Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć, jak to było z tą randką po czterech miesiącach pisania z facetem z Tychów świeżo upieczonym pięćdziesięciodwulatkiem. To było jak tasiemiec na Netfliksie codziennie jakiś nowy odcinek w tej naszej wiadomościowej operze.
Przez ten czas nauczyłam się na pamięć, jaką kawę pije Mirek (bo takian miał na imię), znałam imiona jego kolegów z podstawówki, nawet już mnie nie dziwiło, że każde dzień dobry kończył trzema kropkami, jakby coś miało wisieć w powietrzu.
Miałam wtedy czterdzieści pięć lat w tym wieku idzie się na randkę nie z motylami w brzuchu, tylko z dystansem i ciekawością, co tym razem los przyniesie. No zobaczymy, co to za okaz trafi się dziś! śmiałam się przed lustrem, tuszując rzęsy.
Zawsze należałam do tych kobiet, co nawet w prostym swetrze z wełny wyglądają, jakby miały na sobie coś od Gosi Baczyńskiej, i potrafią żartem rozbroić każdą, nawet najgorszą niezręczność.
Mirek, z tych wszystkich wiadomości, jawił się jako facet stateczny, rozsądny, z lekkim poczuciem humoru i, co przyciągało najbardziej, taki stabilny.
Wieczorami pisał: Wiesz, Edyto, w naszym wieku już nie chodzi o sztuczne ognie, ale o ciepło. O kobietę, co zrozumie bez słów.
Bez słów to i lepiej, śmiałam się pod nosem, poprawiając fryzurę. Chyba najważniejsze, by tych kilka słów, które padną, nie sprawiły, że będziesz miała ochotę uciec.
Spotkać się mieliśmy w małej, klimatycznej kawiarni nieopodal rynku. Przyszłam punktualnie ogarnięta, pewna siebie, w dobrym nastroju. Wyglądałam naprawdę dobrze, nie chwaląc się.
Mirek wszedł parę minut później. Na żywo był trochę niższy niż na zdjęciach, a spojrzenie miał takie, jakby właśnie znalazł błąd w jakimś ważnym raporcie finansowym.
Usiadł naprzeciwko, rzucił lekkim uśmiechem i powiedział cześć.
Ciepłego fajnie cię widzieć czy komplementu się nie doczekałam.
Obrzucił mnie wzrokiem dosłownie jakby sprawdzał, czy nowa kanapa pasuje do jego salonu. Zaproponował kawę z sernikiem na tym stanęło.
Edyta zaczął tonem poważnej pani dyrektor na radzie pedagogicznej długo się nad naszym kontaktem zastanawiałem. Cztery miesiące to sporo. Teraz, jak już patrzę ci w oczy, muszę powiedzieć wprost: mam do ciebie pięć uwag.
W środku coś mi lekko pękło tak zawsze pęka dobry nastrój. Oparłam brodę o dłoń i uśmiechnęłam się:
Pięć? Zaciekawiłeś mnie, słucham.
Mirek w ogóle nie zauważył kpiny i wyciągnął pierwszy palec.
Pierwsza uwaga: zdjęcia
Na jednym zdjęciu w niebieskiej sukience wyglądasz na dużo szczuplejszą. Teraz widzę, że jesteś bardziej pełna. W naszym wieku kobieta powinna być bardziej szczera.
W myślach się zaśmiałam pełna, już postęp. Dobre i to, że nie masywna.
Druga uwaga: tempo odpowiedzi
Czasami odpisujesz bardzo wolno. Na przykład trzy tygodnie temu napisałem ci o 14:15, a odpisałaś dopiero o 16:40. Faceci nie lubią czekać. To jest brak szacunku.
Wtedy byłam na spotkaniu w pracy próbowałam wtrącić, ale on już podnosił drugi palec.
Trzeci zarzut: miejsce spotkania
Czemu akurat ta kawiarnia? Trochę zbyt na bogato. Proponowałem coś skromniejszego. Taki wybór świadczy o tym, że lubisz się popisywać.
Spojrzałam na latte i aż przez chwilę przyszło mi do głowy, by mu wylać na głowę. Ale ciekawość jednak wygrała.
Czwarta uwaga: wygląd
Po co ta sukienka? Przecież tylko kawa. Jest trochę zbyt na pokaz jak na dzień. Biżuteria też zbędna. Kobieta powinna przyciągać charakterem, nie połyskiem. W moim wieku liczy się wnętrze, nie witryna.
Piąta rzecz: samodzielność
Sama wybrałaś restaurację, często mówisz sama. To nie pozwala mężczyźnie czuć się mężczyzną. Potrzebuję kobiety, która pyta o zdanie, a nie wszystko robi sama. Jeśli mielibyśmy być razem, musiałabyś zmienić podejście.
Złożył ręce na piersi i wyczekiwał, jakbym miała paść na kolana albo podziękować za szczerość.
Patrzyłam na niego i nagle wszystko stało się jasne: te cztery miesiące pisania to była dla niego przykrywka. On wcale nie szukał bliskości szukał kogoś, kto dołoży mu do własnego ego.
Wiesz co, Mirku powiedziałam cicho, niemal czule ja też analizowałam nasze kontakty. I mi wystarczyło pięć minut na wnioski.
To jakie? zmrużył oczy.
Jesteś niesamowitym przypadkiem. Przejechałeś przez pół miasta, żeby kobiecie, którą widzisz pierwszy raz na żywo, wytknąć gust, wygląd i prawo, by być sobą. To naprawdę nie lada osiągnięcie.
Mirek się skrzywił:
Ja po prostu jestem szczery.
Nie, Mirku pokręciłam głową nie chodzi o szczerość. Jesteś po prostu nieszczęśliwy i próbujesz mierzyć świat krzywą linijką. Nie podobają ci się moje zdjęcia? Idź do muzeum tam eksponaty się nie zmieniają. Za wolno odpisuję? Kup sobie Tamagotchi. Sukienka ci nie odpowiada? Założyłam ją dziś dla siebie, nie dla ciebie.
Wstałam spokojnie, poprawiając torebkę.
I jeszcze jedno. Jeśli twoje ego nie znosi słowa sama, to nie romans, a terapia by się przydała. W tym wieku szkoda mi czasu na faceta, który zaczyna znajomość od rozliczania mnie z moich braków.
A gdzie idziesz? A kawa? mruknął zaskoczony.
Dokończ kawę sam. To pozwoli ci oszczędzić trochę zasobów. Na koniec powiem: jeśli chcesz, by ktoś ci patrzył w gębę umów się do dentysty.
Wróciwszy do domu, pierwsze co zrobiłam, to zablokowałam Mirka wszędzie, gdzie się da. W tym wieku domowe ciepło to nie tylko kocyk i cisza, ale i telefon bez ludzi, którzy próbują cię wcisnąć w swoje zdeformowane ramki.
I powiedz mi: czy to była nieudana randka, czy może wyreżyserowane przedstawienie? I czy warto dawać szansę komuś, kto już od pierwszych sekund serwuje ci paragrafy za to, kim naprawdę jesteś?







