Synowa

SYNOWA

Anna Kamińska postawiła na pięknie nakrytym stole ogromny półmisek z pieczoną kaczką i westchnęła ciężko. Każdą chwilę mogli już wpaść jej synowie z synowymi.

Niedawno młodszy się ożenił, ślubu wielkiego nie było. No cóż, teraz młodzi tak robią wzięli skromny ślub, na bogato teraz nie wypada. Sama z mężem do urzędu pobiegła, byle szybciej, a obrączki kupili dopiero po roku, dwa cienkie złote krążki. Dzieci chciała urządzić porządnie, jak należy! No ale nie, każdy decyduje sam o swoim szczęściu.

Jedno tylko mnie martwi jakaś ona taka… zadbana!, przyznała się Anna pod nosem. Ale już nie było miejsca na dywagacje synowa i tak planowała z nią pogadać.

Małgorzata, czyli synowa, tak ogólnie to dziewczyna porządna, nawet bardzo miła. Gosiowi, synowi, wyszła na dobre: znalazła mu świetną pracę, zachęcała do rozwoju wyciągnęła chłopa na prostą! Do trzydziestki żył pod kloszem, a matka już niedosypiała ze zmartwień. Teraz na szczęście wszystko się jakoś poukładało.

Tylko ten minus jaka ona starannie wypielęgnowana! Do kosmetyczek biega, fryzurę przystrzyże, farbę rzuci, masaż, jakiś manicure i paznokcie jeszcze, ho ho! Pieniędzy idą na to całe fortuny! Przecież żona z rodziną powinna siedzieć, a nie paznokcie piłować! A co, jak dzieci będą? To zamiast trzewików dla syna pójdzie na pedicure? Anna takich kobiet szczerze nie rozumiała. O swoich potrzebach myślała zawsze na końcu, szczególnie odkąd mąż odszedł, a synowie choć już dawno dorośli dalej potrzebowali wsparcia finansowego.

Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek do drzwi: młodzi przyjechali. Małgorzata weszła do salonu jak gwiazda Hollywood: fryzura jak spod igły, paznokcie idealne. Prawie nie pomalowana, ale to robota kosmetologa.

– Małgosiu, ależ ty piękna! Anna zawołała szczerze, choć nutka niezadowolenia przeciekła w głosie. A garnitur, pewnie nowy?

– Tak, wczoraj kupiłam, uśmiechnęła się synowa. W pracy dali premię.

– Lepiej by to odłożyć, nie mogła się powstrzymać Anna z życiową radą. Wszystkie premie, trzynastki, dodatkowy dochód na czarną godzinę. Wiem, co mówię! Przyda się, jak nic!

Małgorzata przemilczała. Lubiła teściową prosta kobieta, oddana rodzinie po uszy. Ale sama uważała, że czarny dzień przychodzi do tych, co nie żyją tu i teraz.

Wieczór minął sympatycznie, chociaż Anna kilkukrotnie próbowała wygłosić przemowę o niepotrzebnych wydatkach. Małgorzata zorientowała się to do niej puszczała kamyczki.

– A pani, Anno, kiedy była na manicure? wypaliła Małgosia.

– Ja spanikowała Anna. Nigdy. Domowo sobie robię, żeby ręce czyste, a więcej to już niepotrzebne.

Reszta towarzystwa nic nie zauważyła, ale synowej zrobiło się żal. No bo jak to: wychować dwóch facetów, każdy zarabia solidnie, a szkoda na siebie złotówki wydać!

– Gosia, a twoja mama coś robi dla siebie? pyta po drodze męża.

– Nie wiem Gotuje świetnie, patrz co za stół nakryła. Ogląda telewizję, do sąsiadek zagląda. Czemu pytasz?

– Bo ona w życiu nic dobrego nie widziała! Wyciągnęlibyście ją gdzieś do kina, teatru, restauracji

– Oj, ona nie potrzebuje, nie przesadzaj.

Małgorzata przymilkła. Jej własna mama nawet przy skromnej emeryturze chodzi na porządne strzyżenie, nową sukienkę sobie kupi, do teatru sezonowy karnet zawsze zamówi dla przyjemności! Uznała, że teściowej trzeba pokazać, że życie na emeryturze nie musi kręcić się wokół telewizora i wnuków, którym znowu odda siebie całą, zapominając o sobie.

Po paru dniach zadzwoniła do Anny i długo namawiała na wspólny spacer, kawkę, a po drodze do kosmetyczki Małgorzata chciała na zabieg, a przy okazji może teściowa coś wybierze.

– Ależ ja cię w poczekalni posiedzę, Małgosiu odmówiła przestraszona Anna.

– Po co czekać? Można spróbować choć manicure i masaż dłoni, pół godzinki i gotowe.

Z mieszanką sceptycyzmu teściowa się wreszcie ugięła. Małgorzata, znana w salonie od dawna, wcześniej poprosiła panie o profesjonalną opiekę i, żeby zaproponować coś jeszcze, w razie czego na koszt synowej. Miało być luksusowo, ale bez zadęć i stresowania cenami.

W wyznaczonym terminie pojawiły się w salonie Anna z miną jak przed wyrokiem, na pytanie o płatność dopytywała, ile to wszystko kosztuje.

Kiedy sympatyczna kosmetyczka zabrała Annę, Małgorzata zaszyła się z telefonem w recepcji. Dla siebie na dziś nic nie zaplanowała, wykorzystała czas na ogarnięcie zaległości na Messengerze.

Anna wyszła po dwóch godzinach jak nowo narodzona zrelaksowana, uśmiechnięta i wyraźnie odmłodniała. Panie znały się na rzeczy!

– Małgosiu kochana, tyle mi zrobili! I kawą częstowali, i herbatką. Wszystkie takie miłe! Ale ile to wszystko musiało kosztować

– Trafiła pani na świetną promocję! szybko zagaiła pani z recepcji. Przyprowadzisz koleżankę cały pakiet dziś gratis. Dzisiaj całość w prezencie!

Małgorzata z rozanieloną teściową udały się do kawiarni za rogiem. Anna pociągnęła mały łyk cappuccino i oparła się wygodnie.

– To co, umawiamy się czasem na takie kobiece wyjścia? zaproponowała Małgosia. Tu zawsze są jakieś rabaty dla stałych bywalczyń. Podobało się?

– Bardzo przyznała Anna. Nawet nie przypuszczałam, że to takie miłe!

– Trzeba było wcześniej spróbować!

– Wcześniej? Dzieci były, mąż, świętej pamięci, zawsze na grosz uważał, a potem już tak człowiek się odzwyczaja od przyjemności.

– Teraz jest okazja! Żeby dotrzymać mi towarzystwa, bo samej głupio.

– No, w sumie można czasem pójść.

I tak w życiu Anny zapanowały nowości teraz z synową chodziła na kosmetyczne zabiegi, a Małgorzata dyskretnie odświeżyła jej garderobę, kwoty delikatnie pomniejszając. Przekonała męża, żeby zabrać mamę do restauracji. Wszyscy razem wybrali się do kina, a na Święta Bożego Narodzenia Małgorzata wręczyła teściowej karnet do teatru.

– Pani się tak odmłodziła, Aniu! chwaliły sąsiadki.

– E, to młodzi ciągną za sobą uśmiechała się.

I naprawdę tak czuła: dopiero teraz, na emeryturze, mając dwóch dorosłych synów, Anna miała wrażenie, że dla niej zaczyna się młodość numer dwa.

Oceń artykuł
Newskey24
Synowa