Oddałem telefon przepięknej kobiecie i nie miałem pojęcia, kim ona naprawdę jest i jak zmieni to moje życie.
Studiowałem na uniwersytecie. Pracowałem, ale zarobione pieniądze wysyłałem rodzicom, bo potrzebowali ich bardziej. Zostawiałem tylko trochę na jedzenie. Miałem stary telefon, który uwielbiałem. Naprawdę.
– Najważniejsze, że możesz zadzwonić. – powiedziała mama, śmiejąc się.
A ja nie narzekałem.
Któregoś dnia spacerując po parku, zobaczyłem na ławce telefon. To był najnowszy model i miał różowe serduszka na obudowie. Od razu było jasne, że to telefon dziewczyny. W pierwszej chwili pomyślałem, żeby zachować znalezisko dla siebie, ale szybko odrzuciłem tę myśl. Nie tak wychowali mnie rodzice.
Usiadłem na ławce i czekałem, aż ktoś zadzwoni i oddam telefon właścicielowi. Przez pół godziny, godzinę nie było żadnego telefonu. Już myślałem o powrocie do domu. Gdy wstałem, zobaczyłem dziewczynę sprawdzającą każde drzewo i ławkę.
– Czy przypadkiem nie tego szukasz? – zapytałem, pokazując smartfon.
– Dostałam go tydzień temu, a już go zgubiłam. Jaka jestem niezdarna, dziękuję, że mi go oddałeś – dziewczyna przytuliła mnie i dodała – uff, jesteś moim wybawicielem! Musisz pójść ze mną do kawiarni.
– Wiesz, nie codziennie jestem ściskany przez tak piękne dziewczyny i zapraszany do kawiarni – powiedziałem, ale szybko zgodziłem się na jej propozycję. Od tego dnia praktycznie się nie rozstawaliśmy, a dwa lata później Agnieszka zgodziła się zostać moją żoną. Warto było czekać z jej telefonem na ławce.







