Poznałam mojego męża na jego własnym weselu

Dziś, gdy wracam myślami do tamtego wesela, wszystko wydaje mi się snem. Gdy koleżanka z pracy, Zuzanna Kowalska, zaprosiła mnie na swój ślub, pracowałam w wydawnictwie dopiero od czterech miesięcy. Od pierwszych wspólnych dni bardzo się ze sobą zaprzyjaźniłyśmy. Nie znałam wcześniej jej narzeczonego, ale zaproszenie przyjęłam z radością wymarzyłam sobie, że w końcu założę moją nową sukienkę. Oprócz mnie, Zuza zaprosiła kilku innych naszych kolegów i koleżanki, więc przyszliśmy razem.

Tego dnia trochę się spóźniliśmy, dołączyliśmy do reszty, kiedy już wszyscy zasiedli przy stołach w przepięknie udekorowanej sali weselnej. Było ponad stu gości, a stoły uginały się od polskich przysmaków pierogi, bigos, wędliny i domowe ciasta. Jednak nie to zrobiło na mnie największe wrażenie.

Gdy zobaczyłam męża Zuzy Adama Nowaka po prostu zaniemówiłam. To była miłość od pierwszego wejrzenia, a najważniejsze, że po jego spojrzeniu widziałam, że czuje to samo. Cały wieczór czułam się jak we mgle, miałam rozpalone policzki i serce biło mi jak oszalałe. Nie mogłam nic jeść, nie mogłam pić ani nawet rozmawiać z innymi.

Nie wytrzymałam tej nerwowej atmosfery i postanowiłam wrócić wcześniej do domu. Chciałam po prostu pobyć sama z tym chaosem wewnątrz. Następnego dnia, kiedy wychodziłam ze starej kamienicy, gdzie mieściło się nasze wydawnictwo w Warszawie, czekał na mnie przy głównym wejściu. Jego żona była wtedy na urlopie, nie było jej w pracy.

Adam po prostu podszedł, bez słowa złapał mnie za rękę i zaprowadził do swojego samochodu starej, nieco już wysłużonej Skody. Nie padło nawet jedno słowo tylko pocałunki, których nie potrafiłam powstrzymać. Gadaliśmy i całowaliśmy się przez kilka godzin, aż wreszcie pojechaliśmy do mnie. Tam wszystko się wydarzyło.

Obiecał, że rozwiedzie się z żoną i ożeni się ze mną. I tak właśnie się stało wrócił do domu, spakował rzeczy i już nie wrócił do Zuzanny. Nie zapytałam nigdy, o czym wtedy rozmawiali. Wkrótce potem pobraliśmy się w urzędzie stanu cywilnego. Kupiliśmy nasze pierwsze wspólne mieszkanie na Pradze. Przestałam pracować w wydawnictwie domyślam się, ile złorzeczeń padło wtedy pod moim adresem!

Ex-żona mojego męża pracowała tam od lat i wszyscy byli po jej stronie, bo byłam tą nową, która weszła z butami w czyjeś życie. Nie wiem, jak Zuza się teraz odnajduje, nigdy o tym z Adamem nie rozmawialiśmy. Zdecydowaliśmy się zacząć wszystko od nowa, zostawić przeszłość daleko za sobą.

Trzy lata jesteśmy razem i naprawdę czuję się szczęśliwa. Kiedyś wszyscy wróżyli nam szybki koniec, a dziś z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej zakochani. Przeżywszy to wszystko, wiem już na pewno po własne szczęście warto walczyć, nawet jeśli inni tego nie rozumieją.

Oceń artykuł
Newskey24
Poznałam mojego męża na jego własnym weselu