Praca marzeń z piekła rodem.

Cześć, mam na imię Wanda! Dzięki, że wpadłaś. Jestem teraz żoną, mamą i pisarką. Ale wcześniej miałam zupełnie inne priorytety i marzenia…

Marzyłam o pracy w prestiżowej firmie. Naprawdę prestiżowej. Nie dbałam tak bardzo o wypłatę, jak o renomę miejsca. Chociaż wynagrodzenie także było ważne. Znalazłam firmę w moim mieście, która wydawała się szczytem marzeń dla młodych i ambitnych.

Była to agencja cyfrowa, jedna z pierwszych w Polsce. Takie agencje zajmują się promocją firm w Internecie, reklamą, serwisami społecznościowymi. Nic wtedy w tym nie rozumiałam, ale byłam gotowa zdobywać nową wiedzę i to wszystko wydawało mi się szalenie interesujące.

Proponowali wspaniałe warunki pracy, specjalne imprezy firmowe, a nawet pokój gier z PSP. Wszystko to zostało przedstawione w odlotowych filmach. Plus dobre wynagrodzenie i biuro w centrum miasta.

Czytałem opinie o tej pracy i były one całkowicie sprzeczne z zapewnieniami rekruterów. Chciałem wierzyć w najlepsze i myślałem, że to ci, którzy nie odnieśli sukcesu, piszą złe recenzje. No a mnie się przecież musi udać.

Byłam szczęśliwa, kiedy dostałam telefon i zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. Było to spotkanie z rekrutermi i 2-godzinny test predyspozycji. To było trudne. Byłam w siódmym niebie gdy spośród 10 kandydatów wybrano dwóch – mnie i innego faceta, z którym studiowałam.

Pierwszy dzień. Przyszłam i wydawało mi się, że jestem w bajce. Wszyscy młodzi, uśmiechnięci. Piękne, nowoczesne biuro. Kilka pięter. Nowe meble, kolorowe fotele – worki. Na każdym piętrze znajdowała się kuchnia z bezpłatnymi napojami i ciasteczkami. Tuż przy schodach była zjeżdżalnia a w części socjalnej siłownia i żłobek.

Było wiele ciekawych pomieszczeń do konferencji i negocjacji. Jeden był pod dachem budynku i można było tam leżeć na miękkiej podłodze. Zasadniczo wszystkie działy były bez ścian lub ze szkłami. Open space, że tak powiem 😊

Godziny pracy były elastyczne. Wejście na elektroniczne przepustki pozwalało aby dzień roboczy zacząć od 9 do 10. Jednak jeżeli się spóźnisz musisz wyjść później o czas spóźnienia. Wszystko elektroniczne, przy każdych drzwiach był czytnik identyfikatora, wszystkie twoje wejścia i wyjścia były liczone i nie dało się nigdzie pójść bez śledzenia. Wszystkie dane były następnie przekazywane do odpowiedniego działu, który przyznawał nagrody i nadgodziny oraz do szefa twojego oddziału.

Firma dawała karty z 30% rabatem do najbliższej kawiarni, a także płaciła za część twoich hobby. Fitness, języki, basen. Oferowali płatność 50/50. Ogólnie rzecz biorąc, firma nie szczędziła pieniędzy na rozwój pracowników. Byli gotowi zainwestować w ciebie, ale ty też powinieneś dać coś od siebie.

Pierwszego dnia głowa już eksplodowała z informacji i obciążenia. Szczerze mówiąc, czekałam, aż wybije 18:00.

A oto 18:05 a wszyscy nadal siedzą i nikt nigdzie nie idzie. 18:15 chłopaki nadal pracują i nawet się nie pakują. 18:30 kilka osób odeszło i dopiero o 7 wieczorem ludzie zaczęli stopniowo zbierać się do domu. Po kilku dniach zdałam sobie sprawę, że wychodzenie o 6 wieczorem, nawet jeśli przyszedłeś o 9 po prostu nie jest akceptowane. Wszyscy siedzą i pracują aby wyrobić normę, szczególnie pod koniec miesiąca.

Kiedy codziennie wracasz do domu o 8, nie masz ochoty chodzić na fitness, basen, a tym bardziej uczyć się języków. Nawet jeżeli są opłacone.

Pracowałam tam przez 6 miesięcy. Zapamiętam je na zawsze. Codziennie burza mózgów, codziennie do wieczora, a czasem nawet w weekendy. Tak, płacili, ale w dzień wolny chciałam odpocząć.

Bezpłatna herbata, kawa i ciasteczka po prostu nie przechodziły przez gardło, podobnie jak przekąski, które firma zamówiła na święta. Nawet pensja nie cieszyła, ponieważ nie było czasu na jej wydawanie i nie było ochoty kupować czegoś dla siebie. W tamtym momencie moje wynagrodzenie wynosiło 4200 złotych. To dużo więcej niż średnia w moim rodzinnym mieście.

Premia zależała od pracy całego działu, a jeśli źle pracowałeś lub nie zebrałeś wystarczająco pieniędzy od klientów, cały dział nie otrzymuje nagrody. Wyobraź sobie, jak to miażdży, czysto psychologicznie. Chociaż atmosfera przyjaźni i wsparcia była tam niezrównana, strach by nie zawieść ludzi, z którymi współpracujesz paraliżował wszystkie znajomości.

Przed Nowym Rokiem zorganizowano cały tydzień uroczystości (w ciągu dnia roboczego) z animacjami, smakołykami itp, a nadgodziny odrabialiśmy po Sylwestrze…

Wytrzymałam pół roku i odeszłam z czystym sercem. Wiedzę, którą tam zdobyłam, używam do tej pory.

Tego rodzaju firma nie jest dla rodziny, nie dla rozwoju i nie dla pieniędzy. Chociaż dziewczyna, z którą tam pracowałam, pracowała przez kilka lat, wyszła za mąż za kolegę, a teraz wychowują córkę. Może dlatego, że nie musieli chodzić na randki, bo i tak od rana do nocy widzieli się w pracy…

To było ważne doświadczenie w moim życiu, ale potem wybrałam bardziej przyziemne miejsca. Bez amerykańskich wynalazków, tam gdzie o 17:59 wszyscy już mieli na sobie kurtki :)

A ty słyszałaś o takich firmach? Powiedz nam o swoim najbardziej niezwykłym miejscu pracy.

Zapraszamy do obejrzenia filmu

Oceń artykuł
Twoja Strona
Praca marzeń z piekła rodem.