Żarty Marcela zawsze były okrutne. W szkole podstawowej przyczepiał nauczycielom gumy do krzeseł. W szkole średniej zostawiał zadziory na krzesłach, aby nauczyciele podarli rajstopy i zawsze udawało mu się uciec.
Wszyscy wiedzieli, że to jego dzieło, ale nikt go nie przyłapał. Po ukończeniu liceum chłopak chciał iść na studia. Tak też się stało, ale nie na długo, ponieważ został wydalony po pożarze. Jego ojciec musiał zapłacić za naprawy. Ostatecznie mężczyzna wysłał Marcela do pracy na farmie. Aby uniknąć pracy, wymyślił plan i zebrał cebulę i czosnek ze wszystkich ogrodów w wiosce.
Następnego ranka mleko zostało zwrócone do mleczarni z powodu zapachu cebuli i czosnku, a ludzie byli oburzeni, gotowi dać winowajcy kawałek swojego umysłu. Oczywiście Marcel został wyrzucony z gospodarstwa. Przez kilka tygodni we wsi panował spokój, do pewnego czasu. W nocy chłopak ukradł traktor miejscowego traktorzysty, podjechał nim do obory, podniósł wiadro pełne obornika i wyrzucił je przez płot dla tych, których najbardziej oburzył zapach mleka.
Rano nie można było wyjść z domu. Ktoś próbował wyrzucić kupę, ktoś próbował wspiąć się przez płot. Nawet kierowca traktora nie wiedział, co się stało. Marcel zaplanował jeszcze więcej żartów, ale kiedy zdał sobie sprawę, że przesadził, znów stał się cichy. Niestety, nie na długo…
W wiosce mieszkał dziadek z babcią. Chłopak wspiął się do ogrodu staruszków, w prześcieradłach zrobił dziury na oczy, włączył światło i straszną muzykę. Staruszek nie należał do bojaźliwych, wyszedł na ganek z pistoletem i strzelił, ale chybił. Nogi Marcela osłabły ze strachu i wpadł do szamba pokrytego gałęziami. Na odgłos strzału przybiegli sąsiedzi. Patrzyli i śmiali się z niego, ale nikt nie podał mu ręki, ani mu nie pomógł. Sąsiedzi wezwali niedługo później policjanta.
– Czyżbyś wpakował się w kłopoty, smarkaczu? – odezwał się mężczyzna w mundurze.
Wszyscy się śmiali. Sporządzili raport i skonfiskowali nielegalną broń dziadkowi Marcela. Dopiero wtedy rzucili chłopcu linę, a cała wioska patrzyła, jak wydostawał się z szamba. Policjant nie wsadził go do samochodu, kazał mu biec obok. Tydzień później Marcel zniknął z wioski, ale ludzie mówili o nim jeszcze przez długi czas.







