Odwiozłem kochankę do domu, pożegnałem się z nią czule i ruszyłem w stronę mieszkania. Przed klatką przez chwilę stałem, rozważając w myślach, co powiem żonie. Wszedłem powoli po schodach, otworzyłem drzwi i wszedłem do środka.
Cześć rzuciłem Weroniko, jesteś w domu?
Jestem odpowiedziała flegmatycznie żona. Cześć. No i co, mam smażyć schabowe?
Obiecałem sobie, że tym razem będę stanowczy, zdecydowany, po męsku! Muszę zakończyć tę podwójną grę, zanim całkiem ugrzęznę w bagnie codzienności i letargu po pocałunkach kochanki.
Weroniko odchrząknąłem przyszedłem ci powiedzieć że powinniśmy się rozstać.
Weronika przyjęła nowinę ze stoickim spokojem. W gruncie rzeczy trudno było kiedykolwiek wyprowadzić ją z równowagi. Zdarzało mi się żartować z tego powodu, wołając do niej Weronika Lodowata.
Ale jak to? zapytała z progu kuchni. To mam nie smażyć tych schabowych?
Jak chcesz rzuciłem bezbarwnie. Możesz smażyć, możesz nie smażyć. Ja odchodzę do innej kobiety.
Zazwyczaj po takich słowach żona rzuca się na męża z patelnią albo urządza awanturę. Ale Weronika nie należała do większości.
O rany, jakiś pan wycofany stwierdziła sucho. Buty z naprawy przyniosłeś?
Nie, przepraszam zająknąłem się. Jeśli to takie ważne, zaraz pojadę do szewca i odbiorę!
Eee, szkoda gadać rzuciła Weronika. Kiedy posłać faceta po buty, to stare przyniesie zamiast naprawionych.
Poczułem się dotknięty. Moje poważne oświadczenie o rozpadzie małżeństwa nie szło chyba po mojej myśli. Brakowało emocji, napięcia, ekspresji! Ale czego się spodziewać po kamiennej Weronice Lodowatej?
Wydaje mi się, że mnie nie słyszysz! powiedziałem. Oficjalnie ci oznajmiam, że odchodzę do innej. Zostawiam cię, a ty myślisz o butach!
Słusznie odparła. Ty możesz odejść gdziekolwiek, ja nie, bo moje buty są u szewca.
Byliśmy razem od lat, a ja wciąż nie wiedziałem, kiedy żona żartuje, a kiedy mówi poważnie. To właśnie spokój i małomówność Weroniki kiedyś mnie urzekły. Poza tym doceniłem jej zaradność i zgrabną figurę.
Weronika była niezawodna, wierna, odporna jak kotwica z masywnego statku. Ale ja pokochałem inną, ognistą i zakazaną. Trzeba było postawić sprawę jasno i ruszyć w nowe życie.
Słuchaj, Weroniko powiedziałem z mieszaniną powagi i żalu za wszystko ci dziękuję, lecz odchodzę, bo kocham inną kobietę. Ciebie już nie kocham.
No coś ty mruknęła. Taki mi amant. Moja matka kochała sąsiada, ojciec kochał wódkę i grę w tysiąca. Popatrz, jaka wyszłam cudowna.
Wiedziałem, że z Weroniką trudno się spierać każde jej zdanie ważyło jak kilogram. Mój zapal i zapał do awantury prysł jak bańka mydlana.
Weroniko, naprawdę jesteś wyjątkowa powiedziałem kwaśno ale ja kocham inną. I zamierzam z nią być. Rozumiesz?
A tę inną, to kto niby? zapytała. Ewelina z działu księgowości?
Zatkało mnie. Rok temu rzeczywiście miałem coś z Eweliną, ale nie sądziłem, że Weronika ją zna!
Skąd ją znasz? zacząłem, po czym machnąłem ręką. Nieważne. Nie chodzi o Ewelinę.
Weronika wzruszyła ramionami.
To może Elżbieta ze sklepu na rogu? Do niej się wybierasz?
Zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. Elżbieta też była w grze, ale już dawno temu. Jeżeli Weronika o tym wiedziała, czemu dotąd milczała? Ach, zapomniałem, ona to skała, słowa nie wydusi.
Pudło wycedziłem. Nie Elżbieta, nie Ewelina. To ktoś zupełnie inny, cudowna kobieta, spełnienie moich marzeń. Nie potrafię bez niej żyć i zamierzam się do niej przeprowadzić. Nie próbuj mnie zatrzymywać.
No jasne, pewnie chodzi o Majkę stwierdziła żona. Ech, Piotrze, ty to masz łeb. Taki to i sekret, co każdy już zna. Spełnienie marzeń Maja Gawrońska. Trzydzieści pięć lat, jedno dziecko, dwa zabiegi, zgadza się?
Złapałem się za głowę. Trafiony w dziesiątkę! Rzeczywiście to była Maja Gawrońska.
Skąd?! wyjąkałem. Kto was sprzedał? Śledziłaś mnie czy co?
Prosta sprawa, Piotrze odpowiedziała Weronika. Jestem ginekologiem od lat, przeszłam przez pół tego miasta ty tylko przez jego drobną część. Wystarczy spojrzeć, by wiedzieć, gdzie chodziłeś.
Zebrałem się w sobie.
No dobrze, zgadłaś! odpowiedziałem z dumą. Załóżmy, że to nawet Gawrońska. I tak odchodzę!
Jesteś głupi, Piotrze. Mógłbyś chociaż dla porządku zapytać mojej opinii! Zresztą jako lekarz mówię Maja nie jest żadnym cudem. Wszystko, jak u innych kobiet. Widziałeś jej historię medyczną?
N-nie przyznałem nieśmiało.
No właśnie! Po pierwsze idź się natychmiast wykąpać. Po drugie jutro zadzwonię do Staszka, żeby przyjął cię bez kolejki w przychodni. Potem porozmawiamy. Wstyd: mąż ginekologa i nie umie sobie znaleźć zdrowej kobiety!
I co mam robić? zapytałem żałośnie.
Idę smażyć schabowe oznajmiła Weronika. Ty idź się myć i rób, co uważasz. Jeśli chcesz znaleźć prawdziwą kobietę bez dolegliwości daj znać, polecę.
Pisząc te słowa, zrozumiałem jedno: czasami poszukiwanie szczęścia na siłę prowadzi prosto w ślepy zaułek, a najcenniejsze mamy często na wyciągnięcie ręki i nie umiemy tego docenić.




