Dzieńnik 17 marca
Dziś leżałam już któryś dzień z rzędu na oddziale położniczym w Warszawie. Bardzo wcześnie musiałam zostać tu skierowana, bo moja ciąża bliźniacza okazała się trudniejsza, niż się spodziewaliśmy szczególnie na finiszu. Lekarze nie chcieli ryzykować, więc trzymają mnie pod czujnym okiem. Zmęczenie, trochę niepokoju, ale i ciekawość, jak to będzie. Cały czas towarzyszył mi Marek, mój mąż, z którym zawarliśmy umowę na poród rodzinny nie wyobrażałam sobie przechodzić przez to bez niego.
Medycy namawiali mnie na planowane cesarskie cięcie, ale bardzo chciałam spróbować urodzić siłami natury. Po konsultacjach zespołu ustaliliśmy, że jeśli wszystko pójdzie dobrze, możemy spróbować na cesarkę zawsze jeszcze jest czas.
Poród zaczął się późnym wieczorem. Pielęgniarka od razu zadzwoniła do Marka, a on był u mnie po dwudziestu minutach. Przenieśli nas do sali przedporodowej. To nie był mój pierwszy raz w tej roli wiedziałam już, czego się spodziewać. Starałam się zachować spokój, nie panikować, słuchać personelu. O czwartej nad ranem przyszło nasze pierwsze dziecko.
Moja córeczka rozdarła się na cały oddział, a położna z uśmiechem oznajmiła, że to dziewczynka. Spodziewałam się fali szczęścia, ale kiedy spojrzałam na Marka, zobaczyłam, że jego radość była wymuszona uśmiechał się blado i od razu wrócił wzrokiem do mnie. Dziesięć minut później na świat przyszła druga dziewczynka. Czułam niewypowiedzianą ulgę i wzruszenie, ale Marek wybuchł łzami i bynajmniej nie ze szczęścia.
Wszyscy się przejęli, ale machnęłam ręką i powiedziałam:
Nie zwracajcie uwagi. Za godzinę mu przejdzie, znam ten jego smutek gdy znowu nie ma wśród naszych dzieci choć jednego chłopca. To już nasze piąte bliźniaki wszystkie dziewczyny. Marek bardzo chciał syna. Ale kocha przecież swoje córki nad życie, więc wszystko będzie dobrze.
Rzeczywiście, następnego dnia, kiedy przez szpitalne okno zobaczyłam, jak przed wejściem stoi cała nasza gromadka dziewczynek, prowadzona przez tatę, który dmucha baloniki i przekrzykuje się z córkami, zapewniając mnie o miłości byłam pewna, że nasza rodzina jest szczęśliwa, mimo jego cichych rozczarowań. Trochę jest mi go żal, ale wiem nasze dziewczęta to dla niego całe życie.




