Poczułam się źle, bo mama ma już 55 lat, a ja dopiero 16. Z tego powodu wyszłam z domu, a kiedy wróciłam, sąsiadka przekazała mi złą wiadomość
Bardzo obrażałam moją mamę, mówiąc że jak dorosnę to od razu zmienię imię, bo mi się nie podoba, a mam na imię Aurelia. Często ją krytykowałam, mówiłam do niej obraźliwe słowa. Ona wszystko tolerowała i nie obrażała się.
Kiedy stałam się nastolatką, zaczęłam zwracać uwagę na niegrzeczne komentarze ze strony rówieśników. Nazywali moją mamę babcią. Ja miałam dopiero 16 lat, a mama miała już ponad 55.
Czułam się urażona, było mi z tego powodu źle. Dlatego albo uciekałam z domu albo przychodziłam późno, żeby nie spotkać się z mamą.
Jakim głupcem byłam, że jej nie doceniałam.
W jednej chwili wszystko się zmieniło. Tego dnia bardzo głośno nakrzyczałam na mamę, powiedziałam, żeby na mnie nie czekała, bo nie jest mi potrzebna i wyszłam z domu. Poszłam na długi spacer, gdy wreszcie postanowiłam wrócić do domu, nie zastałam w nim mamy. Myślałam, że poszła do sklepu.
Drzwi do mieszkania były otwarte. Zobaczyłam w nim sąsiadkę. Kazała mi usiąść.
Kiedy zapytałam, co się stało, odpowiedziała, że moja mama znalazła się w szpitalu i to wszystko przeze mnie. Powiedziała mi, że moja mama znalazła mnie na ulicy, gdy byłam niemowlakiem i zabrała ze sobą. Myślała, że odnajdzie moich rodziców i im ich odda, ale w toku poszukiwań dowiedziała się, że rodzice mnie porzucili.
Poczułam tylko jak po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Szybko się ubrałam, pojechałam do szpitala. Weszłam do pokoju mamy i ją mocno przytuliłam. Nie była na mnie zła, a ja zdałam sobie sprawę, jak bardzo ją raniłam.







