia zaczęły się telefony. Mówił spokojnie, ale w głosie czuć było napięcie.

Wyobrażasz sobie? Zaprosiła mnie na swój ślub! zaczął rozmowę, nie czekając nawet na odpowiedź. Po wszystkim, co przeszliśmy!

Znajomy z politechniki zapytał uprzejmie, co dokładnie tak mu przeszkadza. Michał tylko machał ręką:

Jak ona mogła? Co za upokorzenie!

Przez kolejne dni ten scenariusz się powtarzał. Dzwonił, a każda rozmowa zaczynała się zawsze od tego zaproszenia, zawsze tym samym tonem. Szukał potwierdzenia, że ktoś wspomni: „Tak, to rzeczywiście świństwo”.

Jednak rozmówcy byli raczej powściągliwi. Ktoś kiwał głową, ktoś rzucał każdy układa życie po swojemu, a część po prostu milczała. Z każdą nową rozmową Michał wyczuwał, że jego argumenty brzmią coraz dziwniej.

Przerzucił się na inną śpiewkę:

Minęło tylko pół roku! Czy to możliwe, żeby po takim czasie naprawdę kogoś pokochać? Ucieka od rzeczywistości, to wszystko przez mnie

Czasem mówił też:

Nawet nie dała mi szansy nic naprawić! Gdybyśmy porozmawiali, może by się udało…

Nigdy nie dopowiadał, co dokładnie by zrobił zmienił coś w sobie, odbudował wszystko?

Bywały i takie chwile, gdy wracał do żalu:

Tyle dla niej zrobiłem, a ona… Nawet nie podziękowała, po prostu zabrała Julię i odeszła!

To niewdzięczność brzmiało zupełnie nieprzekonywająco. Znajomi wzruszali ramionami, ktoś powiedział ostrożnie:

Ale za co miała ci dziękować? Byliście małżeństwem, to chyba normalne.

Michał milkł, czuł narastającą frustrację. Nikt nie podzielał jego złości, nikt nie nazywał mnie nieodpowiedzialną czy lekkomyślną. Wręcz przeciwnie wszyscy uważali, że mam prawo ułożyć sobie życie. To doprowadzało go do rozpaczy.

W końcu, wyczerpany jałowymi rozmowami, przestał dzwonić. Siedział w swoim mieszkaniu, patrzył na drobiazgi, które po mnie zostały spinkę na półce, stary album ze zdjęciami, sukienkę Julii i docierało do niego, że życie płynie dalej. Tylko że on nie potrafił się w tej nowej rzeczywistości odnaleźć.

A tymczasem moje, Romana i Julii życie toczyło się swoim spokojnym rytmem wspólne kolacje, niedzielne spacery, śmieszne sprzeczki o film na wieczór. Nasza rodzina powoli, ale nieodwracalnie zasklepiała się w poczuciu bezpieczeństwa i radości.

Oceń artykuł
Newskey24
Pilnie poszukiwany mąż