Po śmierci mojej biologicznej mamy, która przegrała walkę z rakiem, tata zdecydował się sprowadzić do naszego domu nową kobietę, by została naszą matką. Przez długi czas nie mogłam zmusić się, by nazwać ją mamą, lecz w końcu dotarło do mnie, że ta kobieta naprawdę zasługuje na ten tytuł.
Gdy mama odeszła, byłam jeszcze bardzo mała. Ojciec został sam z trójką małych dzieci i przytłoczyło go to poczucie odpowiedzialności. Rozumiejąc, jak ważna jest obecność matki w domu, zwrócił się do znajomej, pani Danuty, z prośbą, by została naszą mamą. Danuta przyjęła propozycję bez wahania z ogromnym zaangażowaniem i oddaniem wzięła na siebie prowadzenie domu. Od razu zaczęła dbać, by w domu zawsze panował porządek, korzystała nawet ze swoich oszczędności, aby uszyć dla nas mundurki szkolne.
Starsze rodzeństwo dosyć szybko zaakceptowało Danutę jako nową mamę, ale ja nadal nie chciałam się z tym pogodzić. Potrzebowałam znacznie więcej czasu, żeby przywyknąć do myśli, że mogę do niej mówić mamo. Byłam wtedy małym dziewczynką i trudno było mi wyrażać emocje. Pewnego wieczoru udało mi się wyznać, że moja zmarła mama zawsze nosiła włosy upięte w niski kok. Od tamtej chwili Danuta zaczęła czesać się tak samo na swoją cześć, żeby uczcić pamięć mojej mamy.
Mimo jej starań i ciepła, nadal nie byłam w stanie powiedzieć mamo. Tata wymyślił wtedy pewien sprytny sposób, by mnie ośmielić. Zorganizował rodzinny obiad. Danuta upiekła szarlotkę, którą uwielbiałam. Warunek był taki: dostanę kawałek ciasta, jeśli do niej powiem mamo. W końcu przełamałam się i wypowiedziałam to słowo i od tamtej pory Danuta stała się nieodłączną częścią naszej rodziny.
Życie nie szczędziło naszej rodzinie trudności. Rodzice mierzyli się z problemami i chorobami. Mama walczyła z tą samą chorobą, która zabrała moją biologiczną matkę, jednak wyszła z tego zwycięsko. Przeżyliśmy też dramatyczną stratę najstarszy syn rodziców zaginął tuż przed swoim ślubem i dopiero później odnaleziono jego ciało oraz pochowano go. Mimo tak wielkiego bólu, mama pozostała ostoją naszej rodziny, emanowała dobrem, czułością i nieskończoną, cierpliwą miłością.
Pomimo wszystkich tych trudności, mama wychowała pięcioro dzieci, opiekowała się wnukami, a dziś rozpieszcza prawnuki. Wstaje o świcie, by posprzątać mieszkanie, dzierga na drutach ciepłe czapki i skarpetki dla najmłodszych. Mimo podeszłego wieku jest pełna energii, snuje barwne opowieści, a spędzanie z nią czasu to nasza największa radość. Jej serce nie zna granic, a cała rodzina jest wdzięczna losowi, że mogą ją mieć przy sobie.




