Wiktor i Zofia spotykali się od pięciu lat. Mężczyzna od samego początku nie chciał ślubu, ale przyznał, że był w stanie na to przystać, jeśli kobieta zaszłaby w ciążę. Miał prawie czterdzieści lat, dobrą pozycję, przyzwoite dochody i odziedziczył nieruchomość, więc dziecku niczego by nie brakowało.
Kiedy Zofia dowiedziała się, że jest w ciąży, była wniebowzięta. Wręcz marzyła o ślubie z Wiktorem. Mężczyzna również był szczęśliwy, kiedy się o tym dowiedział i miał nadzieję, że będzie to chłopiec, a nie dziewczynka. Jego modlitwy zostały wysłuchane i kilka miesięcy później urodził im się syn. Zosia musiała rzucić pracę, jej dziadkowie byli już starzy i nie byliby w stanie zająć się dzieckiem. Wiktor zajmował się pracą.
Nie miał nic przeciwko temu, by żona opiekowała się dzieckiem. Był przeciwny zostawianiu syna z opiekunką nawet na godzinę. Ale była jedna rzecz, która denerwowała Wiktora. Zofia miała zwyczaj wydawania pieniędzy bez liczenia ich. Po narodzinach dziecka nadal postępowała w ten sam sposób, jakby nie zdawała sobie sprawy, że jej mąż sam utrzymywał rodzinę i musieli być trochę bardziej oszczędni.
W rzeczywistości Zofia oszczędzała na sobie i kupowała Antkowi to, co najlepsze. Markowe ubrania, skórzane buty, butelki, drogie zabawki. Wiktor nie rozumiał, dlaczego musiała kupować tak drogie rzeczy dla syna, gdy był on jeszcze w wieku, w którym bardzo szybko ze wszystkiego. Z czasem mężczyzna miał dość zachowania żony, jego pensja szybko się rozchodziła. Co więcej, Zofia również nie zwracała na niego uwagi. Miał wrażenie, że kobieta potrzebowała tylko jego pieniędzy.
W końcu sytuacja była na tyle poważna, że złożył wniosek o rozwód. Zofia nie była tym zaskoczona. Wróciła do rodziców, wysłała dziecko do przedszkola i znalazła pracę, a mężczyzna płacił alimenty. Jakiś czas później Wiktor chciał spotkać się ze swoim synem. Poszedł z nim na spacer i był wściekły, kiedy chłopiec uważał go za swojego wujka, a nie ojca.
Oskarżył kobietę, że nastawiała dziecko przeciwko niemu i wydawała pieniądze na siebie, a nie na syna. Chwaliła się nowymi paznokciami, a Antek chodził w starym, zniszczonym swetrze. Zagroził, że napisze do sądu, aby sprawdzić Zofię i pozbawić ją praw rodzicielskich. Zamierzał wysłać więcej alimentów i był ciekawy, czy pieniądze wystarczą na dziecko.
Zofia udowodniła, że dobrze zajmuje się synem. To, że nie miał najdroższych ubrań, tylko takie, które dostała po dzieciach znajomych, nie był powodem do ograniczania jej władzy rodzicielskiej. Dziecko było kochane i szczęśliwe. A ojciec musiał sam walczyć o to, by jego syn go pamiętał i miał z nim więź.







