Kiedy mój mąż przekroczył 50 lat, zostawił mnie i odszedł do młodszej kobiety. Nie mogłam w to uwierzyć, ponieważ przez 27 lat byliśmy doskonałą rodziną. Po tym wszystkim znajomi obgadywali mnie za plecami, a moi przyjaciele mówili mi, że ona jest bardzo piękna, wszyscy na nią patrzyli. Kiedy Mariusz mnie opuścił, zostawił mi wszystko i napisał bardzo długi list. Niczego nie zabrał z domu, nawet potem sam przysyłał mi pieniądze. Później kupił drogi samochód, a pewnego wieczoru, gdy wróciłam do domu, ujrzałam go przed drzwiami.
Prawie 10 lat temu przeżyłam bardzo trudny okres w moim życiu. Niestety, mój mąż mnie opuścił. To była szokująca wiadomość, ponieważ do ostatniego momentu nic nie zapowiadało takich kłopotów w naszej rodzinie.
Rozumiem, że takie rzeczy często się zdarzają w życiu, inne kobiety miały mężów, którzy je zostawili, wiem, że teraz to się dość często zdarza. Ale to nie mogło się przytrafić nam. Byliśmy doskonałą parą. Nadal bardzo trudno mi w to uwierzyć.
Mariusz i ja poznaliśmy się na uczelni, na studenckiej dyskotece. Wszystko było, jak należy. Pobraliśmy się i zamieszkaliśmy w mieście, w którym się poznaliśmy i które pokochaliśmy, czyli w Krakowie.
Dostałam pracę jako pediatra w dobrej klinice dziecięcej, a teraz zarządzam dużym oddziałem dziecięcym, bo poświęciłam wiele energii i czasu w tę pracę, zasłużyłam na awans.
Mój mąż i jego przyjaciele na początku naprawiali samochody znajomych w garażu, a potem otworzyli własny mały warsztat samochodowy.
Mariusz i ja żyliśmy całkiem dobrze, zawsze konsultowaliśmy się ze sobą i robiliśmy wszystko razem.
Śmiesznie myśleć teraz o tym, ale raz mój mąż i ja bardzo długo oszczędzaliśmy na wymarzone meble, a potem podjęliśmy spontaniczną decyzję, żeby wszystko wydać na wakacje w ciepłych krajach. Oboje wróciliśmy szczęśliwi jak małe dzieci.
Mój Mariusz zawsze był dżentelmenem, nie pozwalał mi nosić ciężkich toreb, troszczył się o mnie przez te wszystkie lata, bardzo się starał dla mnie, starał się o mnie dbać.
A ja, niezależnie od tego, jak bardzo byłam zmęczona po pracy, zawsze serdecznie witałam mojego ukochanego, gotowałam dla niego i nie kładłam się spać, dopóki nie wrócił z pracy, nawet gdy pracował przez całą noc. Mieliśmy bardzo dobre relacje, docenialiśmy i szanowaliśmy się nawzajem.
Nawet nasza córka zawsze się z nas śmiała, ale stworzyła taką samą zżytą rodzinę jak nasza. Zamieszkała ze swoim mężem w innym mieście, chciała mieszkać oddzielnie od swoich rodziców, chciała być niezależna.
Niestety nadszedł bardzo smutny dla mnie czas. Mariusz po prostu bez słowa mnie zostawił. Zostawił z niewielkimi długami i z listem, w którym tak naprawdę niczego nie wyjaśnił, tylko przepraszał za wszystko.
Zostawił mi wszystko, cały dom, zabrał tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
Od razu wprowadził się do młodej, 27-letniej modnej i pięknej dziewczyny. W ogóle jej osobiście nie znałam, nawet nigdy o niej nie słyszałam, była mi całkowicie obca.
Przez długi czas byłam tematem plotek wśród znajomych. Słyszałam różne rozmowy o moim mężu, że go widują z tą kobietą, że jest tak piękna, że wszyscy mężczyźni się za nią oglądają, że mój mąż kupił jej samochód.
Szczerze mówiąc, nie interesowały mnie kwestie materialne. Mariusz przysyłał mi duże sumy pieniędzy, których nigdy od niego nie przyjęłam. Zaczął w końcu je przesyłać naszej córce, tak jakby miał duże wyrzuty sumienia i starał się jakoś złagodzić swoje poczucie winy wobec nas.
Na zewnątrz jakoś udawało mi się udawać silną, wesołą, udawałam, że rozmowy o moim mężu w ogóle mnie nie interesują, żartowałam, wymyślałam jakieś bajki, żeśmy się po prostu znudzili tym tematem.
Mówiłam, że jestem teraz szczęśliwa, bo jestem wolna i od nikogo niezależna. Będąc sama w domu, jednak płakałam całymi dniami, nie rozumiejąc, dlaczego mnie zdradził.
Minęło 10 lat i nauczyłam się jakoś żyć, ale to nie jest normalne życie. Skupiłam się na pracy i to mi trochę pomagało.
Ale pewnego dnia, niespodziewanie, mój mąż wrócił do domu, czego wcale się nie spodziewałem.
Ledwo wtedy poznałam Mariusza, tak się zestarzał. Nawet poczułam litość wobec niego.
Po prostu przyszedł mnie zobaczyć, nawet nie wszedł do mieszkania, stał cały czas w przedpokoju.
Potem zaczął przychodzić do mnie regularnie, po prostu, żeby ze mną porozmawiać, niczego w zamian nie chciał.
A dzisiaj dowiedziałem się o jego wynikach badań, opowiedział mi wszystko, o poważnych problemach ze zdrowiem, po prostu chciał się tym podzielić ze mną.
Mariusz chce wrócić do mnie, ja go kocham nadal całym sercem, ale nie wiem, co zrobić.
Cały czas jest mi smutno, bardzo mi go żal, bo naprawdę źle wygląda.
Nie mam żadnych bliskich przyjaciół i nie mam z kim o tym porozmawiać. Mariusz mnie nie pogania, ale jego dni uciekają, nie ma już wiele czasu. A ja już nie mam siły. Co mam zrobić? Czy powinnam mu wybaczyć i pozwolić mu wrócić do mojego życia?







