Wszystko wydawało się w porządku. Według badań USG, dziecko było zupełnie zdrowe. Jednak poród okazał się wyjątkowo trudny. Na świat przyszła dziewczynka, Zuzanna, ale pojawiły się komplikacje. Tak poważne, że lekarze zaczęli namawiać mnie, by zrezygnować z dziecka.
Zuzanna leżała w inkubatorze. Kiedy mój mąż, Łukasz, przyszedł w odwiedziny, lekarz prowadzący powiedział mu, że dziecko nie ma szans na normalne życie, będzie tylko ciężarem. Łukasz długo się nad tym zastanawiał, aż w końcu stwierdził, że lepiej będzie się poddać, żeby nie niszczyć sobie życia. Nie powiedziałam nic byłam w głębokiej depresji.
Ale zanim wyszłam ze szpitala, oznajmiłam, że nie oddam swojej córki. Mój mąż spakował się i odszedł. Zostałam z malutką Zuzanną w pustym mieszkaniu. Wędrowałyśmy po szpitalach i przychodniach, chwytając się każdej szansy. I to przyniosło efekt.
Inne matki, które miały chore dzieci, wspierały mnie z całych sił. Pewnego dnia w szpitalu poznałam mężczyznę, pana Tomasza. Opowiedział mi swoją historię żona odeszła do młodszego kochanka, nie mieli dzieci, więc całe dnie spędzał samotnie.
Spojrzał na Zuzannę z taką czułością, że z oczu płynęły mi łzy. Pomógł mi swoim doświadczeniem, kontaktami, niejednokrotnie też pieniędzmi. Zbliżyliśmy się do siebie tak bardzo, że nie chcieliśmy już być osobno. Wzięliśmy ślub.
Dzisiaj moja córka jest prawie zdrowa. Zuzanna osiąga sukcesy w sporcie, zdobywając mistrzostwa. W naszej rodzinie pojawił się też drugi skarb mały syn, Staś.




