Zaprzyjaźniłam się z sąsiadką, ale szybko okazało się, że Dorota stanowi dla mnie konkurencję. Nie miałam pojęcia, że może zrobić coś tak okropnego mojemu dziecku.
Kiedy wraz z mężem i synem przeprowadziliśmy się do nowego domu, od razu zaprzyjaźniłam się z naszą sąsiadką Dorotą, a jej syn z moją córką.
Ponieważ nasze dzieci były w tym samym wieku, nasze zainteresowania i tematy rozmów były wspólne. Chodziliśmy razem na place zabaw, do parku na spacer i często się odwiedzałyśmy w domu.
Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że sąsiadka konkuruje ze mną we wszystkim. Zapisałam się na fitness, tydzień później zrobiła to samo, tyle że zatrudniła też osobistego trenera. Kupiliśmy z mężem nowy samochód, tydzień później oni kupili taki sam, tylko nowszy.
Ważne było dla niej, żeby przechwalać się tym, co ma lepszego od nas. Nawet gdy mój mąż dawał mi prezenty, wkrótce miała to samo.
Wszystko się skończyło, kiedy ich rodzina popadła w problemy finansowe. Cały ten kryzys zakończył się rozwodem.
Jakiś czas później mój mąż postanowił wykupić nam wakacje w Egipcie. Nie powiedziałam sąsiadce tego celowo, ale tak przy okazji… Zauważyłam, że nie spodobała jej się ta wiadomość, ale starała się ukryć emocje.
Dwa dni przed wyjazdem sąsiadka zaprosiła nas na kawę. Wiedziała bardzo dobrze, że jesteśmy zajęci pakowaniem walizek, ale zgodziłam się. Uprzedziłam tylko, że nie mamy dużo czasu. Usiadłyśmy i piłyśmy kawę. Jej syn i moja córka bawili się razem. Zauważyłam jednak, że chłopiec był bardzo ospały i kapryśny. Myślałam, że po prostu nie jest w nastroju.
Przed wyjazdem sąsiadka kazała synowi przyjść i pożegnać się z moją córką, zaznaczając, żeby ją mocno i długo ją przytulił. Nie nadałam temu znaczenia, mimo że nigdy wcześniej się nie przytulali.
Pojechaliśmy na wakacje, świetnie się bawiliśmy, a wkrótce wróciliśmy wypoczęci i pełni energii. Po przyjeździe dowiedziałem się o tajemnicy tego przytulania syna sąsiadki z moją córką.
Okazało się, że Damian był już wtedy chory na ospę, a sąsiadka celowo kazała mu przytulić moją córkę, żeby się zaraziła i abyśmy mieli zepsute wakacje.
Nasza Nela na szczęście nie zachorowała, ale dzieci sąsiadki, które się z nim bawiły, już tak. Część z nich trafiła nawet do szpitala. Nie mogłam uwierzyć, że sąsiadka tak okrutnie narażała obce dzieci na zarażenie zakaźną chorobą. Cóż za podła osoba.







