Zawsze wypełniałam swoje obowiązki małżeńskie. Pod każdym względem starałam się być żoną idealną. Teraz bardzo tego żałuję.
Spotkaliśmy się przez przypadek. Kiedyś poszłam do kolegi z pracy na przyjęcie urodzinowe i on tam był. Inteligentny, przystojny, z wysokim stanowiskiem. Bardzo mi się spodobał. Już wieczorem, tego samego dnia napisał do mnie sms-a. Ja też wpadłam mu w oko. Znajomy dał mu mój numer.
Spotykaliśmy się przez 4 lata, po czym postanowiliśmy się pobrać.
Na początku wszystko było świetnie. Obydwoje pracowaliśmy. Mieliśmy pieniądze i idealną relację. Niestety, wraz z narodzinami dziecka wszystko się zmieniło. Poszłam na urlop wychowawczy. To ja opiekowałam się córką i domem. Pracował tylko Tomek.
To było dla niego nie do przyjęcia! Nie mógł zrozumieć, dlaczego oczekuję od niego pieniędzy na swoje potrzeby. Przecież wcześniej robiłam to wszystko, jednocześnie zarabiając. Nie rozumiał też, że maleńkie dziecko ma ogromne potrzeby.
Starałam się być idealną żoną. Ze swojego obowiązku małżeńskiego wywiązywałam się wzorowo. Zawsze gotowałam dla niego pyszne jedzenie. Nasz dom był idealnie wysprzątany. Jego ubrania zawsze czyste, wyprasowane i pachnące. Nie wiedziałam, co mam jeszcze zrobić, by mnie docenił.
Tomek coraz częściej zaczął mi powtarzać, że jestem do niczego, że niczego nie potrafię zrobić porządnie. Raz nawet usłyszałam, że nie jestem godna założenia rodziny i powinnam całe życie mieszkać z kotami.
Później posunął się jeszcze dalej. Po raz pierwszy podniósł na mnie rękę, gdy Zosia miała niespełna półtora roku. Nawet nie przeprosił. Powiedział, że chce rozwodu, bo nie ma zamiaru żyć z taką nieudacznicą jak ja.
Rozstaliśmy się. Nie interesował się naszą córeczką. Udało mi się wywalczyć alimenty przed sądem.
Po 3 latach samotnego życia udało mi się wrócić do pracy, a moją kawalerkę zamieniła na większe mieszkanie. Kupiłam też samochód. Podróżowałyśmy z Zosią dwa razy w roku. Wyszłam za mąż po raz drugi dopiero po 6 latach od rozwodu. Trafiłam na dobrego człowieka.
Pewnego dnia mój były małżonek zadzwonił do mnie. Błagał, żebym do niego wróciła. Powiedział, że zrozumiał swój błąd, że byłam najlepszą żoną na świecie, a on głupcem, który nie potrafił tego docenić.
Wybuchnęłam śmiechem. Oczywiście nie przyjęłam jego przeprosin. Życzyłam mu powodzenia i poprosiłam, żeby nie zakłócał spokoju mojego i Zosi. Powiedziałam mu, że mam dla niego radę na przyszłość, aby doceniał ludzi, dopóki jest na to czas, a nie po latach i wtedy, gdy jest się w potrzebie. Mam nadzieję, że zrozumiał.







