Wolne szczęście
Darek, poczekaj! No, zatrzymaj się
Darek zwolnił krok, obejrzał się przez ramię.
Za nim ścieżką prowadzącą do ceglanego, dwupiętrowego domku szybkim krokiem podążała Lida, szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, spódniczce, białym krótkim futerku i z chustką zawiązaną na głowie. Spod wełnianej chusteczki wybijały się ciemnokasztanowe loczki. Ten kolor bardzo pasował do Lidkowych oczu zielono-piwne, błyszczące, jakby zaraz miała się rozpłakać. To czyniło ją kruchą, drżącą i wrażliwą, aż chciało się ją zawsze chronić.
Dziewczyna co chwilę się ślizgała, podskakiwała, ale nie zwalniała.
Lidka, nie biegaj! Jest ślisko! zawołał ostrzegawczo Darek. Choć w sumie Pasuje ci ten pośpiech. Policzki ci się zarumieniły! Pięknie wyglądasz! Dawno taka nie byłaś. Zdrowiejesz!
Lidka uśmiechnęła się, podeszła bardzo blisko, Darek wyciągnął do niej rękę, ona natychmiast ją chwyciła i puszczając oczko drgnęła do niego.
O co ci właściwie chodziło? Rozglądając się na boki, zapytał Darek i szybko cmoknął ją w policzek. Twoja mama zabroniła mi się z tobą zadawać, groziła mi klapsem dodał z udawanym żalem, westchnąwszy głęboko.
Lidka posmutniała, spuściła wzrok i zaczęła miętoszyć pasek od tornistra. Po chwili jednak jej twarz rozjaśnił uśmiech.
Darek, oni tylko tak gadają, żeby postraszyć! Nic ci nie zrobią! Pójdziesz dziś ze mną do kina, co? szepnęła. Już kupiłam nam bilety. Popatrz!
Dziewczyna zdjęła rękawiczkę, otworzyła dłoń. W środku ściskała dwa bilety.
Darek ujął jej rękę, poczuł, że gorąca, pogładził smukłe palce takie pianistki, piękne.
Do kina? No Nie wiem Mam dzisiaj trochę spraw zawahał się, marszcząc brwi. Lidka zabrała rękę i znowu schowała w rękawicę. Ale skoro ty zapraszasz, to chodźmy zgodził się w końcu i zapytał z przekąsem:
Co to za film? Znowu romansidło?
Nie, wojenny. Romek był, mówił, że fajny! pokręciła głową Lida. Sama się boję, koleżanki nie chcą iść.
Romek? On to zawsze nabajdurzy A idź z nim, przecież się z nim lubisz! rzucił Darek z dumą, prostując się. Skoro go słuchasz
Roman Zawadzki był klasowym kolegą Lidki, mądrym, zawsze głodnym wiedzy. Piłka nożna go nie interesowała, woli naukę, olimpiady, konkursy, no i kręcił się wokół Lidki. Darka to irytowało, choć nie widział w Romku konkurencji zbyt był miękki, za bardzo spolegliwy. Lidka Pawłowska ceniła żywych, ciekawych chłopaków, takich jak Darek.
Tyle tylko, że do Pawłowskich Darek miał teraz zamkniętą drogę, a Roman odwrotnie był mile widziany. Matka Lidki, pani Helena, wręcz wyściełała mu ścieżki czerwonym dywanem zawsze zapraszała, uśmiechała się
Ja nikogo nie słucham! oburzyła się Lidka. To ciebie zapraszam, nie innych! No, idziesz ze mną czy nie?
Zdenerwowana, zmrużyła oczy.
Darek aż się rozczulił, pokiwał głową.
No dobra. Chodźmy. Ty się boisz mruknął. Ale ja? No jasne, zabić mnie łatwo! I będę nocą wrzeszczał, a babcia Stasia się wszystkiego przestraszy!
Darek puścił do niej oko, dziewczyna roześmiała się, machnęła ręką:
Ty się niczego nie boisz! Nic a nic! Dobrze, spotkamy się przed kinem o za dziesięć siódma. A ja muszę już iść. Mama każe szatkować kapustę, cała kuchnia w miskach. To leć!
Lidka ostrożnie zawróciła i pomaszerowała do domu.
Mieszkała z rodzicami dwa domy dalej od Darka, dorastali razem, razem ganiali za wróblami, wspinali się na czereśnie, choć matka zabraniała, by zrywać czarne owoce, które tak fajnie ściągały buzię, a potem wypluwali pestki na odległość. Chodziła z Darkiem do szkoły; on był o dwa lata starszy. Dziewczyny jej zazdrościły, że taki fajny chłopak ją hołubi, a ona nie rozumiała, czemu to takie wyjątkowe przecież Darek po prostu od zawsze z nią był. Tak jakby stał się niezbędny.
Dwa lata temu, w zimie, ślizgając się na nartach, Lidka nagle poczuła się źle, zawroty głowy, mroczki w oczach. Upadła, złamała nogę. Leżąc w śniegu i sycząc z bólu, słyszała, jak w jej skroniach dudni młot, a po plecach spływa pot. Bolało wszędzie i noga, i klatka piersiowa, jakby ktoś sznurkiem ją ścisnął. Lidka od zawsze bała się bólu, nawet drzazgę matka wyciągała jej z wielkimi namowami. A tu cała noga
Obok był Darek. Zawsze był blisko, jakoś tak się składało. Jego matce, babci Stasi, wydawało się zawsze, że jeśli Lidka płacze, to cała wieś słyszy jej wycie. W dzieciństwie płakała doniośle Z czasem jej głos złagodniał, zmiękł.
Gdy Darek wnosił Lidkę do domu, jej noga coraz bardziej puchła, ciasno już było w bucie musieli go rozciąć. Dziewczyna ściskała mu ramię tak mocno, że zostały ślady paznokci. Ale on znosił wszystko cierpliwie, ani słowem nie narzekając ważniejsza była ona.
Przyjechała karetka, zawiozła Lidkę do szpitala. Okazało się potem, że noga to drobiazg, gorzej z sercem na karcie wypisali całą litanię skomplikowanych łacińskich nazw chorób. Trzymali ją długo w szpitalu, aż wreszcie wypisali do domu.
Już śniegi topniały, a Lidka dopiero dochodziła do siebie.
Noga długo się zrastała, bolała, swędziała pod gipsem. Dziewczyna denerwowała się, kłóciła z mamą o byle co, wszystko jednak zmieniało się, kiedy przychodził Darek. On zawsze znajdował jakieś zajęcie rozłożył na łóżku wielką mapę świata wyrwaną ze starej encyklopedii geograficznej i pływali papierową łódką po morzach, jeździli drewnianym samochodzikiem po górach Kaukazu, płynęli na kry, a potem popijali herbatę w syberyjskiej chacie; albo przynosił klocki i układali razem budowle. Czasem rysowali gazetki ścienne
Jak ci zdejmą ten gips, to gdzie pojedziemy? pytał Darek. Gdzie najbardziej chcesz?
Lidka wzruszała ramionami.
Do ogrodu chcę, a mama nie pozwala. Mówi, że muszę się oszczędzać, bo jeszcze coś się z sercem stanie. A ja chyba już nawet chodzić nie umiem
Daj spokój! machał ręką Darek z przekonaniem. Tylko nad tym trzeba popracować. Mam dziadka Michała, mieszka w wiosce Leśniaki, wrócił z wojny ledwo żywy, w nogach coś zablokowało, chodził krzywo, ciężko. Trafił się tam profesor z Warszawy, specjalista, no i zaczął dziadka ćwiczyć, wyginać, kręcić. I co? Dziadek stanął na nogi, przestał się kołysać. Nauka, Lidka, cały czas idzie naprzód! Dla ciebie też coś się znajdzie! Nie martw się, ślimaku! Ruszaj się!
Prowokował dziewczynę, zabierał jej ulubioną lalkę, a Lidka, postukując kulami, goniła, marudząc, żeby oddał.
Lidka, w twoim wieku to już nie zabawy! stroił się Darek. Stara babcia z ciebie, narzekasz, że już ledwo zipiesz, jak pani Władka z mięsnego. Przyjdę do niej ona tylko opowiada, jak ją choróbska gnębią Głowa do góry! Jeszcze potańczymy!
Lidka! Kładź się natychmiast! Darek, na miłość Boską, co ty wyprawiasz?! wpadała do pokoju pani Helena. Wiesz, że ona nie może się denerwować! Wychodź, powiedziałam!
Ciociu Heleno! Darek odpędzał się od kobiety, która go pchała do drzwi. Ona całą suchar się u was zrobi! Przecież nie można zamykać jej na łóżku tylko dlatego, że coś tam jej znaleźli! Nie każcie jej leżeć. Ma żyć, jak inni, szczęśliwie i wesoło!
To już nie ty zdecydujesz. Idź już, Darku. A jak żyć ma Lidia i my z nią sami rozstrzygniemy. Ty za lekkomyślny jesteś, nie patrzysz na skutki. Idź, dziś Roman przyjdzie, pomoże Lidce odrobić lekcje. Już dużo przegapiła przez ciebie
Roman? Ten książkowy mol? A mogę posiedzieć? Posłuchać? nadął się Darek, ale dostał wtedy w ramię pięścią.
Na ganku, zamykając drzwi do sieni, pani Helena chwyciła Darka za kołnierz kurtki i przycisnęła do ściany, aż zabrakło mu tchu.
Wiesz co, chłopaku! Lepiej nie wtrącaj się z tymi swoim dobrymi radami, domorosły doktorze! Lidia ma ciężką chorobę, nie wolno jej nic! Nawet dzieci nie może mieć, bo porodów nie przeżyje. Tak mówią lekarze. Ja chcę żyć z córką, rozumiesz?! I wynoś się. Tylko nie waż się jej o tym powiedzieć! Ona marzy o rodzinie, pełnym domu dzieci A teraz Teraz
Pani Helena skrzywiła się, zapłakała, potem odsunęła się i wskazała bramkę.
Dopiero dochodząc do swojego domu Darek zrozumiał, o czym mówiła sąsiadka. Lidka inwalidka Prawdziwa inwalidka, skoro tak z sercem kiepsko
Umrze przemknęło mu przez głowę, zapaliło się czerwone światło gdzieś w środku. A co, jeśli umrze dziś w nocy?!
Babcia Stasia, stojąc na ganku, zdziwiona patrzyła, jak wnuk zdejmuje kurtkę, koszulę, chwyta metalowy kubek z zimną wodą i polewa sobie plecy.
Darku! Oszalałeś? Przeziębisz się! krzyknęła i pobiegła po ręcznik.
Darek odetchnął, potrząsnął głową myśli uspokoiły się nieco.
To niemożliwe! Ona musi jeszcze tyle żyć! I będzie szczęśliwa! Obiecuję! tupnął nogą.
Babcia Stasia słuchała przez chwilę, ale nie mogła zrozumieć, o czym chłopak tam mruczy
Darku, czemu hałasujesz? Przeszkadzasz spać. Idź do siebie, pewnie się napracowałeś dziś i późno już! ziewnęła w końcu.
Już, przepraszam, że cię zaniepokoiłem. Napiję się herbaty i idę spać. Śpij, babciu! Śpij!
Zostali wtedy tylko we dwoje. O rodzicach Darek wiedział mało podobno zginęli gdzieś albo odeszli. Babcia Stasia plątała się w szczegółach, nie chciała mówić, że matka go zostawiła, a o ojcu nikt nie wiedział nic
Lizę co pewien czas wożono po lekarzach. Pani Helena obdarowywała ich domowymi przysmakami z ogródka, byle tylko powiedzieli, że można Lidkę wyleczyć. Ale cud się nie wydarzył.
Tego jeszcze nie umiemy leczyć rozkładał ręce doktor. Może kiedyś, nauka szybko idzie do przodu, a tymczasem pełny spokój. Żadnych emocji. No i nie płaczcie, kobieto! Mnóstwo ludzi żyje z tym samym!
Tak, tak Oczywiście Spokój kiwała głową pani Helena. Roman, przyjaciel Lidki, bardzo się zna na tym wszystkim, też mówił, że trzeba uważać. Już nauczył Lidkę dużo czytać, dba o jej ruch
Mamo! zawstydziła się jej córka. Takie rzeczy przy obcych
No co? roześmiał się doktor. Mądrze robicie! Roman jest w porządku, doceniaj go! To materiał na dobrego męża! Słowem, do widzenia. Za trzy miesiące kontrola.
Lekarz jeszcze przez chwilę patrzył za odchodzącymi, potem zadzwonił do żony, żeby upiekła na kolację naleśniki. Zachciał mu się czegoś swojskiego, tłustego i słodkiego…
Tak to żyła Lidka, bała się zrobić zbyt duży krok, a mama śledziła, by się nie przeziębiła, nie spociła, nie biegała, nie skakała
W kinie było duszno, pachniało papierosami. Lida, trzymając się kurczowo ręki Darka, oglądała film, a potem wtuliła się w jego ramię, cicho łkając.
Lida, nie płacz. Wszystko się poukłada! Lidko! szeptał chłopak, głaszcząc dziewczynę po głowie.
Z każdej strony uciszano ich, kazano być cicho.
Darku, źle się czuję. Wyjdźmy, proszę poprosiła Lidka.
Dobrze, wychodzimy!
Dwie ciemne sylwetki zasłoniły ekran, prześlizgnęły się do wyjścia. Na sekundę sala rozjaśniła się światłem z korytarza, po czym znowu zapanowała ciemność.
Lidka i Darek stali w hallu, mrużąc oczy od światła.
Usiądź, przyniosę ci wodę! rzucił chłopak poważnym tonem.
Bileterka, stojąc z boku, pokręciła głową z dezaprobatą.
Taka młoda syknęła pod nosem. Jesteście po ślubie chociaż? Co to się w tej Polsce wyprawia!
Uznała, że Lida jest w ciąży i dlatego zemdlała.
Jeszcze nie jesteśmy po ślubie. Ale to już niedługo! niespodziewanie pojawił się przy dziewczynie Darek.
Co? zdziwiła się Lida. W środku aż zawirowało, oddech przyspieszył. To żart, prawda?
Chwyciła jego rękę, odwróciła go do siebie.
Z takimi rzeczami się nie żartuje poważnie odpowiedział Darek. Chciałem ci to powiedzieć później, ale skoro już tak wyszło Idę do wojska. Jak wrócę, weźmiemy ślub. Obiecałem ci, że zobaczysz cały świat? No może nie od razu i nie cały, ale pingwiny na pewno. Obiecałem?
Kiwnęła głową.
To dotrzymam słowa. A co tam, kto co gada! Najważniejsze, żeby bardzo chcieć, a reszta się znajdzie. Poszukamy świetnych lekarzy, lepszych niż wszyscy. I wtedy urodzisz nam dzieciaka! mówił z pasją. Tak bardzo chciał ją pocałować od razu, tu, w jasno oświetlonym korytarzu z czerwonymi kotarami, ale bileterka patrzyła podejrzliwie.
Wypij wodę i wyjdziemy na dwór! zarządził, pociągnął ją za sobą, ale ona delikatnie wyswobodziła rękę.
Nie wolno mi mieć dzieci? spytała, patrząc mu w oczy. Zupełnie nie wolno?
Darkowi zrobiło się nieswojo. Pani Helena prosiła, by córce nie mówił, ale wygadał się
No Co teraz o tym gadać? Zobaczymy. Trzeba się po prostu pilnować. Chodź, przejdziemy się.
Lidka słuchała, pokiwała głową, pozwoliła ubrać się w płaszcz i wyprowadzić na dwór. Odwróciła się jednak, zagryzła wargę. Czuła się jak ktoś niedoskonały, niedokobieta Taka, która nie spełni się jako żona i matka. Jak żyć dalej?
Potem Darek znalazł sposób, by jej poprawić humor. Zaprowadził ją do Kostka Borkowskiego. Tam pozwolono im się przejechać motocyklem. Na Lidkę założono kask, posadzono ją przed Darkiem i kazano nie szaleć.
Motocykl jechał równo, Lidka czuła, jak chłopak ostrożnie obejmuje ją w talii, jego dłoń podąża za linią jej ciała. Zrobiło się ciepło, aż zakręciło się w głowie. Zniknęły słowa o dzieciach, groźne obrazy z filmu, został tylko ten kawałek drogi, Darek i szum silnika
Nocą do Lidki znów wezwano lekarza, zrobił zastrzyk.
Nie dbacie o dziecko. Egzamin pewnie wkrótce! A ona już cała w stresie!
Lidka tłumaczyła, że tylko film przerażający oglądała, że jej przejdzie
Znowu z Darkiem byłaś? surowo spytała mama, gdy lekarz odjechał.
Tak. Darek zawsze mówi prawdę. O wszystkim! Nawet o tym, że nie powinnam mieć dzieci
Lidka znowu się popłakała.
To mu ja zaraz w skórę dam! zacisnął pięści ojciec, pan Stanisław.
Nie waż się, tato! Zostaw go! On jest najlepszy! Romek mu nie dorasta do pięt!
Spać! ryknął ojciec, zgasił światło, pchnął żonę do sypialni. Darkowi wezwanie przyszło, wkrótce będzie tu spokój
Pani Helena nie wpuszczała więcej Darka do domu, o wszystko go obwiniała, nie chciała rozmawiać.
A ja i tak będę z nią. I będzie szczęśliwa! Wyleczę ją, rozumiecie?! Czemu ją trzymacie pod kloszem? Zaschnie na wiór, jeśli nie pozwolicie jej być młodą! Przed wyjazdem do jednostki Darek przyszedł pożegnać się z Lidką, ale matka go nie wpuściła, kazała odejść. Darek prawie rzucił się do okna, byle tylko zobaczyć dziewczynę. Wpuśćcie, bo wskoczę przez okno!
Na ganku stanął ojciec. W ręku Darek zobaczył dubeltówkę.
Będzie pan strzelał, panie Stasiu? No to proszę bardzo. Jeden chłopak więcej czy mniej Nikomu nie zależy, tylko babci Stasi. Znaczy, nie muszę żyć. Lidce powiecie, że wyjechałem. Nie zmąci jej to snu, co?
Darek odważnie podszedł bliżej, wyprostował się. Lufa wymierzona w pierś.
Ojciec popatrzył długo, po czym opuścił broń.
Głupi jesteś, Darek. Może w wojsku zmądrzejesz. Idź już. Lidka śpi, nie dam jej budzić. Dla babci swojej, idź.
Rodzice zgodnie uznali, że całe nieszczęście zaczęło się przez Darka. On namówił Lidkę na narty, on ją popchnął, on we wszystkim winny! Niech więc zniknie z ich życia
Nie martw się, Heleno. Może spodoba mu się w wojsku, zostanie tam. Lidkę zapomni Zobacz, czy Lidka nie słyszała?
Pani Helena weszła cicho do pokoju. Nie widziała, jak Lidka, zeskakując z łóżka i stając bosymi stopami na podłodze, patrzy za okno, na plecy Darka.
Odwróć się! Odwróć się! krzyczała w myślach.
I odwrócił się, udając poprawianie czapki, a naprawdę pomachał jej, swojej Lidce, ledwo, ledwo zauważalnie. Zrozumiała
Darek wrócił dopiero po czterech latach. Lidka nie wiedziała, rodzice jej nie powiedzieli, ale wysłano go na misję wojskową poza krajem, potem zaginął bez wieści. Babcia Stasia zmarła, nie doczekawszy wnuka. Lidki na pogrzeb nie pozwolono zabrać, kazano tylko się uczyć.
Listy, które pisała, znikały gdzieś bez śladu.
Nie odpisuje ci? pytała współczująco Anna, listonoszka, gdy Lidka przychodziła na pocztę. No to pewnie ma mnóstwo na głowie. A może już nie chce To młodość! Oho, Romek idzie! Przystojny, wygląda jak profesor! Idź, bo wygląda jakby ciebie szukał!
Wrócił jesienią. Czarny, pusty, bez światła dom przywitał go ciszą i zapachem wilgoci. Przeciekł dach, deszcze zalały drugie piętro, po ścianach spływały rdzawymi plamami zacieki. Na kanapie leżał szal babci Stasi, którym przewiązywała sobie lędźwie. W rogu na stole, przy jej łóżku, stały ikony z ledwo widocznymi, startymi wizerunkami świętych.
Darek usiadł przy stole, zamknął oczy. Wydawało się, że wszystko takie samo, ale jednak inne. Może to on, Darek, się zmienił
Całą noc wił się i rano ubrał się, ruszył do domu Lidki. Na podwórzu rozwieszała pranie pani Helena.
Pani Heleno! zawołał, strzepując papierosa. Nic się pani nie zmieniła!
Darekowi wydawało się, że minęły dziesięciolecia od jego wyjazdu.
Co? Kto tam? niedowidząc, mrużyła oczy kobieta.
To ja, Darek. Mogę wejść?
Nie czekając na pozwolenie, otworzył furtkę i wszedł, patrząc cały czas na okno pokoju Lidki. Ale zasłony były zaciągnięte, kwiaty z parapetu zniknęły.
Wyjechała, Darku. A ty Żyjesz? poprawiła chustkę pani Helena, mówiąc jakby z obojętnością, jakby z żalem. Wróciłeś. Dobrze Czasy teraz ciężkie No
Gdzie wyjechała? Darek rzucił jej poważne spojrzenie, sięgnął po kolejnego papierosa, ale odłożył.
Do Wrocławia. Romek dostał się na studia i pojechali tam razem.
A co w tym Romek?
Jak to co?! Mąż i żona. Lidka nie chciała tu zostać, powiedziano jej, że zginąłeś. I wyjechała. Romek miał tam rodzinę. Pisała niedawno, że się urządzili, że poszła na studia. Dzięki Romkowi wszystko ogarnęła, gdy ciebie nie było. Po pogrzebie babci Stasi bardzo przygasła, znowu lekarz do niej przyjeżdżał Ale Romek był, pomógł Wiesz, Darku pani Helena podeszła, pogładziła go po ramieniu. Bardzo się postarzała, Darek zauważył jak jej twarz zmieniła się, skurczyła. Wiesz, nie szukaj ich. Daj im być szczęśliwymi
Spojrzała na niego błagalnie, wzruszając ramionami.
Lidka nigdy nie kochała tego kujonka! uśmiechnął się gorzko Darek, splunął.
Kiedyś tak było. Potem, gdy ciebie zabrakło, zrozumiała, co dla niej dobre. Z nim jest już spokojna, obdarzył ją opieką. Proszę cię, nie pojawiaj się w jej życiu.
Darek nie odpowiedział, tylko odwrócił się i poszedł. Pani Helena westchnęła ciężko i poszła do domu. Jej mąż siedział przy stole, czytając. Nawet jego nauczył Roman czytać
Darek, pomarudziwszy jeszcze dzień w pustej chacie, zabrał trochę rzeczy do plecaka, zabił okna deskami, zamknął furtkę na kłódkę. Potem, rozglądając się ponuro, poszedł na cmentarz. Postał nad grobem babci Stasi, słuchał jak śpiewa ptak gdzieś w krzakach. Zdjął krzyżyk z szyi i położył na mogile.
Wybacz babciu Stasiu
I wyjechał
Darek stał się twardszy, nie znał słowa nie, nie godził się z tym co mu nie odpowiadało, czasem wręcz szukał konfliktów, prowadził ludzi i hojnie wynagradzał. Zajmował się interesami, nie zawsze uczciwymi, obracał pieniędzmi, nie zawsze czystymi. Szukał.
Nie, znalezienie Lidki to byłoby pięć minut. Wrocław, uniwersytet, Roman tacy ludzie nie giną, są na czele każdej listy. Nie. Szukał możliwości.
Po mniej więcej ośmiu latach kariery przedsiębiorcy (zaczynał od części do maszyn, potem starocie, później sklepy spożywcze i dostawy surowców) związał się z producentami sprzętu medycznego i przez nich trafił do najlepszych lekarzy.
Czemu cię tak sercowe sprawy interesują? zapytał go doktor Romanowski z kliniki w Warszawie. Z tych spraw mamy najlepszych specjalistów. Co się stało?
Nic. Trzeba komuś pomóc, po prostu. Żeby żyła Żeby żyła spokojnie.
A konkretniej? Wiek? Rodzina?
Nie. Znajoma. Dwa lata młodsza ode mnie. Od szesnastu lat z sercem Nie znam dokładnej diagnozy.
Musisz się dowiedzieć, bo tak nie pogadamy. Są wady, których nie ruszamy Są takie, które się leczy, ale Romanowski rzucił kolejny plik dokumentów na stół, przeciągnął się na krześle. Powiedz lepiej, kiedy ten sprzęt do nas dotrze? Umawialiśmy się już miesiąc temu!
Są problemy na cle. Będzie sprzęt. Powiedz lepiej: potrzeba historii choroby? Dostanę. Jeśli przyniosę, powiesz mi jak teraz się to leczy?
Tak. Ale muszę mieć świeże badania, EKG i morfologię, nie sprzed dziesięciu lat, rozumiesz?
Darek skinął głową, wziął aktówkę, wyszedł, zamykając drzwi dokładnie. W korytarzu panowała cisza, tylko czasem ktoś kaszlał lub pielęgniarka przesuwała się w kapciach
Gdzie się wybierasz? Irenka stała w korytarzu, mocniej przewiązując pasek szlafroka. W mieszkaniu było chłodno. Darek wiecznie wietrzył, chciał mieć dużo powietrza. Piąta rano, dokąd idziesz?
Mężczyzna spojrzał przepraszająco.
Przepraszam, nie chciałem cię budzić. Muszę coś załatwić. Maksymalnie dwa-trzy dni. Nie nudź się tu. W sumie nudź się! podszedł, przyciągnął ją do siebie, objął, pocałował gwałtownie. Tylko pamiętaj, nie zapraszaj nikogo do domu! Dobrze?
Irenka podniosła ręce w geście poddania się, posłała mu lekki pocałunek.
Tak jest, mój panie. Może choć zjesz śniadanie?
Nie mam czasu. Przepraszam.
Mężczyzna cicho zamknął drzwi. Irenka słyszała, jak jego buty stukają na schodach
Wiedziała, że jej nie kocha. Nigdy nie udawał, nigdy nie mówił nic o miłości. Jednak Było im dobrze razem. Był przy niej mężczyzna zaradny i przystojny, ona była dla niego bezpiecznym portem. Co więcej potrzeba, skoro świat jest skomplikowany i nic tu nie jest czarno-białe?
Panie Dariuszu, bardzo dziękujemy za propozycję, sprzęt jest nam potrzebny, jak zawsze, ale kwestia historii chorób pacjentów to już zupełnie inna sprawa! W restauracji naprzeciw Darka siedział drobny, suchy człowieczek. Jego chude ręce dygotały, skórę na kostkach miał napiętą, ciągle obgryzał paznokcie, ale zaraz potem starał się panować nad sobą. Chce pan sprawdzać, tak? Z jakich pan służb? Wykluczone! Nie ujawniam nic! Ewa Pawłowska Ewa Nie kojarzę. Jeśli chodzi o zaopatrzenie, to do kierownika, to do administracji
Mężczyzna wyraźnie się denerwował, czoło miał mokre od potu.
Uspokój się, panie Jurku! Darek się uśmiechnął. Ja z nikąd, sam dla siebie. Ile pan chcesz za informacje? Nie żałuj sobie, ja nie będę się targował. Lida to znajoma z dzieciństwa, a ona ciężko chora, a mąż zamknął ją w domu, podaje leki, zabrania wszystkiego. Pracować pozwala, no bo jak żona naczelnika nie ma siedzieć w domu Ale urlop spędza w czterech ścianach, do teatru czy kina nie wolno, bo to emocje. Radość niewskazana. No to jak ma żyć? Jak, doktorze? Specjalnie przyjechałem do tego miasta, znalazłem ją, jest cieniem, a on, mąż, wykorzystuje jej chorobę. Dzięki niej dostał mieszkanie, samochód. I on z tego korzysta, ona jeździ autobusami. On dostaje wczasy nad morzem, jeździ ona zostaje, bo nie może podróżować. Ich syn też już nauką zamęczony, wygląda jak kret spod ziemi. Za to Romek zdrów, opalony, dobrze się ma. Na koszt Lidki. On dostaje specjalną przydziałową żywność, którą sam zjada. Mleko, kawę wszystko on lubi, ona o nic nie prosi.
Darek mówił powoli, rozciągając słowa, choć miał ochotę krzyczeć, tłuc pięścią w stół. Ale to restauracja tu nie wypada
Jest pan straszny, panie Dariuszu! Straszny! szepnął Jurek, kuląc się, po chwili podnosząc kościsty palec i grożąc nim w powietrzu. Pan się wtrąca w cudze życie! Chce pan zburzyć ich świat, który panu nie należy! To okropne, to przestępstwo!
Przestępstwo to ożenić się z chorą po to, by się na niej dorobić! warknął Darek. Ludzie zaczęli się oglądać. Mam gdzieś jego świat, rozumiesz?! Szkoda mi Lidki, jej syna też! Więc tak: daj mi do przejrzenia tę kartę albo co tam macie, a dasz mi spokój. Za sprzęt się nie martw! Zapłacę. Ty lubisz pieniądze, ja mam. Tylko umowa ratujesz kogoś i siebie też. Twój syn idzie na studia, możesz mu pomóc Wyjdźmy, pogadamy na dworze.
Wyszli. Sine, wilgotne powietrze targało czapki i szaliki.
Jurek zapalił papierosa, szedł zamyślony przy witrynach.
Ile? zapytał wreszcie.
Darek powiedział kwotę. Jurek kiwnął, wyciągnął papiery z teczki. Miał je przy sobie, tylko grał, żeby się potargować, Darek o tym wiedział, więc się uśmiechnął i rzucił kopertę do jego torby.
Dzięki. Teczki już zawiozłem do waszego działu, pierwszy sprzęt będzie za tydzień.
Darek poklepał Jerzego po plecach i odszedł
Lidia Pawłowska szła powoli ulicą boczną. O niczym właśnie nie myślała, po prostu szła i patrzyła wokół siebie. Jutro znowu poliklinika Romek zapisał ją, ale na taką godzinę, że musiała się zwolnić z pracy. Wieczorem wywiadówka u syna, Romek nie przyjdzie Za tydzień mają odwiedzić ich jego rodzice, trzeba przygotować pokój Sporo roboty. Ale na razie chciała tylko iść i oddychać. Dobrze jej z tymi zwykłymi chwilami.
Przejechał obok motocykl, na którym dziewczyna ściskała chłopaka wokół pasa. Lida uśmiechnęła się i przypomniała sobie, jak sama z Darkiem jeździła, jak woda chlapie spod kół, jak mijały się domki sąsiadów.
Lida! usłyszała nagle znajomy głos, aż stanęła. Lida, cześć!
Obejrzała się. Darek
Musimy porozmawiać. To ważne i pilne! pociągnął ją na bok, do ławeczki. Usiądźmy, pogadajmy.
Darek Darku Danku! szeptała i głaskała go po ramieniu, piersi, twarzy. A babcia Stasia nie wierzyła
Lida zapłakała. Darek ujął ją mocno, z czułością. Był niezawodny, dobry, ona teraz to wiedziała.
Gdzie się skryć? Może do kawiarni? zapytał na końcu.
Po co? Chodźmy do mnie. Romek i Waldek są już w domu. Waldek to nasz syn, poznasz go odezwała się.
Nie mogę u ciebie. To ważna rozmowa, tylko dla ciebie.
No No dobrze. Tu niedaleko jest bar, chodźmy
Usiedli, Darek główkował długo, w końcu zaczął mówić:
Lida, musisz ze mną pojechać. Trzeba zorganizować dokumenty, pozwolenia.
Po co? spytała oszołomiona.
Znalazłem, właściwie mój przyjaciel, znakomity lekarz, Romanowski, znalazł specjalistę, który się tym zajmuje. Trzeba zrobić operację, poczujesz się lepiej! A Romek przestanie cię kontrolować, męczyć badaniami
On nie męczy. Po prostu się o mnie bardzo martwi pokręciła głową Lida. Niepotrzebnie tak myślisz
Nie myślę. Wiem. I o tym, że na twoim aucie jeździ, wszystko wiem. Lidka, niech go diabli! Wszystko opłaciłem, pojedźmy. To super specjaliści, polscy i zagraniczni współpracują. Romanowski
Zaczekaj, Darku. Najpierw powiedz, co u ciebie? Żonaty jesteś? Czym się zajmujesz? zapytała Lida. Wiesz, zmieniłeś się, nie poznałabym cię od razu Ale tak ci nawet lepiej…
Jak? zapytał chrapliwie Darek.
No, taki tajemniczy, nieprzystępny. Trochę groźny. Tylko nie jesteś bandytą? zapytała cicho.
Wszystko było. Zaczynałem na dnie, nie ukrywam. Drobiazgi przemycałem, dzieliliśmy rejon, potem się wybiliśmy, odkułem się. Dziś jestem dostawcą, to i owo. No i angielskiego się nauczyłem.
Dobre sobie. Waldek też się uczy, Romek mu załatwił korepetytora, dwa razy w tygodniu chodzi. Byłeś u nas? Jak tam nasz dom?
Nie wiem. Nieważne. Lidziu, całość już zapłacona, czekają tylko na ciebie i dokumenty. Weź zwolnienie albo urlop wszystko załatwię.
Darek dziwnie przyspieszył, jakby przeczuwał, że ktoś im zaraz przerwie.
Lida? Waldek czeka na kolację, a ty siedzisz w barze? obok pojawił się Roman. Spóźniłem się w pracy, przechodziłem, widzę was. To Darek? Niemożliwe
Roman zesztywniał, pociągnął żonę za rękę.
Czekaj, Romek. Darek mi coś proponuje, chciałam się dowiedzieć więcej
Lida już czuła, że dojdzie do awantury, blada i niespokojna.
No dobrze, wyjdźmy na świeże powietrze! Lida, musisz! Weź tabletkę pod język! zaaferowany Roman, a Darek, kręcąc głową, ruszył za nimi.
W domu chłodno i pachniało zupą. Waldek, wyjrzał ze swojego pokoju i przyglądał się gościowi.
Darek, podał mu rękę mężczyzna.
Chłopiec ją uścisnął i spojrzał pytająco na ojca.
Waldek, zjedz u siebie, my z panem Darkiem musimy omówić pewne sprawy zarządził Roman.
Lida zaniosła synowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.
No to, co u ciebie słychać? Skąd się wziąłeś? Czym żyjesz? Roman chodził po kuchni, potem usiadł, wystawił nogi, żeby Darekowi nie było wygodnie.
Lida, daj mu kotlet, albo coś. Jesteś żonaty? rzucił, wsuwając szczypior do ust.
Nie. Dla Lidki znalazłem klinikę za granicą. Tam zrobią operację na sercu. To rzadkie jeszcze operacje, ale będą tam też znajomi lekarze, sami najlepsi, trzeba spróbować! Wszystko będzie! I znowu będzie mogła żyć normalnie, kolorowo, jak dawniej! Lida! Czemu się nie odzywasz? w Darkowych oczach zapalił się blask.
Lida, idź podaj Waldkowi herbatę.
Kiedy żona wyszła, Roman kontynuował:
A co by tu miała do powiedzenia? Przyleciałeś nie wiadomo skąd, chcesz ją wywieźć za granicę, nie wiadomo za jakie pieniądze, pod nóż. A co ja i Waldek? Jakby coś nie poszło? Ona tam zostanie, my tu? Dobrze nam, Darek, nie trzeba nas ratować. Sobie pomóż lepiej cicho, groźnie mówił Roman. Nie mieszaj się w nieswoje sprawy. Byłeś z bronią, robiliście biznesy, a my ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Chcesz wywieźć Lidkę? Zmieniałeś jej pieluchę w szpitalu, gdy szaleńczo urodziła Waldka? Opiekowałeś się dzieckiem, kiedy do siebie dochodziła? Nie. Jest moja, w całości. Ja najlepiej wiem, co dla niej najlepsze
Ty Chwalisz się tu, co zrobiłeś? No nieźle Darek poderwał się na równe nogi, zbliżył się do Romana. To nie rzecz! Trzeba jej dać szansę na życie pełną piersią. Dobrze ci jeździć jej samochodem? A lepiej, gdy sama pojedzie. Wstydziłbyś się chować za nią! Pojedzie, stanie się kimś innym, ona
Ja nigdzie nie pojadę, Darku. Tu zostaję. To moje życie. Boję się, że się nie obudzę po operacji, umrę Waldek jest za mały, przeżyje to źle. Żyję dobrze, jest mi dobrze.
Lida objęła Darka, przytuliła twarz do jego pleców.
Napijmy się herbaty, chłopaki. Są ciastka i cukierki! uśmiechnęła się. A potem, Darku, wrócisz do siebie, dobrze?
… Nie napił się herbaty, tylko wstał, chwycił kurtkę i wyszedł. Nawet się nie pożegnał.
Idąc ulicą, potrącając przechodniów, Darek nie mógł pojąć, jak można odrzucić lepsze życie? Przecież wszystko dla niej już zrobił, sprzedał pół swoich interesów A wychodziło, że niepotrzebnie
Ile nachodził się po gabinetach lekarskich, ile się naszukał, dogadywał wszystko na próżno.
Po prostu chciałeś udowodnić Romkowi, że jesteś lepszy, że i tak Lidka będzie twoja. Ale się pomyliłeś. Przegrałeś! przemknęło w głowie, potem zrobiło się ciemno, została tylko gorycz…
…Irenka czekała na niego w domu, nie spała.
Cześć powiedziała cicho, stojąc w przedpokoju, w tym samym bawełnianym szlafroku. Ugotowałam zupę Skosztujesz? Chyba wyszła nieźle
Podbiegła do niego, takiego dużego, zimnego, objęła i przytuliła.
Co jest? zapytał zaskoczony Darek.
Bałam się, że już nie wrócisz. Że z nią zostaniesz
Irenka zaszlochała, przylgnęła jeszcze mocniej.
Malutka, przecież nie zostawię cię. Głupstwa, kochanie! Darek nagle poczuł lekkość, jakby zrzucił z siebie ogromny ciężar. Nie musi już nic, nikomu nic nie jest dłużny, nie musi sobie niczego udowadniać. Po prostu może żyć, pokochać Irkę, wziąć z nią ślub, mieć dzieci I to będzie ich wspólna rodzina, ich życie. A inni? Niech będą szczęśliwi po swojemu.
To naprawdę takie proste pozwolić sobie na szczęście.
Irenka patrzyła, jak Darek ze smakiem je zupę. I uśmiechała się, bo w ich domu też zamieszkała prawdziwa mała rodzina. Była tego pewna.







