Ślubu nie będzie

Ślubu nie będzie

Lilka zatrzymała się na progu pokoju, nagle znieruchomiała. Przed nią, w ślubnej sukni, stała Renata i wyglądała olśniewająco. Materiał idealnie podkreślał jej sylwetkę, oczy iskrzyły się cichym, wręcz ulotnym szczęściem. Lilka nie potrafiła powstrzymać zachwytu:

Boże, jaka jesteś promienna! westchnęła, nie spuszczając z przyjaciółki wzroku. Jestem z ciebie taka dumna! Wreszcie znalazłaś w sobie siłę, by zamknąć tamten rozdział i otworzyć serce na nowe uczucia, zapominając o Pawle! Jesteś niesamowita!

Renata ledwo zauważalnie się skrzywiła, uśmiech zgasł. Nerwowo zabrała się za zamek sukni, nie patrząc na Lilkę.

Lepiej zdejmę, mruknęła, zgrabnie odpinając drobne guziczki z boku. Zostały raptem dwa tygodnie do uroczystości. Gdyby coś się stało z suknią, nie znalazłabym już identycznej.

Lilka zagryzła wargę od razu pojęła, że powiedziała za dużo. Po co wspominała Pawła, skoro w życiu Renaty wreszcie pojawił się dobry człowiek? Teraz, gdy stare rany zaczęły się zrastać, niepotrzebne było wracanie do nich! Paweł nie zasłużył na ani jedną łzę Renaty zwłaszcza po tym, jak ją potraktował!

Dawniej Renata była przekonana, że Paweł to właśnie Ten Jedyny. Wierzyła, że ich związek przetrwa wszystko i na zawsze. Z czasem wszystko się rozsypało. Najpierw zaczął się oddalać, szukał pretekstów, by się nie spotykać. Potem otwarcie krytykował jej wybory, przyjaciół, marzenia. Namówił ją, by zrezygnowała z kariery w dużej warszawskiej firmie, odwiódł od wyjazdu na staż do Holandii, a potem nalegał, by zmieniła całkowicie branżę.

Rodzina Renaty była bezradna. Patrzyli, jak gaśnie, jak traci siebie, lecz wszelkie próby rozmów prowadziły tylko do awantur. Paweł wmawiał jej, że bliscy nie akceptują go i chcą zniszczyć ich idealną miłość. Konflikt narastał, aż w końcu Renata prawie przestała rozmawiać z rodzicami.

A potem po prostu zniknął. Nie zostawił słowa wyjaśnienia, nie napisał choćby krótkiej wiadomości. Po nim pozostała tylko bolesna rana i dziecko, które Renata postanowiła urodzić, bez względu na wszystko.

Teraz, patrząc jak przyjaciółka zdejmowała suknię w pośpiechu, Lilka poczuła wyrzuty sumienia. Chciała tylko z nią się ucieszyć, zobaczyć jej szczęście. Nie miała najmniejszego zamiaru rozdrapywać blizn.

Mały Pawełek skończył już cztery lata. Energiczny, ciekawski, pełen pytań. Raz dociekał, dlaczego niebo jest niebieskie, kiedy indziej gdzie uciekają chmury albo skąd się biorą żuczki w parku. W przedszkolu chwalono go za błyskotliwość: szybko się uczył, pamiętał wierszyki, z zaciekawieniem słuchał czytanych przez opiekunki baśni.

Większość czasu spędzał u dziadków rodziców Renaty. Z oddaniem poświęcili się wnukowi, zabierali go na angielski, na basen, na zajęcia z tańca. Renata wpadała do nich kilka razy w tygodniu, lecz nigdy nie zostawała długo.

Powód był jeden, choć bardzo bolesny. Pawełek był uderzająco podobny do ojca: ciemne, kręcone włosy, ten sam błysk w oku, ta sama przekorna łobuzerska mina. Za każdym razem, gdy Renata na niego patrzyła, przenosiła się znów do czasów, gdy wierzyła w rodzinę, marzyła o szczęściu. Kochała go całym sercem, była dumna z syna, cieszyła się jego sukcesami. A jednak ból wracał. Wystarczyło utulić dziecko, spojrzeć mu w oczy, by łzy natychmiast napłynęły jej do oczu. Odwracała się, udawała, że poprawia kurtkę albo coś szuka w torebce, a potem płakała po cichu, gdy nikt nie widział.

Pewnego wieczoru przyszła odebrać Pawła od rodziców. Chłopiec siedział na dywanie, z namarszczonym czołem układał puzzle. Na widok mamy natychmiast podbiegł.

Mamo, zobacz! pociągnął ją do dywanu. Prawie skończyłem. Tu domek, a tu drzewo a tu tu będzie piesek!

Renata klęknęła obok, starając się uśmiechać.

Ślicznie, kochanie pogładziła go po włosach. Umiesz to świetnie poukładać.

Oszołomiony chwilę myślał, po czym spojrzał na nią poważnie:

Mamo, a gdzie jest mój tata? W przedszkolu wszyscy mają tatusiów, tylko ja nie mam

Renata znieruchomiała. W środku coś ją ścisnęło, ale spróbowała odpowiedzieć spokojnym głosem:

Nie wiem, synku. Tata jest teraz daleko. Ale na pewno o tobie myśli.

A dlaczego nie dzwoni? Pawełek zmarszczył brwi, jakby próbował rozgryźć tajemnicę. Opowiedziałbym mu, jak wiążę sam sznurówki!

Jest bardzo zajęty wyszeptała Renata, czując narastający ucisk w gardle. Ale myślę, że bardzo się ciebie wstydzi.

Mały zamyślił się na chwilę, kiwnął głową, jakby zgodził się z jej wyjaśnieniem, i wrócił do puzzli.

Dobrze. To zbuduję ten domek, to tata zobaczy, jaki jestem mądry!

Renata siedziała obok, patrzyła na synka i połykała łzy. Chciała dodać mu otuchy, pocieszyć lecz słowa utknęły w gardle. Jedynie pogładziła go znowu po włoskach, wdychając zapach dziecięcego szamponu i próbując zatrzymać w sercu tę chwilę, kiedy jej syn był obok ufny i szczęśliwy, mimo wszystkich pytań, na które nie miała odpowiedzi.

Mimo to myśli o Pawle wciąż wracały. W głębi duszy szukała dla niego usprawiedliwienia: może coś mu się stało? Może ma kłopoty i nie może się odezwać? Te złudzenia dodawały jej sił, nie pozwalały zanurzyć się w rozpaczy.

Rodzice próbowali rozmawiać z Renatą szczerze. Mama delikatnie sugerowała, by zamknęła przeszłość i skupiła się na synu, na własnym szczęściu. Przyjaciółki mówiły wprost: On cię zostawił. Pogódź się z tym i idź dalej! Ale Renata nie chciała ich słuchać. Zapamiętale opowiadała, jak cudownie było na początku, przypominała obietnice. Kłóciła się do upadłego, aż w końcu zamykała się w sobie, a bliscy bezradnie odchodzili.

A jednak nie dawała za wygraną. Raz po raz sprawdzała Facebooka, dzwoniła do dawnych znajomych, pisała ogłoszenia z prośbą o kontakt. Na próżno. Nie mogła, czy raczej nie chciała pogodzić się z myślą, że Paweł po prostu wyjechał i nie wróci.

Po pięciu długich latach w życiu Renaty pojawił się ktoś, kto faktycznie ogrzał jej serce. Poznali się przypadkiem, na imieninach wspólnego znajomego. Janek natychmiast ją zaintrygował był ciepły, wyjątkowo wyważony, taki prawdziwy. Nie udawał, nie naciskał. Z nim przy niej Renata mogła być zupełnie sobą. Gdy była zmęczona, proponował powrót do domu; gdy potrzebowała ciszy, siedział z nią, nie pytając, o czym myśli. Na każdym kroku pokazywał, jak bardzo mu na niej zależy.

Szczególnie ujęło ją, że Janek tak polubił Pawełka. Przy pierwszym spotkaniu chłopiec trzymał się kurczowo mamy, nieufnie patrzył na obcego mężczyznę. Ale Janek przykucnął na jego poziomie, zapytał o ulubione bajki. Po pół godzinie już razem układali klocki, a Pawełek z radością pokazywał mu swoje skarby.

Janek coraz częściej odwiedzał ich dom. Zabierał chłopca na lody do parku, uczył jeździć na rowerze, czytał mu do snu bajki. I pewnego dnia, gdy Renata zastała ich przy wspólnym rysowaniu, Janek spojrzał poważnie i powiedział: Chciałbym być dla niego prawdziwym ojcem. Jeśli pozwolisz, chciałbym go przysposobić.

Lilka szczerze cieszyła się szczęściem Renaty. Widziała zmiany: dawny cień niepokoju odszedł, w oczach pojawiał się błysk, a uśmiech stawał się naturalny. Tylko dzisiaj Lilka popełniła błąd niechcący dotknęła starej rany, wspominając Pawła. Miała tylko nadzieję, że Renata nie pogrąży się znów w smutku.

Jednak Renata zachowała spokój.

Dorosłam powiedziała z lekkim uśmiechem, starannie układając suknię na łóżku. Rozumiem, że uczucia do Pawła powinny należeć do przeszłości. Czasami żałuję nawet, że nadałam synowi to imię Ale wtedy byłam uparta, nie chciałam nikogo słuchać. Jak wyście mnie w ogóle znosili?

Lilka delikatnie dotknęła jej dłoni:

Myślisz o zabraniu Pawełka do siebie?

Tak odpowiedziała Renata, poważniejąc. Janek bardzo na tym nalega. Nawet proponował, żeby zmienić mu imię. Mówi, że tak będzie łatwiej mi zamknąć tamten rozdział. I tak musimy wymienić akt urodzenia przy przysposobieniu.

Zamilkła, patrząc przez okno na krople deszczu spływające po szybie.

Kiedyś myślałam, że mały Paweł zawsze będzie przypominał mi o dawnym cierpieniu. Dziś rozumiem, jak bardzo się myliłam. On jest moim synem i zasługuje na szczęśliwe dzieciństwo. Z dwoma rodzicami, którzy go kochają! Dziadkowie to wielki dar, ale rodziców nie zastąpią. Janek to rozumie i naprawdę pokochał Pawła! Widzisz, jak bardzo mu zależy?

To świetny pomysł! ożywiła się Lilka. Możesz zapytać chłopca, które imię najbardziej mu się podoba, łatwiej zaakceptuje zmiany.

Jeszcze nie wiem, jak to zrobić, mam czas, będziemy myśleć.

W rzeczywistości Renata wciąż była rozdarta. Miłość do Pawła nie zniknęła całkiem choć trudno to nazwać miłością. Rodzice częściej odmawiali jej spotkań z synem, bo zawsze kończyły się łzami, a dziecko się bało. Przyjaciółki już nie chciały słuchać jej wyznań, w myślach traciły dla niej cierpliwość. Przyszedł czas, by puścić przeszłość i skupić się na teraźniejszości.

Na przykład na ślubie.

Choć było to potwornie trudne

Janek był cudowny, lecz nie był Pawłem. Renata nie czuła do niego wielkiej namiętności, wykorzystywała jedynie jego oddanie dla własnego spokoju.

Gdyby Paweł wrócił Oddałaby wszystko, by znów być przy nim

***************************

Ślubu nie będzie! krzyknęła Renata, w jej oczach płonęła iskra, niemal podskakiwała z ekscytacji. Rozchodzimy się jak statki na wodzie!

Janek patrzył na nią ze zdziwieniem, próbując zrozumieć, czy żartuje czy może oszalała. Do ślubu został tydzień, wszystko było zaplanowane: menu, kwiaty, goście Wszystko miało być już za chwilę rzeczywistością. A teraz Renata oznajmiła, że ślub odwołany?

Co ty wygadujesz? starał się dopytać, głos mu drżał. Renata, co się stało? Powiedz mi, proszę.

Ale Renata tylko wzruszyła ramionami. Kręciła się jak w transie po pokoju, zgarniała rzeczy z półek, pakowała do otwartej walizki, z niezwykłą energią i szczerym, nieznanym wcześniej błyskiem w oczach.

Paweł wrócił! rzuciła, nie patrząc na Jana. W jej głosie była taka radość, że Janek aż zesztywniał. Przyjechał wczoraj, wszystko sobie wyjaśniliśmy Sama nie mogę w to uwierzyć!

W końcu się odwróciła. W jej spojrzeniu dostrzec można było tylko euforię i wyczekiwanie.

Dziękuję ci za te wspólne miesiące powiedziała łagodniej. Z tobą było mi lekko, bezpiecznie Jesteś wspaniałym człowiekiem, Janku. Ale nigdy cię naprawdę nie kochałam. Teraz, gdy dostałam szansę na prawdziwe szczęście, nie mogę jej zaprzepaścić.

Janek poczuł w sercu lodowaty chłód. Paweł. Znów Paweł. Ten sam, o którym Renata opowiadała z zachwytem, zmuszając Jana do poczucia się niechcianym. Domyślał się, że ona wciąż czeka na niego, lecz miał nadzieję, że czas uleczy rany.

Rozmawiałaś już z nim? wykrztusił w końcu, drżącym głosem. Co powiedział? Jak tym razem się tłumaczył?

Niczego nie tłumaczył odparła szybko, wręcz ostro. Po prostu powiedział, że zrozumiał swoje błędy. Że cały czas myślał tylko o mnie!

Znów się odwróciła, pakując rzeczy, a Janek patrzył, jak wokół niego świat gaśnie.

Rozmawialiśmy przez telefon, ciągnęła, przeglądając szufladę, jego rodzice kazali mu wyjechać na studia, nie mógł mi o wszystkim powiedzieć. Rozumiesz? Cały ten czas myślał wyłącznie o mnie, nie mógł się odezwać. Ale teraz wszystko się ułoży, będziemy razem, szczęśliwi!

W myślach Renaty wracała tamta rozmowa: pierwszy telefon po latach rozłąki Głos Pawła, zdenerwowany, rwany:

Renata, wiem, że to wygląda okropnie, ale rozumiesz Moi rodzice postawili mi ultimatum: studia w Londynie albo koniec wsparcia. Próbowałem coś zdziałać, naprawdę Wielka Brytania, nie miałem nawet własnego telefonu!

A nie mogłeś zadzwonić choć raz? Jej głos się załamał, choć próbowała to ukryć.

Nie mogłem. Co miałbym powiedzieć? Że jestem tchórzem, bo zgodziłem się na ich decyzję?

Słuchając jego niepewnych wyjaśnień, Renata poczuła narastające ciepło żal i gorycz zniknęły pod wpływem jego głosu. Nagle zrozumiała, że całe lata czekała na ten telefon każdą godzinę, każdą chwilę.

Tym razem będzie inaczej mówił Paweł. Rzuciłem studia, wróciłem. Nie opuszczę cię już nigdy.

Te słowa brzmiały w jej głowie, gdy teraz stała przed Jankiem.

Zamilkła na moment, rzuciła okiem na pokój jakby sprawdzała, czy czegoś nie zapomniała. Dopiero wtedy zobaczyła, jak Janek zbielał na twarzy. Jego spojrzenie było puste, wbite gdzieś za nią.

Nie martw się dodała spokojniej, lecz stanowczo. Wszystkim powiedziałam o odwołaniu ślubu, poprosiłam, by cię nie dręczyli. Może będą ci współczuć, ale poradzisz sobie.

Podciągnęła walizkę do siebie, poprawiła rączkę, skupiona na tych prostych gestach. Potem spojrzała na Jana bez cienia żalu czy wahania.

Proszę, nie dzwoń do mnie, nie pisz powiedziała twardo. To ostateczne. Nie zmienię decyzji!

Złapała walizkę, zachwiała się lekko pod jej ciężarem, szybko się wyprostowała i ruszyła do drzwi, jakby bała się, że choćby sekunda zawahania mogłaby osłabić jej determinację.

Janek stał pośrodku pokoju, czuł jak serce mu się ściska z bólu i bezradności. Głęboko nabrał powietrza, próbując się opanować. Chciał krzyczeć, żądać wyjaśnień, ale się powstrzymał nie chciał okazać słabości. Zacisnął pięści, potem rozluźnił je i odezwał się spokojniejszym tonem:

Może się pośpieszyłaś? spojrzał jej prosto w oczy.

Zatrzymała się przy drzwiach, trzymając rączkę walizki, lecz nie odwróciła się. Jej ramiona były zastygłe, palce ściskały uchwyt do bólu.

A jeśli on nie zechce naprawiać waszych relacji? mówił Janek, podchodząc bliżej. Jeśli nie przyzna się do syna? Jeśli jest już z kimś innym? Czy przynajmniej obiecał, że się z tobą ożeni?

Renata gwałtownie się odwróciła. Twarz płonęła od emocji, w oczach błyszczał upór i irytacja. Ruszyła ku niemu, jakby chciała go przekonać, zmusić do zrozumienia:

Zaprosił mnie na poważną rozmowę! To wystarczy! Przestań go oczerniać, Paweł nie jest taki!

Jej głos zadrżał, lecz natychmiast wróciła do siebie, odwróciła się i pociągnęła walizkę.

Mógłbyś chociaż mi pomóc, mruknęła przez zęby, z trudem podnosząc ciężką walizkę.

Janek odruchowo ruszył, jakby naprawdę chciał pomóc, lecz zatrzymał się w pół kroku. Po co miałby pomagać komuś, kto zdeptał jego uczucia? Wyraźnie widział, że myślami Renata była już obok Pawła w jej spojrzeniu była pewność, niemal euforia: zaraz zacznie się nowe życie, pełne miłości. Ona wyobrażała sobie Pawła jak otwiera szeroko ramiona, jak mówi, że wszystko będzie dobrze, że w końcu są razem.

Ale rzeczywistość była inna. Paweł, który zaprosił ją na poważną rozmowę, wcale nie planował oświadczyn ani ślubnych obietnic. Chciał się tylko pożegnać, zamknąć dawny rozdział i pójść do przodu już bez Renaty. Zwłaszcza, że miał kogoś innego.

Renata pochłonięta własnymi nadziejami nawet tego nie zauważyła. Czekała na ten moment tak długo, że gotowa była w to uwierzyć, byle nie rozczarować się po raz kolejny.

Z ogromnym wysiłkiem dociągnęła walizkę do drzwi, zatrzymała się na chwilę, położyła dłoń na klamce, jakby chciała coś powiedzieć. Ostatecznie milcząc, gwałtownie otworzyła drzwi i wyszła, nie oglądając się za siebie.

Janek został sam, patrzył na zamknięte drzwi. W powietrzu nadal unosił się ulotny zapach jej perfum, w uszach brzmiały ostatnie słowa: Paweł taki nie jest!.

Osiadł na krześle, czując ciężar samotności i zmęczenia. Wszystko wydarzyło się zbyt nagle, zbyt nieodwracalnie. Teraz musiał nauczyć się żyć inaczej bez Renaty, bez wspólnej przyszłości, bez złudzeń

***************************

Paweł otworzył drzwi, nie kryjąc zdziwienia na widok gościa tak wcześnie rano. Na progu stała Renata, z dwiema walizkami, twarz jej promieniała, oczy lśniły nadzieją. On zamarł, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Jedna myśl kołatała mu się w głowie: Jak ona mogła aż tak się pomylić?

Był pewien, że wszystko już za nim. Gdy Renata związała się z Jankiem, mógł wrócić do rodzinnego Krakowa i spokojnie żyć z żoną, nie obawiać się telefonów, łez, pretensji. Nawet poczuł ulgę jej szczęście rozwiązywało wszystkie problemy naraz.

Tak, zadzwonił do niej, próbując wyjaśnić kilka spraw, zaproponował neutralne spotkanie ale to był tylko rytuał.

A teraz stała u jego drzwi z bagażami, wyraźnie oczekując czegoś więcej niż rozmowy. Paweł niespokojnie zrobił kroczek do tyłu, pragnąc zebrać myśli.

Paweł! zawołała Renata na jego widok. Wszystko już postanowiłam. Jestem tutaj, wreszcie będziemy razem!

W jej głosie tętniła absolutna pewność, jakby inne rozwiązanie nie istniało. Ruszyła naprzód, lecz Paweł zatrzymał ją ruchem dłoni.

Renata, spokojnie zaczął łagodnie. Chyba nie wszystko wiesz.

Zmarszczyła czoło, uśmiech powoli gasł.

O co ci chodzi? Przecież mieliśmy się spotkać i wszystko dogadać!

Paweł westchnął ciężko, wiedząc, że nie uniknie tego momentu.

Jestem żonaty, Renata. Od dwóch lat. Z żoną jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Osłupiała. Przez kilka sekund milczała, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała. Twarz jej skrzywiła się w oczach odbiła się panika, ból i żal.

Co ty wygadujesz? wyszeptała z niedowierzaniem. Przecież dzwoniłeś, mówiłeś, że wszystko się zmieniło!

Dzwoniłem, żeby po ludzku się pożegnać, powiedział cicho Paweł. Chciałem wyjaśnić, że zamykam tamten rozdział, każde z nas idzie własną drogą. Widocznie się nie zrozumieliśmy.

Renata cofnęła się, jej dłonie drżały. Zacisnęła pięści, próbując zachować spokój, lecz emocje wzięły górę.

Okłamałeś mnie! wykrzyczała, głos jej się łamał. Jak mogłeś? Dla ciebie rzuciłam wszystko!

Paweł poczuł w sobie narastającą złość. Nie chciał się kłócić, nie chciał się tłumaczyć, a ona nie zamierzała odejść bez awantury.

Nigdy ci niczego nie obiecywałem powiedział twardo. To ty zdecydowałaś, że będziemy razem. Nie chciałem cię zranić, więc byłę delikatny. Teraz już wystarczy, prawda?

Renata jęknęła, złapała za walizkę i z furią rzuciła ją na podłogę. Rzeczy rozsypały się po korytarzu. Krzyczała, oskarżała, płakała, żądała wyjaśnień, jej głos niósł się coraz głośniej.

Paweł w końcu zmuszony był spokojnie, lecz stanowczo wyprosić ją z mieszkania. Zatrzasnął drzwi, marząc tylko o jednym by to był koniec. Ale Renata szalała na klatce, waliła pięściami, wrzeszczała, wzywała go, aż sąsiedzi wychodzili z mieszkań jedni z pogardą, inni z politowaniem.

Po godzinie, gdy jej krzyk stał się jeszcze bardziej rozpaczliwy, a sąsiadka z naprzeciwka już groziła wezwaniem policji, Renata wreszcie zniknęła. Przed wyjściem odwróciła się jeszcze i płacząc wykrzyczała w stronę drzwi:

Wrócę! Jeszcze będziesz żałował!

Paweł zamknął oczy, czując, jak opada z sił. Wiedział, że to jeszcze nie koniec. Renata była uparta i jeśli coś sobie ubzdurała, nie odpuści.

Przeszedł do salonu, opadł ciężko na kanapę. Trzeba było szybko działać. W tym mieszkaniu nie można już było zostać Renata mogła wrócić, wywołać kolejny dramat i kłopoty z sąsiadami. Paweł sięgnął po telefon i wszedł na stronę z ogłoszeniami nieruchomości.

Sprzedać mieszkanie i znaleźć coś na drugim końcu miasta, postanowił, stukając w ekran.

*********************

Renata szła przez Kraków niczego nie widząc. W oczach miała łzy, w głowie kłębiły się nieskładne myśli, w duszy panował bezkresny, lodowaty smutek. Nie dochodziło do niej, co się stało. W jej wyobraźni Paweł miał przywitać ją z otwartymi ramionami, zapewnić, że czekał na tę chwilę Rzeczywistość była o wiele bardziej okrutna.

Błąkała się długo, próbując zebrać resztki odwagi. Nogi zaprowadziły ją pod blok Janka. Starannie wytarła łzy, poprawiła włosy, wciągnęła głęboko powietrze chciała wyglądać choć trochę przyzwoicie. Weszła po schodach i zawahała się przez chwilę przed drzwiami, zanim nacisnęła dzwonek.

Janek nie otworzył od razu; po chwili pojawił się w progu, z chłodną, zdystansowaną twarzą. Spojrzał na Renatę, nie zapraszając jej do środka.

Proszę cię, Janku szepnęła drżącym głosem. Wiem, jak strasznie postąpiłam. Rozumiem, jak to musiało boleć Ale bardzo chcę to wszystko naprawić.

Zamilkła, próbując znaleźć właściwe słowa. Łzy znowu napływały jej do oczu.

Przysięgam, że już nigdy nie wspomnę o Pawle, spojrzała mu prosto w twarz. To była pomyłka. Rozumiem to. Tylko z tobą mogę być szczęśliwa. Proszę, daj mi jeszcze jedną szansę.

Brzmiało to szczerze, niemal desperacko. Naprawdę wierzyła w to, co mówiła teraz wydawało się, że jeśli Janek jej wybaczy, świat wróci do równowagi.

Janek pokręcił głową. Nie zamierzał już dać się nabrać na tę nadzieję.

Renata powiedział cicho podjęłaś decyzję. Kilka godzin temu stałaś u mnie z walizkami, deklarując, że odchodzisz do Pawła. Byłaś tego pewna.

Myliłam się! przerwała mu. Nie wiedziałam, co robię! Byłam rozchwiana, ale

Janek westchnął, przeczesał dłonią włosy. Było mu trudno, lecz wiedział, że musi być stanowczy.

Odeszłaś nie tylko ode mnie odeszłaś, by być z nim. Wybrałaś. Ja to zaakceptowałem. Teraz, gdy się nie udało, chcesz wrócić?

Tak! krzyknęła Renata. Tylko ciebie kocham. Nikogo innego!

Przez chwilę milczał, po czym niespodziewanie spokojnie odparł:

Nie wierzę już, że mówisz szczerze. Żegnaj.

Renata poczuła, jak w niej wszystko pęka. Janek patrzył spokojnie, bez urazy, ale twardo. W jego oczach nie było już wahania naprawdę przestał jej wierzyć.

Proszę wyszeptała, a głos się załamał.

Przepraszam powiedział Janek. Tak będzie lepiej dla nas obojga.

Zamknął drzwi, zostawiając Renatę samą na klatce schodowej. Stała jeszcze chwilę, potem zsunęła się na schodek, ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się gorzko. Tym razem to były łzy nie z żalu czy gniewu, lecz z przerażającej świadomości, że straciła i Pawła, i Janka i nie wiedziała już, jak żyć dalejZa oknem szarzał powoli wieczór, słońce znikało za dachami kamienic. Renata siedziała skulona, słuchając echa własnego płaczu, aż łzy się skończyły i została tylko pustka. Czuła gorzki smak porażki zaprzepaszczone zaufanie, nieodwracalne decyzje i tęsknotę, której nie dało się cofnąć. Nie była już w stanie zmusić się do kolejnej rozmowy czy wyjaśnień nie miała komu tłumaczyć się ze swoich błędów. Dookoła panowała cisza, jakby cały świat na chwilę zastygł i patrzył na nią z ironiczna wyrozumiałością.

W końcu otarła twarz rękawem marynarki, spojrzała na pusty korytarz i powoli wstała. Zeszła ciężko na dół, do drzwi wyjściowych, myśląc tylko o tym, że musi wrócić. Wrócić gdzie? Nie wiedziała już do Pawła nie mogła, do Janka nie chciała, a rodzice czy jeszcze na nią czekali?

Na ulicy usiadła na ławce. Przechodnie mijali ją obojętnie. Wyjęła telefon; na ekranie pojawiły się nieodebrane połączenia od mamy. Westchnęła głęboko i po raz pierwszy od wielu tygodni poczuła, jak bardzo jest zmęczona własnym życiem.

Nagle przez głowę przebiegła jej prosta myśl: cały czas uciekała najpierw od siebie, potem od samotności, uczuć, a wreszcie od konsekwencji własnych wyborów. Chciała, by ktoś inny ułożył jej świat, by ktoś pokochał ją na tyle, żeby samej siebie nie musiała.

Ale nikt nie mógł zrobić tego za nią.

Ucisk na sercu zelżał odrobinę. Podniosła się z ławki i ruszyła przed siebie. Nie miała już żadnych planów, nie wiedziała, co będzie jutro. Jedno jednak wiedziała na pewno: Pawełek czeka w domu. Czeka nie na Pawła, nie na Janka, ale na swoją mamę na Renatę, która nawet z rozbitym sercem potrafi go przytulić najmocniej na świecie. I tylko jego miłość nie oczekuje wyjaśnień ani warunków.

Może szczęście trzeba zaczynać od nowa samodzielnie, bez pomocy cudzych ramion i przeszłych marzeń. Renata po raz pierwszy od bardzo dawna poczuła, że tego właśnie chce spróbować.

Schowała telefon, wciągnęła głęboko wieczorne powietrze i uśmiechnęła się do siebie niepewnie, ale szczerze. Potem ruszyła przed siebie nie do nikogo, tylko do siebie. To nie będzie wielki powrót, nie będzie kolorowych fajerwerków i deklaracji. Ale może wystarczy, jeśli tym razem zacznie żyć naprawdę. Może właśnie to jest ten najlepszy początek, którego nigdy się nie spodziewała.

Oceń artykuł
Newskey24
Ślubu nie będzie