Światka leżała na kanapie, wpatrując się w sufit. Natrętne myśli nie pozwalały jej zasnąć. Jak tu zmrużyć oko, gdy jej ukochane dziecko choruje? Po co ja ją posłałam do tego przedszkola… Gdyby została jeszcze dzień czy dwa w domu, może nie złapałaby tej zarazy…

Pamiętam ten czas bardzo dobrze, choć minęło już tyle lat. Wiesia leżała na kanapie, wpatrzona w sufit. Niepokojące myśli nie dawały jej zasnąć. Jak można spać, gdy twoja ukochana córeczka jest chora? Po co ja ją zaprowadziłam do tego przedszkola… Mogła jeszcze dzień lub dwa posiedzieć w domu, pewnie nic by nie złapała…

Serce ścisnęło się z bólu, aż zabrakło tchu. Młoda kobieta wstała, podeszła do okna. Szare, zasnute chmurami niebo wisiało nad małą miejscowością pod Lublinem. Trzeci dzień z rzędu padał jesienny, uporczywy deszcz. Wiesia ciężko westchnęła. Z łóżka dobiegło ją poruszenie Malwinka, jej córka, jęknęła przez sen i zakaszlała. Matka rzuciła się do niej, dotknęła rozpalonego czoła. Nawet bez termometru było wiadomo, że gorączka znowu skoczyła.

Cicho włączyła lampkę i sięgnęła po termometr, który wsunęła dziewczynce pod pachę.
Czterdzieści! Boże drogi, co robić?
Malwinka otworzyła oczy.
Mamusiu, mi gorąco.
Już, już, kochanie. Zaraz będzie lepiej…

Obudził się też Bartek, mąż Wiesi. Usiadł obok nich. Wiesia zaczęła nerwowo przygotowywać kolejną porcję syropu na zbicie temperatury, ale gorączka nie ustępowała. Nad ranem pod dom podjechała karetka z niebieskimi migającymi światłami rozjaśniającymi podwórze. Zabrali Wiesię z Malwinką do szpitala w Lublinie.

Pielęgniarka spojrzała z troską na bledziutką, przerażoną matkę, ujęła jej dłoń i pewnym ruchem wkłuła malutką kroplówkę w ramię Malwinki.
Proszę się nie martwić, zaraz pomożemy. Wszystko będzie dobrze.
Wiesia tylko cicho westchnęła.

Niedługo potem Malwince naprawdę ulżyło. Otworzyła oczka i poprosiła o wodę. Wiesia odwróciła się i zobaczyła, jak z sąsiedniego łóżka patrzą na nią niesamowicie duże, błękitne oczy wychudzonej, niemal przeźroczystej dziewczynki, na oko sześcioletniej. Jej jasne włosy były splątane, ubrana była w zmechacone rajstopy z dziurami i spraną koszulkę. Zamiast kapci pod łóżkiem stały sportowe buty owinięte ochraniaczami.

Cześć.
Dzień dobry. Przyjechaliście nocą?
Tak, w nocy.
Jak pani ma na imię?
Jestem ciocia Wiesia, a to Malwinka. A ty jak masz na imię?
Jestem Grażynka.
Jesteś tu długo?
Tak. Niedługo mnie wypiszą. W piątek.
To jeszcze trochę czasu. Przecież dziś dopiero poniedziałek.
A mama z tobą tu jest?
Nie… Mojej mamy już dawno nie ma, gdy mała byłam… A tata zaczął pić, potem też odszedł. No to mnie zabrali do domu dziecka…

Z westchnieniem, jakby była dużo starsza, dziewczynka dodała:
Tam teraz mieszkam… Ale tu jakoś lepiej. Dają jeść, starsze dziewczyny nie dokuczają…

Wstała z łóżka i zaczęła zakładać swoje buty.
Zaraz będzie śniadanie. Przynieść coś pani?
Nie trzeba, kochanie, sama sobie poradzę…

Wiesia patrzyła na odchodzącą dziewczynkę z bólem w sercu. Druga sąsiadka śledziła dziewczynkę wzrokiem i westchnęła, kiwając głową:
Dobre dziecko, spokojne i czułe. Nie miała szczęścia…

Wtedy zadzwoniła komórka Wiesi.
Halo.
Jak się trzymasz, córeczko? Jak Malwinka?
Mamo, jesteśmy w szpitalu.
Boże, co się stało?
Nie martw się. Malwince podskoczyła temperatura, już jest lepiej, zbiliśmy ją. Lekarze podejrzewają zapalenie oskrzeli. Śpi teraz.
Starsza kobieta zaszlochała:
Biedne moje słoneczko. W którym jesteście szpitalu? Zaraz przyjadę. Co przynieść?
Mamo, zapomniałam swoich kapci i różowej piżamki Malwinki. I jeszcze… Mamo, tu jest dziewczynka z domu dziecka. Mogłabyś przywieźć jakiś szampon i mydło? I jeszcze… Zostały ci ubranka po małej Sonii?
Jaka dziewczynka, skarbie?
Opowiem ci później. Przynieś, proszę, parę podkoszulków, jakiś szlafroczek, legginsy. Najważniejsze kapcie domowe, rozmiar na około sześć lat, dobrze?
Dobrze, wszystko przywiozę.

Następnego ranka Malwinka była już weselsza i bawiła się z nową przyjaciółką. Wiesia wymknęła się do korytarza i zatrzymała mijającą ją pielęgniarkę.
Proszę pani, a do Grażynki ktoś przychodzi?
Nie. Gdy ją wypiszą, przyjedzie samochód i ją zabiorą.
A czy ona może się wykąpać?
Pielęgniarka z żalem się uśmiechnęła.
Nie może, tylko powinna… Ale nam brakuje czasu.

Wieczorem odmieniona, czyściutka Grażynka w ładnej piżamce i nowych różowych kapciach z wyszytymi wesołymi pieskami, była nie do poznania promieniała szczęściem. Wszystko, co dostała od Wiesi, schowała pod poduszkę, a kapcie pod materac.
Grażynko, dlaczego chowasz te rzeczy? zapytała zdziwiona Wiesia.
Żeby mi nie ukradli
Wiesia ciężko westchnęła.

Gdy zgasło światło, Grażynka zamknęła oczy. Marzyła, jak idzie słoneczną, zieloną ulicą, trzymając małą Malwinkę za rękę, a z drugiej strony trzyma ją ciocia Wiesia. Marzyła, by mieć mamę i tatę; żeby ktoś ją głaskał po głowie, całował na dobranoc, kąpał i ubierał w ciepłą piżamkę, by tata wrzucał ją w powietrze aż pod sam sufit, a ona śmiała się radośnie. Marzyła, by w jej domu wszyscy byli szczęśliwi, a ona mogła pomagać: zmywać naczynia, opiekować się Malwinką lub uczyć ją liter i cyfr. Byleby ją tylko ktoś pokochał. Byleby miała mamę…

Westchnęła cicho. W domu dziecka, co prawda, jej nikt nie bił. Ale opiekunka, pani Helena, zawsze krzyczała surowo, dzieci nazywały ją głupkiem, kradły rzeczy i jedzenie. Ostatnio Grażynka upuściła talerz kaszy za karę zamknęli ją w ciemnym, brudnym schowku, na klucz. Witek Gajda złośliwie się uśmiechając syknął: No i co, głupia, teraz posiedzisz z myszami. Grażynka bardzo się ich bała, wydawało jej się, że zaraz wielka mysz wyskoczy prosto na nią. Długo płakała, stojąc tyłem do drzwi, potem osłabła, usiadła na zimnej podłodze. Tam się przeziębiła, zaczęła kaszleć I tak trafiła do szpitala.

Na wspomnienie tych chwil jej oczy natychmiast zapełniły się łzami, które popłynęły po policzkach. Dziewczynka cicho zaszlochała I nagle poczuła, że ktoś gładzi ją po głowie. Otworzyła oczy.

Ciociu Wiesiu
Ciii, kochanie Nie płacz Już dobrze Wszystko będzie dobrze, zobaczysz
Wiesia przytuliła ją z czułością.
Nie płacz, maleńka

Grażynka zamilkła. Było jej tak dobrze, jakby to sama mama ją obejmowała i gładziła po głowie
Ciociu Wiesiu
Co?
Chciałabym, żebyś była moją mamą
Z oczu Wiesi popłynęły łzy. Decyzja zapadła w jednej sekundzie nie głową, lecz sercem. Pozostała tylko rozmowa z bliskimi

Mama Wiesi zrozumiała i z radością poparła córkę, podobnie teściowa sama dorastała bez rodziców. Ale mąż nie był od razu przekonany.

Zwariowałaś? Przecież to na całe życie!
Wiem! Ale jeśli tego nie zrobię, wyrzuty sumienia będą mnie gonić do końca moich dni, rozumiesz?
Bartek odwrócił wzrok.
Muszę ją najpierw zobaczyć.
Dobrze.

Wieczorem poszli razem na oddział. Bartek wziął Malwinkę na ręce i pocałował.
Tęskniłem za tobą, moja radości

Obrócił się do żony. Wiesia powiedziała cicho, patrząc mu w oczy:
Poznaj, Bartek, to Grażynka. To jest wujek Bartek.
Grażynka kiwnęła głową i spojrzała na niego wielkimi oczami.
Dzień dobry!
No cześć, miło cię poznać.
Mnie też

Coś poruszyło się w Bartku, spojrzał żonie w oczy i skinął głową

Minęły dwa miesiące. Pod dom dziecka w Lublinie podjechał samochód. Wysiedli Wiesia i Bartek. W oknach natychmiast pojawiły się ciekawe buzie.
Grażynka, Grażynka, chodź, twoi przyjechali!
Grażynka wybiegła im naprzeciw.
Dzień dobry, Grażynko! Przyjechaliśmy po ciebie! Chodź do domu?
Małe serduszko Grażynki zabiło z radości: Tak, mamusiu!!!

Oceń artykuł
Newskey24
Światka leżała na kanapie, wpatrując się w sufit. Natrętne myśli nie pozwalały jej zasnąć. Jak tu zmrużyć oko, gdy jej ukochane dziecko choruje? Po co ja ją posłałam do tego przedszkola… Gdyby została jeszcze dzień czy dwa w domu, może nie złapałaby tej zarazy…