Wielki występ Barbary Zawadzkiej
Malwina! To nie żurek! To jakiś niezrozumiały miks! Kochana, jesteś wybitną prawniczką, więc zajmij się lepiej tym, na czym się znasz. Kuchnię zostaw tym, którzy nie mają aż tak błyskotliwego umysłu.
Baśka, ja nie jestem gospodynią! Malwina była bliska płaczu z frustracji.
Dlaczego nawet najprostsze potrawy jej nie wychodziły? Nigdy nawet nie przyszło jej do głowy, by zabierać się za coś poważniejszego. W naszej rodzinie role rozdzielono już dawno.
Weronika gospodyni, Malwina mądrala, a Sabina ta, której nie sposób zatrzymać, i która każdą sytuację potrafi obrócić na swoją korzyść. To dlatego zwykle podczas rodzinnych spotkań to Weronika gotowała, a Malwina i Sabina zapewniały zaplecze. Sprzątanie, zakupy, organizacja zabaw dla dzieci to ostatnie zawsze było Sabinie powierzone. Tylko ona umiała ujarzmić Zawadzką szajkę tak, by dom Weroniki i ogród po spotkaniach nie wymagały generalnego remontu. Dzieci w rodzinie Zawadzkich były oczkiem w głowie, rozpieszczane ile wlezie, ale wychowywane ponoć dość surowo, co i tak nie przynosiło większych efektów.
Cała siódemka wnucząt Barbary Zawadzkiej, których kochała nad życie, była do złudzenia podobna do swojej najmłodszej ciotki Sabiny. Mimo że Sabina sama była już mamą dwójki tych, którzy biegali właśnie po trawniku, udając czy to Apaczów, czy może mieszkańców jakiegoś egzotycznego kraju, wcale jej to nie zmieniło. Siedziała na schodkach, przebierała śliwki, z których babcia Barbara miała gotować kompot, i rozważała, czy nie dołączyć do ogólnej zabawy. Powstrzymywały ją tylko karcące spojrzenia Weroniki. Ta, tnąc z zapałem pomidory na sałatkę, burczała pod nosem:
Znów się wygłupiasz, Sabina! Kiedy ty w końcu wydoroślejesz?! Malwina to poważna kobieta! Ja chyba też. A ty? Całe życie chcesz biegać zajączkiem? Na tym swoim motocyklu szaleć i opowiadać, jakie życie jest cudowne? Sabina, dzieci ci rosną! Jak mają patrzeć na matkę? Dziś mają po sześć, a za dwa lata będą się wstydziły?
Wera, przesadzasz! Malwina, zaniepokojona losem żurku, którego poświęciła cały poranek, zdecydowanie zamknęła garnek. Mają z czego być dumne. Która matka potrafi rozłożyć i złożyć motocykl? Ty umiesz? Bo ja nie! I co? Nie można być ze mnie dumnym?
Można. Ty zupę może nie ugotujesz, ale w sądzie poradzisz sobie ze wszystkim.
O właśnie! Więc co z tego wynika?
Że każdy robi to, co umie.
Świetnie powiedziane! z werandy wyłoniła się Barbara i wszystkie kobiety aż westchnęły z podziwu, a dzieci na widok babci w nowej sukience i szpilkach zatrzymały się na chwilę.
O rany! dzieci Sabiny aż zagwizdały z uznaniem, tak równo, że brzmiało to jak jeden długi gwizd, a Barbara aż się wzdrygnęła.
Efekt osiągnięty!
Obróciła się powoli, pozwalając obejrzeć rodzinie nową stylizację. Dziś miało być poważnie.
Dziewczyny, jak uważacie? Wypada kobiecie mojego wieku iść na spotkanie z mężczyzną, który widział mnie ostatnio ze czterdzieści lat temu?
Baśka, wyglądasz olśniewająco! On padnie z wrażenia!
Z tym, żeby nie padł! Barbara majestatycznie przespacerowała się i ustawiła z rękami na biodrach, nosem do wiatru. Co mam zrobić z omdlałym jegomościem? Chcę się dowiedzieć, do czego mu ja potrzebna po tylu latach.
Babciu, może po prostu znowu mu się podobasz? najstarsza wnuczka Weroniki, piętnastoletnia Celinka, przysiadła obok ciotki i wcisnęła w buzię pół śliwki. No co?!
Śmiech, który rozległ się po tym jej błyskotliwym komentarzu, przepłoszył koty wylegujące się na słońcu i wystraszył histerycznie drżącego psiaka, któremu Weronika dała imię Rambo, dumnie nazywany ratlerkiem.
Celina, rozśmieszasz mnie! Weronika otarła łzy i poszła po szmatkę, a Malwina zajęła się uspokajaniem biednego Rambo.
Baśka, a jak to u was było? zapytała Malwina, zaganiając dzieci na tyły posesji.
Oj, Malwinko! Był romans!
Słowo romans Barbara wypowiedziała z takim westchnieniem, że Celina znowu usiadła szeroko, prawie spadając ze schodów, a Sabina zwijała się ze śmiechu.
Celinko, ty jeszcze masz czas na takie rzeczy!
Tak? A kiedy przyjdzie czas? Celina wyrwała matce szmatkę, wytarła kałużę po psie i westchnęła. Życia osobistego żadnego! Ile ty miałaś lat, Baśka, jak przeżyłaś roman?
Szesnaście! Baśka rozłożyła ręce, łapiąc spojrzenie Weroniki. Co na mnie patrzysz tak? Byłam młoda, niedoświadczona i niezmiernie głupia! Twojej Celince to nie grozi. Mądra jest jak ty, a do tego piękna! Ale wiedzieć, że mężczyźni bywają zdradzieccy, warto. Wychodzić za mąż wcześnie? Lepiej się zastanowić!
Baśka, już opowiadaj! Sabina otarła łzy. Celka już nie odpuści. Niech słucha i uczy się na błędach.
Celina wdzięczna spojrzała na ciotkę i przysiadła mocno na schodku, wpatrzona w babcię. Jej oczy, zielone jak tatarak w stawie obok, były do złudzenia podobne do oczu Barbary. Zadziwiało to wszystkich, bo Celina i Barbara, podobnie jak cała reszta córek, nie były rodziną biologiczną. Barbara pojawiła się w rodzinie Zawadzkich po śmierci matki dziewczynek, którą ojciec rozpaczał i zupełnie pogubił się w świecie, który stał się dla niego nie do poukładania.
Weronika, mająca ledwie osiem lat, musiała sama opiekować się młodszymi bo na każdą jej prośbę rodzic odpowiadał: Weronika, mama by wiedziała… Ona na pewno by wiedziała…
Weronika bała się tych słów tak bardzo, że przestała pytać. Zajęła się więc wszystkim sama.
Malwina była jeszcze znośna, pięcioletnia i rozsądna, ale dwuletnia Sabina to był żywioł. Babcia, która przyjechała pomagać, załamała ręce i po dwóch miesiącach stwierdziła, że sobie nie radzi.
Zięciu, wybacz. Za stara jestem! Chora! Zabiorę Weronikę, jak chcesz, a z młodszymi radź sobie sam.
Weronika słuchała tych słów zesztywniała ze strachu, a Sabina, taszcząc śrubokręt ojca, próbowała wcisnąć go do kontaktu i wybuchła łzami tak, że aż Weronika ją przytuliła.
Nie płacz! Nie pojadę! Ukryję się! Ona mnie nie znajdzie! Wiem gdzie!
Na szczęście babcia nawet nie próbowała jej szukać. Ojciec Weroniki coś zamruczał pod nosem i jego teściowa wróciła do siebie w przekonaniu, że zadanie wykonała.
Parę miesięcy później w życiu dziewczynek pojawiła się Baśka.
Sabina była chora, a Weronika, nie odchodząc od jej łóżka, w końcu poszła do ojca zamkniętego w gabinecie błagać o wezwanie lekarza.
Weronika, nie mam czasu! Coś ważnego? głos zza drzwi był taki dziwny, że aż dziewczynka się przestraszyła.
Strach w ogóle jej nie opuszczał. Przerażało ją wszystko i wszędzie.
Ale tym razem wiedziała, że nie wolno się bać. Sabina wiła się na poduszce, wołając raz Weronikę, raz mamę.
Tak, tato! To pilne! Sabina umiera!
Może ta dramatyczna fraza podziałała, a może ojciec wyczuł w głosie córki prawdziwą panikę, bo drzwi się rozwarły, lekarz został wezwany, a Weronika po raz pierwszy od śmierci matki oddała kontrolę dorosłym.
Barbara Zawadzka, pediatra z pobliskiej przychodni, przyjechała tego dnia na zastępstwo. Przedzierała się przez rozkopane chodniki, marudząc na drogowców, i zatrzymała się przy ławce, gdzie emerytki żywiołowo dyskutowały.
Zawadzcy?
Jedno pytanie rzucone z odpowiednią intonacją i już wiedziała wszystko. Podziękowała, weszła do mieszkania i od razu ogarnęła sytuację, po czym sprawnie zorganizowała przyjazd pogotowia i pojechała z Sabiną i jej ojcem do szpitala, dając ojcu taką burę, że się tylko jąkał w odpowiedzi:
Ale co pani ode mnie chce?
Żebyś był ojcem, do licha! Czy dzieci mają nie mieć już ani matki, ani ojca?
Barbara potrafiła postawić sprawę jasno i od tej pory Weronika mogła znowu być dzieckiem. Już nie musiała być dorosła. A kiedy jakiś czas później w życiu pojawiła się nowa macocha, Weronika szczerze się ucieszyła.
Mimo to nie wszystkie dziewczyny były pozytywnie nastawione do nowej roli Barbary. Malwina, która najwięcej zawdzięczała matce, długo jej nie akceptowała, aż Baśka zebrała wszystkie trzy dziewczynki, przytuliła je do szerokiej piersi i powiedziała:
Mamy już nie ma, ale ja jestem. Mamą być nie mogę, ale przyjaciółką tak. Nie oddam was nikomu!
Nawet Malwina, choć próbowała się wyrywać, w końcu pozwoliła się objąć, a Sabina usnęła tulona i pierwszy raz od dawna płakały razem ze smutku i ulgi.
Zrozumienie przyszło później. Barbara, która całe życie chciała zostać matką, a po nieudanej operacji pogodziła się z tym, że nie będzie miała własnych dzieci, w końcu została mamą dziewczynom z rodziny Zawadzkich.
Rok po ślubie ich ojciec zginął pod kołami samochodu, zatopiony w myślach. Po informacji o śmierci męża Barbara rzuciła się co sił do szkoły, gdzie uczyły się Weronika i Malwina, i z duszą na ramieniu powiedziała tylko:
Dziewczynki… Tata… Nie, nie tak. Jesteście już tylko ze mną. Nigdy was nie zostawię!
Wzięła je za ręce i od tamtego dnia uczyła samodzielności, pomagania sobie nawzajem i odwagi.
Po roku Baśka przyjęła formalnie opiekę nad dziewczętami. Odeszła z państwowej przychodni i zatrudniła się w dwóch prywatnych klinikach. W końcu było na ciepły obiad i trochę więcej.
Córki miały swoje własne plany czasem bardzo oryginalne: aktorka, mechanik motocyklowy. Barbara każdą pasję przyjmowała z powagą. Skąd nie, skoro jej samej nie było dane marzyć?
Malwina, aktorstwo? Dopilnuję, byś poszła na przesłuchanie! mówiła i tak się działo. Po dwóch latach teatralnych przygód Malwina wybrała jednak prawo. Sabinie kupiła używany motocykl i cały sprzęt ochronny, nawet sprzedając działkę bo bezpieczeństwo dziecka jest najdroższe! Potem znalazła kaskadera z kontaktów, który nauczył Sabinę wszystkiego.
Potem, ostatnie oszczędności ze sprzedaży działki dały Sabinie warsztat. Gdy znajome pytały, wzruszała ramionami:
A co, gorszy zawód od innych? Dziecko szczęśliwe, praca jest czego chcieć więcej?
Weronika była najspokojniejsza z całego grona. A Baśka cicho tuliła ją wieczorami:
Oddychaj, kochanie! Jestem przy tobie.
Dla Weroniki to był powrót do dzieciństwa. Baśka starała się chronić wszystkich i z czasem, patrząc wstecz, widziała, że zrobiła co mogła wychowała, wykształciła, a wokół zrodziło się rodzinne ciepło.
Aż do telefonu, który przyszedł trzy dni temu. Głos, którego nie słyszała ponad czterdzieści lat, wyszeptał jej imię i Barbara wypuściła filiżankę herbaty z rąk. Nestorka rodziny niemal się przewróciła, a skołowana Celina biegła po matkę:
Mamo! Babcia chyba się przewróciła!
Weronika przybiegła, reszta sióstr także. Barbara leżała roztrzęsiona.
Baśka, co się dzieje?!
Chyba postradałam zmysły!
To akurat żadna nowość mruknęła Sabina. Jak na ciebie!
Spójrzcie tylko, dziewczyny! Mogę iść na randkę?
Co?!
Na twarzach wszystkich pojawiło się niedowierzanie, a Celina wpadła do kuchni nastawiać czajnik. Matematyka na dziś odpada babcia idzie na randkę!
Temat ich nie opuszczał przez następne dni. Spotkali się w domu Weroniki pod Warszawą całą rodziną, a Baśka się męczyła:
Co wam opowiedzieć? On był moją pierwszą miłością! Rety, jaki przystojny! Włosy, wzrost… Głos, od którego miękły mi kolana!
Babciu, a ty go naprawdę kochałaś?
Jak szalona! I bardzo przez to cierpiałam!
Czemu cierpiałaś?
Bo moja miłość była nieodwzajemniona i przyniosła mi same problemy. Zazdrościłam, milczałam, bałam się powiedzieć, co czuję. Później, kiedy już się podkochiwaliśmy, on zakochał się w mojej koleżance, starszej o dwa lata. To pierwsza nauka, Celinko nie wszystko się mówi przyjaciółce, nawet o chłopcach! Zazdrość niszczy wszystko.
Barbara zatrzymała się na chwilę, a w oczach dzieci zamigotało zrozumienie.
Ale potem napisałaś do niego, że go kochasz? nie wytrzymała Celina.
W pierwszym liście tak. Ale w drugim… odmówiłam.
Dlaczego?!
Bo nie mogłam dać mu nic więcej poza uczuciem. Człowiek czasem musi pomyśleć, czy jest w stanie dać komuś wszystko, także rodzinę, dzieci. Ja nie mogłam. Dlatego czasem trzeba odejść, nawet jeśli się kocha.
Celina ściskała w dłoni śliwkę, gładziła ją kciukiem.
Co było dalej?
Zamiast odpowiedzi po policzkach Barbary spłynęły łzy. Celinka rzuciła się, przytuliła babcię.
Nie płacz, babciu! Wystarczy historii. Zrozumiałam! Babciu! Musisz wyglądać pięknie, makijaż się rozmaże!
Masz rację! Barbara wstała, poprawiając fryzurę. Idę odpocząć, żeby na wieczór być świeża jak kwiatek. Parada jeszcze przed mną! Trzeba się dobrze zaprezentować!
Sióstr ogarnęła cisza. Każda miała swoje przemyślenia. Baśka uczyła je, że jeśli już przewraca się stronę, nie warto zaglądać wstecz. Trzeba czytać dalej, nawet jeśli koniec jest do przewidzenia.
Sabina zebrała śliwki, zaniosła je do domu. Weronika zajęła się kuchnią, a Malwina padła w hamaku z książką i po chwili zasnęła.
Po paru godzinach podjechał samochód wysiadł z niego starszy, niezbyt wysoki pan w stylowej czapeczce. Spojrzał na kartkę, zapukał.
Dobry wieczór! Czy mogę widzieć panią Barbarę Zawadzką?
Weronika zaprosiła go do środka. Był to TEN mężczyzna.
Mieliście się spotkać w mieście, prawda?
Tak, ale nie mogłem dłużej czekać…
Rozumiem. Proszę, zaraz ją zawołam.
Na werandzie pojawiła się Barbara i wszyscy zaniemówili.
Była piękniejsza niż kiedykolwiek… lub raczej tak artystycznie pomalowana przez wnuczki, że Celina, jęcząc, pobiegła znów po szmatkę, a biedny Rambo znów wcisnął się pod stół. Fryzura, której dziewczynki poświęciły czterdzieści minut podczas babcinej drzemki, przypominała pałac królowej, pełen spinek, kwiatów i błyskotek.
Boże… Baśka! Weronika parsknęła śmiechem. Jesteś nie do opisania!
Pan w czapce przez chwilę stał jak wmurowany, potem zdjęła ją z głowy, odsłaniając błyszczącą łysinę. Weronika pokładała się ze śmiechu, reszta za nią.
Włosy!
Nie mając pojęcia, co się dzieje, gość rozejrzał się i… roześmiał. Kiedyś miałem burzę loków! Dziś to już historia! Baśka, witam cię serdecznie!
Barbara, już na dobre obudzona, popatrzyła na Celinę, wbiegła do domu i po chwili wszyscy słyszeli salwy śmiechu i zamieszanie. Sabina była pierwsza do łazienki zmywać z siebie ekstrawagancki makijaż.
Gdy zapadł wieczór, wszyscy zasiedli wspólnie na werandzie a długi wieczór stał się początkiem nowego rozdziału w tej niezwykłej rodzinie.
Znów przewrócona została kolejna strona ich wspólnej opowieści.
Nie byli rodziną z krwi i kości, a jednak niczego im nie brakowało. Czasem los daje właśnie tych ludzi, których naprawdę się potrzebuje. Tak to już w życiu bywa.
A ja, patrząc na moje córki i wnuki, pijąc wieczorną herbatę, zrozumiałem, ile szczęścia mamy w życiu. Może nie wszystko się układa, może czasem zdarzają się burze ale jeśli jest przy kim usiąść do stołu, pośmiać się nawet z nieudanego makijażu, posłuchać rodzinnych historii to jest to największa wartość.
Warto było przejść przez wszystkie zakręty, by tego wszystkiego doświadczyć. Po prostu warto było być razem. I tego już nikt nam nigdy nie zabierze.







