Pamiętnik 23 maja
Kiedy poznałem Marzenę i zakochaliśmy się w sobie, Julia miała sześć lat. Wychowana bez ojca, zawsze pragnęła czułości, więc nawiązanie relacji między nami przebiegało nadzwyczaj łatwo. Mieliśmy świetną więź, aż przyszedł on Wiek dojrzewania!
Nie jesteś moim tatą! krzyknęła kiedyś Julia.
Jak to nie jestem? Przepraszam bardzo, to kto przez tyle lat wysłuchiwał twoich skarg na koleżanki z klasy i bronił cię na wywiadówkach? Kto chował ostatnią krówkę w szafce, żeby ci ją wręczyć, gdy smutno wracałaś ze szkoły? Kto razem z tobą dzielił się sekretem, kiedy zabrałaś maskotkę tej nieznośnej Zuzi z sąsiedniej klatki? I kto, proszę, po ciemku przekradał się z tą maskotką przez dziedziniec, żeby podrzucić ją w krzaki, jakby to wszystko tak właśnie miało być? Poza tym ustaliliśmy lata temu, że każdy odpowiada za swoje słowa: skoro lata nazywasz mnie tatą, czemu nagle stałem się nie-tatą?
Słowa Julii dziewczyny, którą od dawna traktowałem jak własną córkę zraniły mnie mocno, ale nie mogłem dać po sobie poznać, jak bardzo mnie to bolało. Po pierwsze jestem facetem, po drugie obrażanie się na Julię niczego by nie zmieniło, a tylko wszystko pogorszyło.
Argument przyjęty odpowiedziałem jej żartobliwie, salutując dla podkreślenia powagi sytuacji. Porozmawiamy więc o naszych nowych relacjach? Uprawnienia i obowiązki nie-taty i nie-córki.
Serce mi pękało, gdy to mówiłem, ale wiedziałem, że to właściwa droga. Julia potrzebowała poczucia wolności, choć w granicach, które sama sobie wyznaczyła. Zawsze była konkretna stawiała sprawy jasno, a my wspólnie decydowaliśmy, na ile jej marzenia są osiągalne. Gdy w dzieciństwie chciała polecieć z dachu garażu, dokładnie tłumaczyłem, dlaczego to zły pomysł, nawet pokazując zdjęcia konsekwencji z internetu. Za to kiedy w pierwszej klasie okrzyknęła Antka Nowaka swoim mężem i postanowiła z nim zamieszkać, zgodziłem się od razu, podkreślając, że jak tylko prawo na to pozwoli, sam przewiozę jej rzeczy do Antka. Oczywiście minął miesiąc i decyzja się zmieniła.
Dotąd rozmawialiśmy otwarcie o wszystkim, nawet o tym, czemu kasza jest niedobra. Julia umiała uzasadnić swoje potrzeby:
Niedobra!
Czemu?
Za mało cukru i jest kożuch.
Klarowna informacja! Mogłem gotować inną, albo po prostu dać jej pączka, o którym mówiły reklamy. Teraz jednak zamknęła się w pokoju, trzaskając drzwiami, mówiąc tylko nie chcę i nie jesteś moim tatą. Stojąc przy drzwiach, gapiłem się w fakturę drewna i próbowałem znaleźć rozwiązanie, jednak bez skutku. No cóż, zobaczymy, co czas przyniesie.
Marzena do przemian w zachowaniu córki podchodziła bez nerwów. Twierdziła, że jako nastolatka sama potrafiła wyprowadzić tatę z równowagi do tego stopnia, że ten najchętniej wysłałby ją na drugi koniec Polski. Jak hormony przestaną szaleć, to wszystko wróci do normy mówiła. Tylko że czas powrotów bywa różny, a ja coraz bardziej tęskniłem za Julią. Nawet nie miałem z kim oglądać piłki w telewizji albo śmiać się z Joli przyjaciółki Marzeny, która zmienia kolor włosów częściej niż aura za oknem.
Julia czasem wychodziła ze swojego kokonu, a potem bywała jeszcze bardziej drażliwa, że lepiej było się nie zbliżać. Tylko ona znała grafik swoich nawracających lepszych dni. Ja natomiast cieszyłem się z tych momentów jak dziecko.
Dziewczyny, a może pojedziemy w weekend na działkę? Pogoda ma być super, weźmiemy wędki, rozstawimy namioty!
Co ty na to, Julia? podekscytowała się Marzena.
Nigdzie z wami nie jadę! Sami targajcie te swoje wędki, wedkarze od siedmiu boleści! huknęła drzwiami, a my patrzyliśmy na siebie zaskoczeni. Przed chwilą była w świetnym humorze…
Chyba nawet ryb już nie lubi rozłożyłem ręce.
A potem Julia zaczęła znikać. Po prostu nie wróciła ze szkoły, nie odbierała telefonu. Zadzwoniliśmy do wszystkich jej koleżanek i w końcu pojechałem szukać córki dla mnie przecież nigdy nie była obca.
Najpierw zajechałem do Szymona. Jeszcze niedawno byli nierozłączni, lecz dawno go nie widziałem.
Nie wiem, gdzie jest burknął Szymon.
Może masz jakiś trop?
Po tym, jak nazwała mnie nudziarzem, raczej rzadko rozmawiamy.
Wiesz, mnie nazwała nie-tatą, ale to nie przeszkadza mi się o nią martwić odpowiedziałem.
Już miałem schodzić po schodach, gdy Szymon zatrzymał mnie:
Może jest z Patrykiem.
Kim jest Patryk?
Ten z równoległej klasy. Ale nie jest święty i może panu się nie spodobać, co tam się dzieje.
Tym bardziej. Pojedziesz ze mną, pokażesz mi to miejsce.
Ja tam nie jadę.
Ludzie czasem potrzebują pomocy, nawet jeśli mówią, że nie. Uważałem cię za silnego gościa, którego nie ruszają takie teksty.
Dobra westchnął Szymon i pojechał ze mną.
Trafiliśmy na stare garaże, gdzie grała muzyka. Podszedłem z Szymonem bliżej. Kilku chłopaków i jedna dziewczyna stali przed drzwiami, Julii nie było. Ledwie przekrzyczałem muzykę:
Szukam Julii, jest z wami?
Pan z jakiejś ekipy poszukiwawczej? zaśmiał się chłopak.
Wtedy zza bramy wyjrzała Julia.
Po co tu przyszedłeś?
Po ciebie.
Sama trafię do domu bez twojej łaski.
Może i tak, ale jest późno, nie chcę, by zabrała cię policja. Chodź, taxi podane, księżniczko.
Burknęła coś do Szymona:
Zdradzasz mnie!
Od tego czasu niemal co wieczór odbierałem ją z garaży. Koledzy śmiali się i nazywali mnie jej szoferem. Ale pewnego dnia Julia odmówiła powrotu.
Czego jeszcze chcesz? Zostaw mnie w spokoju, jestem dorosła! Chodzę, gdzie chcę.
Przykro mi, ale prawa nie są po twojej stronie, zauważ w końcu, że do osiemnastki masz obowiązki.
Wiesz co, idź, gdzie chcesz! odwróciła się, dając do zrozumienia, że to koniec dyskusji.
Wiem, że i tak nigdzie nie pójdę bez ciebie, nawet tam, gdzie mnie posłałaś.
Żałuję, że poznałeś moją mamę. Lepiej by było, gdyby cię nie było! powiedziała, ale wsiadła do auta.
Na tamtą drogę do domu ledwo powstrzymywałem łzy. Chciałem się poddać w końcu kim jestem? Tylko mężem jej matki. Ale nie mogłem zostawić jej samej na świecie, pełnym dołków, niezależnie od jej słów.
Wkrótce Julia znowu zniknęła tym razem na dłużej. Garaż zamknięto, a ja nie miałem pojęcia, gdzie jej szukać. Szymon podał mi jeszcze kilka miejsc, ale nigdzie jej nie było. Julia wracała sama, kiedy chciała, często po północy. Marzena coraz bardziej się martwiła zobaczyłem, że jej spokój to była maska.
Zasypialiśmy dopiero po szczęku zamka w drzwiach.
Pewnej nocy zadzwonił mój telefon. Trząsłem się, odbierając.
Panie Krzysztofie, dzwoniła Julia. Jest w jakimś mieszkaniu na Żoliborzu i nie może się wydostać usłyszałem od Szymona.
Wie, który to adres?
Opisała budynek, domyślam się gdzie to.
Zgarnąłem Szymona i jechaliśmy przez nocną Warszawę, łamiąc wszelkie ograniczenia. W centrum nawet nad ranem kręciło się mnóstwo ludzi, przeszkadzały cholerne taxi. Przeklinałem pod nosem, gdy dwóch facetów z piwem wlazło mi pod koła i kopnęło w autobus, rzucając butelką. Na szczęście nie trafili.
Gdy dojechaliśmy, poprosiłem Szymona:
Zostań w samochodzie, kto wie, co nas tu czeka.
Zanim wszedłem do klatki, przejrzałem dokładnie okna. Z jednego mieszkania dobiegała muzyka, w innym ktoś palił na balkonie. Rozpocząłem obchód pięter. Dopiero na trzecim natknąłem się na starszą panią, usychającą z samotności.
W trzech mieszkaniach pełno podejrzanych zaalarmowała mnie. Sami podejrzani! Ćpają, palą!
Poprosiłem o numery mieszkań. W pierwszym alkoholowy rozgardiasz, zniszczony pies, młoda kobieta. W drugim pusto. Serce tłukło mi się w piersi przed trzecimi drzwiami. Ledwo podchodziłem, wyszła dziewczyna, która przez sekundę przypomniała mi Julię takie same szkliste oczy i wykrzywione usta jak maska pajaca. Cofnąłem się i niemal wbiegłem do środka.
Julia! wołałem idąc coraz głębiej, potykając się o ludzi i butelki. W końcu, z głębi mieszkania, usłyszałem jej głos:
Tato! Tato!
Głos dobiegał z zamkniętej łazienki Julia schowała się tam sama, przerażona. Otworzyłem drzwi i rzuciła mi się w ramiona.
Wychodziliśmy, gdy po schodach szła już policja starsza pani zadzwoniła na komisariat.
Czy pana córka była tu przetrzymywana siłą?
Tak. Jestem jednak jej ojczymem.
To mój tata! Julia powiedziała z dumą.
W domu czekały na nas naleśniki ze śmietaną wyszły słone, zapewne przez kilka łez wylanych do ciasta przez Marzenę ale nie jadłem nigdy smaczniejszych. Julia nie odzywała się już złośliwie, a ja mówiłem: niezależnie od wszystkiego, choćby wygoniła mnie ze swojego życia, zostanę bo je kocham i bez nich moje życie nie ma sensu.
Życie to cyrk mówiłem dalej, czasem trzeba się nauczyć sztuki spadania, by móc podnieść się mocniejszym.
Obydwie słuchały mnie, lekko uśmiechnięte, z policzkiem wspartym na dłoni. Takie moje, takie ukochane.







