Chciałam tylko schować coś w szafie, a odkryłam listy do mojego męża. Gdy je przeczytałam, zaniemówiłam.
Mój mąż pracuje w wojsku i w związku z pracą często zmieniamy miejsce zamieszkania. Moja teściowa odwiedza nas dość często i zawsze mieliśmy z nią dobry kontakt. Ale jak się okazało, tylko tak mi się wydawało.
Podczas wizyt teściowa zawsze pomagała mi w gotowaniu i sprzątaniu. Przygotowywała różne potrawy, nie pozwalała na pomoc. Wszystko robiła sama. Któregoś dnia zauważyłam, że zmywała po mnie talerze, które ja już umyłam. Wydało mi się to dziwne, a ona odpowiedziała, że zmywa kurz, który opadł na talerze z otwartych okien.
Szczerze mówiąc, jej władczość mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, odpoczywałam i spędzałam czas z nowo narodzonym dzieckiem.
Kiedy dziecko podrosło, postanowiłam ukryć małą wannę w spiżarni, gdzie trzymaliśmy zimowe buty i najróżniejsze rzeczy. I tak wraz z nadejściem jesieni postanowiłam sprawdzić stan naszych butów zimowych. Nagle zauważyłam jakieś nieznane listy, ze znajomym pismem mojej teściowej.
Zdziwiłam się. Po co pisać listy na nasz adres domowy, a nie na adres służbowy? Po zapoznaniu się z treścią tych listów nie miałam już żadnych pytań w tej kwestii.
W pierwszym liście teściowa napisała, że jest jej przykro, że jej ukochany syn wybrał dziewczynę z tak krzywymi nogami i okropną sylwetką. Następnie opisała wstręt, jaki odczuwa, gdy dotykam talerzy w jej domu lub jedzenia. Delikatnie mówiąc, byłam zszokowana tym, jak obłudna jest moja teściowa i jak bardzo nie przypadłam jej do gustu.
Jednak najbardziej zdziwiło mnie zachowanie mojego męża.
– Po co ukrywać przede mną to, co się dzieje? Po co trzymać te listy i nie wyrzucać ich? Jak odpowiadał na listy na mój temat, skoro co wieczór przysięga mi miłość?
Mimo że te pytania bardzo mnie dręczyły, nie wywołałam skandalu. Wolę udawać, że nie wiem, co tak naprawdę myśli o mnie teściowa. Boję się tylko, że uda jej się tak mnie obrzydzić mężowi, że doprowadzi do naszego rozwodu.







