Odwiozłem kochankę, delikatnie ją pożegnałem i ruszyłem w stronę domu. Zanim wszedłem do klatki schodowej, chwilę stałem, rozważając w myślach, co powiem żonie. Wszedłem po schodach, odkluczyłem drzwi.
Cześć rzuciłem, unosząc głos. Wioletta, jesteś w domu?
Jestem odpowiedziała spokojnie żona. Cześć. Mam już smażyć schabowe?
Obiecałem sobie, że tym razem postąpię zdecydowanie stanowczo, po męsku! Zakończyć tę swoją podwójną grę, póki na ustach czuć jeszcze pocałunki kochanki, póki nie wciągnie mnie znowu to zwyczajne, codzienne bagno.
Wioletta odchrząknąłem. Przyszedłem ci powiedzieć że musimy się rozstać.
Na tę wiadomość Wioletta zareagowała zupełnie spokojnie. Trudno ją było kiedykolwiek wyprowadzić z równowagi. Jeszcze kiedyś żartowałem z niej, przezywając Wiolettą Lodowatą.
To znaczy co? zapytała, stojąc w drzwiach kuchni. Nie smażyć schabowych?
Zrób, jak uważasz odpowiedziałem. Chcesz, to smaż, nie chcesz nie smaż. A ja odchodzę do innej kobiety.
Większość żon w takiej sytuacji rzuciłaby się z awanturą albo przynajmniej sięgnęła po patelnię. Ale Wioletta nie należała do większości.
Wielkie rzeczy, jakiś fircyk mruknęła. Buty z naprawy mi przyniosłeś?
Nie zająknąłem się. Jeśli ci tak zależy, to zaraz pojadę do szewca i je odbiorę!
A widzisz mruknęła Wioletta. Taki już z ciebie fachura, Filip. Poślij głupka po buty, a wróci jeszcze z kapciami.
Poczułem się urażony. Zaczynałem myśleć, że rozmowa o rozstaniu idzie zupełnie nie po mojej myśli. Gdzie te emocje, gdzie dramat, okrzyki, łzy! Ale czego się spodziewać po Wioletcie Lodowatej?
Wioletta, chyba nie słyszysz, co mówię! żachnąłem się. Oficjalnie informuję, że odchodzę do innej kobiety, zostawiam cię! A ty tylko o butach!
To logiczne odparła. Ja nie mogę odejść, bo moje buty u szewca. Ty możesz, twoje są całe, więc idź gdzie chcesz.
Przeżyliśmy razem wiele lat, a i tak nigdy nie mogłem wyczuć, kiedy żona kpi, a kiedy mówi serio. Właściwie to właśnie ta jej opanowana natura, brak konfliktów i oszczędność w słowach najbardziej mnie do niej niegdyś przyciągnęły. No i oczywiście jej gospodarska zaradność, a kształty bardzo przyjemne.
Wioletta była niezawodna i spokojna jak kotwica na trzydzieści ton. Ale teraz kochałem inną. Kochałem naprawdę, gorąco, grzesznie i słodko! Trzeba więc było wyjaśnić wszystko do końca, zamknąć temat i zacząć od nowa.
No więc, Wioletta powiedziałem uroczyście, z żalem i podniosłością za wszystko ci dziękuję, ale odchodzę, bo kocham inną kobietę. Ciebie już nie.
No proszę, stwierdziła Wioletta nie kocha mnie, mistrz od parady! Moja mama na przykład kochała sąsiada, a tata był zakochany w wódce i grze w szachy. I co? A jaka ja się całkiem fajna zrobiłam.
Wiedziałem, że z Wiolettą trudno dyskutować, każde jej słowo ważyło tonę. Cały mój zapał gdzieś uleciał, na kłótnię ochoty mi zabrakło.
Wioleta, ty naprawdę jesteś super przyznałem z rezygnacją. Ale kocham inną. Kocham ją namiętnie, grzesznie, słodko. I chcę do niej odejść, rozumiesz?
A do kogo niby? zapytała. Do Natalii Krawiec?
Zadrżałem. Rok temu faktycznie miałem krótki romans z Krawiec, ale nie sądziłem, że Wioletta ją zna!
Skąd ty? zacząłem i zamilkłem. Nieważne. Nie, nie chodzi o Krawiec.
Wioletta ziewnęła.
To może do Sylwii Burzyńskiej teraz lecisz?
Zimny pot mnie oblał. Burzyńska też, niestety Ale jeśli Wioletta wiedziała, to dlaczego wtedy milczała? No tak, była zawsze opanowana i nie do wyciągnięcia słowa.
Pudło powiedziałem. Ani Burzyńska, ani Krawiec. To ktoś zupełnie inny, kobieta moich marzeń. Nie mogę bez niej żyć, do niej odchodzę. I nie próbuj mnie zatrzymać.
No to pewnie Maja rzuciła żona. Ech, Filip, Filip ty jesteś jak rozbity garnek. Wielka tajemnica! Twój ideał to Maja Walentynowicz. Trzydzieści pięć lat, jedno dziecko, dwa zabiegi Tak?
Złapałem się za głowę. Toż to strzał w dziesiątkę! Tak, właśnie z Mają Walentynowicz miałem romans.
Ale jak? wykrztusiłem. Kto ci powiedział? Podsłuchiwałaś mnie?
To proste, Filip odpowiedziała. W końcu jestem ginekologiem z długoletnią praktyką. Przebadałam wszystkie kobiety w tym cholernym mieście, podczas gdy ty niewielką ich część. Mi wystarczy jedno spojrzenie, by wiedzieć, gdzie byłeś, mój ty spryciarzu!
Spróbowałem zachować resztki godności.
Załóżmy, że masz rację! opanowałem się. Nawet jeśli, to nic nie zmienia i tak do niej odchodzę.
No coś ty, Filip, oszalałeś? pokręciła głową Wioletta. Choćbyś zapytał mnie z ciekawości! A tak w ogóle, nie ma w tej twojej Walentynowicz nic niezwykłego taka jak każda, mówię ci to jako lekarz. Historię choroby swojej bogini widziałeś?
N-nie przyznałem.
No właśnie! Najpierw idź pod prysznic. Jutro zadzwonię do doktora Pawła przyjmie cię bez kolejki w przychodni, powiedziała Wioletta. Potem pogadamy. Taka kompromitacja: mąż ginekolożki, a nie umie znaleźć sobie zdrowej kobiety!
I co ja mam teraz zrobić? zapytałem żałośnie.
Idę smażyć schabowe oznajmiła Wioletta. Ty się kąp i rób, co chcesz. Jak chcesz mieć kobietę marzeń bez dolegliwości zgłoś się do mnie, polecę ci odpowiednią
Tak kończy się mój dzień. Myślałem, że dramatycznie odwrócę swoje życie, a dostałem zimny prysznic i kilka lekcji pokory. Człowiek czasem goni za czymś, czego nawet nie rozumie, i zapomina, że najważniejsze rzeczy są tuż obok czasem nawet w kuchni, przy schabowych.




