Mój syn jest żonaty od dwóch lat. W rzeczywistości od samego początku lubiłam Agnieszkę jako osobę. Zna się na kuchni, uwielbia czystość w domu i dobrze mnie traktuje. A kiedy Natan powiedział mi, że jest lekarzem rodzinnym, moja radość nie znała granic.
Nasz pierwszy konflikt dotyczył właśnie tego ostatniego. Chciałam podpisać z nią deklarację i mnie zbadać, ale Agnieszka nawet nie dała mi dokończyć i powiedziała, że nie leczy „swoich”.
– To jest pierwsza zasada lekarza. Zawsze coś pójdzie nie po twojej myśli i przez to związek się niszczy. Masz dobrą lekarkę, więc zostań przy niej.
Żeby to sprawdzić, zadzwoniłam do teściowej mojego syna, a ona mi to potwierdziła. Okazuje się, że kobieta nie leczy własnej matki, ojca ani babci.
No cóż, zasady są zasadami, to mnie uspokoiło. Potem był problem z moim synem. Nie wiem, co tam się stało, ale bardzo się pokłócili. Natan przyszedł do mnie, nie wrócił do domu. Nie chciał ze mną rozmawiać, od razu poszedł spać. Rano zadzwoniłam do synowej i powiedziałam jej, że takich mężczyzn jak mój syn się nie wyrzuca.
– W każdej sytuacji rodzinnej kobieta powinna o tym myśleć! Pamiętaj. Twoim zadaniem jest dbanie o dom, komfort i spokoj. Jesteś inteligentną kobietą. Musisz żyć ze swoim mężem w taki sposób, aby wszystko mu odpowiadało. Takie jest przeznaczenie każdej kobiety.
Później Agnieszka nie odbierała ode mnie w ogóle telefonu. Jej matka skontaktowała się ze mną kolejnego dnia i kazała mi zachować moje „nauki” dla siebie. Dzieci się pogodziły, ale stałam się wrogiem numer jeden, zwłaszcza dla mojej synowej.
Niedawno dowiedziałam się, że Agnieszka planuje wyjechać za granicę. Mówi, że to na jakieś kursy, ale ja znam tych młodych ludzi. Doradziłam synowi, żeby się nie zgadzał, ale Natan tylko się zaśmiał. Nie obchodzi mnie to, ale wtedy tylko po to, żeby powstrzymać mnie od płaczu. Zamiast pracować na moje wnuki, wyjeżdża za granicę. Nie rozumiem co siedzi w głowach młodych ludzi.







