Myślałem, że mąż odkłada pieniądze na naszą przyszłość, a okazało się, że mnie oszukał. Nie mogłam mu tego wybaczyć.
Kiedy poznałam Andrzeja, od razu wpadliśmy sobie w oko. Przedstawił mnie swoim rodzicom. W tym czasie mieszkał w ich domu.
Polubiliśmy się bardzo. Zaczęłam często ich odwiedzać. Wieczorami piliśmy herbatę, jedliśmy ciasto, snuliśmy plany na przyszłość. Usłyszałam kiedyś przez przypadek, że całą pensję oddawał matce. Nie miałam nic przeciwko, w końcu mieszkał w ich domu.
Andrzej po roku mi się oświadczył. Przyjmując oświadczyny, od razu postawiłam mu warunek, że nie będziemy mieszkać z jego rodzicami. Chciałam być na swoim. Andrzej zgodził się bez namysłu. Wynajęliśmy mieszkanie.
Po pracy codziennie najpierw odwiedzał mamę i ojca, a dopiero potem wracał do domu. Na początku nie zwracałam na to uwagi. Rozumiałam, że jest blisko z rodzicami, ale po czasie zaczęło mnie to denerwować. Powiedziałam Andrzejowi, że jest mi przykro, bo niby mieszkamy razem, ale on spędza więcej czasu z rodzicami niż ze mną. Przyznał mi rację i zaczął rzadziej ich odwiedzać. Od razu poczułam się lepiej.
Mieliśmy dobre dochody, ustatkowane, szczęśliwe życie. Zaczęłam myśleć o dziecku. Poczułam, że nadszedł dobry moment. To było jedyne, czego nam brakowało. Miałam już 30 lat. Wszyscy wokół mnie byli rodzicami. Ja też chciałam.
Andrzej poparł moją decyzję. Chciał jednak, abyśmy przed narodzinami dziecka kupili własne mieszkanie.
– Zamiast wynajmować, lepiej wziąć hipotekę. Twoją pensję będziemy mieli na życie, a z mojej uzbieramy na wkład własny – zaproponował.
Pomysł wydawał mi się dobry. Postanowiliśmy to zrobić. Minęło kilka miesięcy. Któregoś wieczoru zapytałam męża, ile już zgromadził. On spojrzał na mnie ze zdziwieniem i rzekł:
– Nic…
– Jak to nie? Już czwarty miesiąc żyjemy z mojej pensji, ale gdzie są Twoje pieniądze?
– Moją pensję oddaję mamie. Wiesz, ona po prostu przyzwyczaiła się do życia na wysokim poziomie. Potrzebuje moich pieniędzy – Andrzej odpowiedział tak lekko, jakby kompletnie zapomniał o naszej umowie.
– Andrzej! Czy ty w ogóle jesteś poważny? Oznacza to, że przez kilka miesięcy żyłeś za moje pieniądze, nic mi o tym nie mówiąc?
Spakowałam jego rzeczy i wyrzuciłam go z mieszkania.
Nie mogę już na niego patrzeć, a co dopiero z nim mieszkać.
Całe szczęście, że nie zdążyłam zajść w ciążę. To dopiero byłoby zmartwienie. Kocham wciąż Andrzeja. Mam złamane serce, ale nie mogę żyć z człowiekiem, któremu nie mogę zaufać, na którym nie mogę polegać. Jak pogodzić się z tym, że myśli o komforcie swojej matki, zamiast myśleć o naszej przyszłości. Najbardziej boli mnie to, że Andrzej jakby pogodził się z moją decyzją. Mieszka u matki i nie kontaktuje się ze mną. Czy to oznacza, że w ogóle nie zależało mu na nas?







