W rowie przy polskiej drodze porzucono nowo narodzone szczeniaki – ich życie liczyło się już tylko w godzinach

W niewielkim zagłębieniu w śniegu, tuż przy szosie pod Warszawą, znalazłam porzucone nowo narodzone szczenięta. Gdyby nie szybka reakcja, prawdopodobnie miałyby przed sobą zaledwie kilka godzin życia.

Maleństwa kurczyły się z zimna, mocno wtulone w siebie, próbując przetrwać. Dziś rano internet obiegła wiadomość, że przy drodze, na samym śniegu, ktoś zostawił małe psiaki.

Te maleńkie kłębuszki ściskały się w kupce, desperacko próbując zachować choć odrobinę ciepła w mroźnym powietrzu. Choć kalendarz już zwiastuje początek wiosny, zima trzyma wciąż mocno. W Warszawie termometry pokazywały dziś 7°C, a na otwartym terenie za miastem temperatura spadała nawet poniżej 10°C. Ile jeszcze mogłyby wytrzymać w tym śnieżnym dołku?

Dołek miał około dwudziestu centymetrów głębokości. Tam, gdzie leżały psiaki, śnieg delikatnie się roztopił od ich własnego ciała musiały leżeć tam naprawdę długo, dając sobie wzajemnie odrobinę ciepła. Los, na szczęście, zadecydował inaczej. Właściciel warsztatu samochodowego, pan Antoni, przy którym znaleziono szczenięta, nie przeszedł obojętnie zabrał je do środka. Choć nie bardzo wiedział, co dalej począć, najważniejsze, że nie zostawił ich samego losowi na mrozie. Jestem mu ogromnie wdzięczna za tę wrażliwość.

Szczeniaki są naprawdę malutkie.

Pięć żywych iskierek. Trzech chłopców, dwie dziewczynki a może czterech chłopaków i jedna dziewczynka, trudno było stwierdzić dokładnie. Antoni obdzwaniał wolontariuszy, ale nikt nie miał możliwości, by przygarnąć dzieciaki. Do schroniska wysłać ich nie można mają zaledwie dwa/trzy tygodnie. Szczepień wykonać nie sposób czeka się z tym do ukończenia dwóch miesięcy.

Oddać takie maleństwa do schroniska, to niemal wyrok. Niemal gwarancja, że zachorują i mogą nie przeżyć. To bardzo smutne, ale już kilka razy przez to przechodziłam. Sprawdzone domy tymczasowe z opieką weterynaryjną także odmówiły niedawno przebywały tam Maja i Jasiek, szczeniaki walczące z parwowirozą.

Tę noc maluchy przetrwały na terenie warsztatu. Antoni opowiadał, że kamery monitoringu zarejestrowały kobietę (aż trudno tak ją nazwać), która nocą zostawiła psiaki w śniegu. Po prostu wyszła, położyła je w zaspie i odeszła.

Co czuły te bezbronne maleństwa, których wyrwano od matki i zostawiono na pewną śmierć z zimna? Pozostaje mi tylko powiedzieć niech Bóg osądzi takiego człowieka.

Zrobię wszystko, by te psiaki dostały szansę na prawdziwy, ciepły dom, pełen miłości i troski. One na to zasługują. Chcę, by doświadczyły nie tylko ciepła koca, ale i czułości drugiego człowieka.

Oceń artykuł
Newskey24
W rowie przy polskiej drodze porzucono nowo narodzone szczeniaki – ich życie liczyło się już tylko w godzinach