Wolność i szczęście – życie na własnych zasadach

Wolne szczęście

Przemek, poczekaj! No weź, zatrzymaj się

Przemek na moment zwolnił kroku i odwrócił się.

Za nim po wąskiej ścieżce, prowadzącej do dwupiętrowego, ceglastego domu, szybko szła Basia szesnastoletnia dziewczyna w wysokich kozakach, krótkiej spódniczce, białym futerku i związanej na głowie chuście. Spod grubej, wełnianej chusty wymykały się ciemne loczki. Idealnie pasowały do jej zielonkawo-piwnych oczu, które błyszczały, jakby zaraz miała się rozpłakać. To sprawiało, że Basia wydawała się trochę bezradna, delikatna chciało się ją chronić za wszelką cenę.

Dziewczyna co chwilę się ślizgała, podskakiwała nerwowo nogą, ale nie zwalniała tempa.

Basia, nie biegnij tak! Ślisko, jeszcze się przewrócisz! zganił ją Przemek. Ale w sumie Dobrze wyglądasz w biegu, policzki ci się chyba dawno tak nie rumieniły. Wyzdrowiałaś w końcu!

Basia uśmiechnęła się i podeszła bliżej. Przemek podał jej rękę, chwyciła ją i mrugnęła do chłopaka.

O co ci chodziło? zapytał Przemek, rozglądając się dookoła, po czym dał jej szybkiego całusa w policzek. Przecież twoja mama zabroniła nam się spotykać, powiedziała, że mi skórę przetrzepie dodał z udawanym żalem.

Basia na chwilę posmutniała, spuściła wzrok i zaczęła gnieść rączkę tornistra. Po chwili znów się uśmiechnęła.

Przestań, mama z tatą tylko straszą! Nic ci nie zrobią. Chodź ze mną dziś do kina, proszę! wyszeptała. Ja już nawet bilety kupiłam, zobacz!

Ściągnęła rękawiczkę i pokazała dwie papierowe wejściówki.

Przemek wziął jej rękę w swoje dłonie, poczuł, że jest gorąca pogładził jej palce, długie i ładne, jak u pianistki.

Kino? W sumie Sam nie wiem Mam trochę spraw na głowie skrzywił się, ale widząc jej minę, dodał: Ale skoro zapraszasz, to pójdziemy. Jaki film chociaż?

Wojenny! Kuba był, mówi, że super ciekawy! Ale sama się boję, koleżanki nie chcą iść szybko odparła Basia.

Kuba? Przestań, on wszystko przesadza. Idź z nim, on zawsze się zgodzi Przemek lekko się nadął. Skoro go słuchasz, to

Kuba Jędrzejczyk był kolegą Basi z klasy. Głowa nie od parady, do nauki pierwszy, zawsze pod ręką, uczestniczył w konkursach. Nie był typem łobuza, nie grał w piłkę, tylko się uczył, działał, zdobywał nagrody no i trochę podkochiwał się w Basi. Przemka to drażniło, ale nie czuł się naprawdę zagrożony, bo Kuba był za łagodny, za mało wyrazisty. Basia ceniła żywiołowych chłopaków, takich jak Przemek.

Niestety, dla Przemka drzwi do domu Basi były już zamknięte, a Kuba był wręcz tam mile widziany. Pani Grażyna, mama Basi, stroiła mu wręcz czerwony dywan i witała z uśmiechem.

Nikogo nie słucham! oburzyła się Basia. Jak cię zapraszam, to znaczy, że innych nie potrzebuję. No to jak? Pójdziesz?

Zaczerwieniła się i przymrużyła oczy.

Przemkowi zrobiło się miło, skinął głową.

Idziemy. Ale wiesz, jak ty się boisz, to co dopiero ja? Dali mi się podpuszczać! zaśmiał się i puścił jej oko.

Oj, ty się niczego nie boisz, Przemek! No dobra, czekam przed kinem o 18:50. Teraz muszę lecieć mama zarządziła szatkowanie kapusty, kuchnia cała w miskach. Do zobaczenia!

Basia ostrożnie obróciła się i pognała do domu.

Mieszkała z rodzicami dwa domy od Przemka. Dorastali razem ganiali za wróblami po krzakach, wspinali się na czarną porzeczkę, mimo zakazów zrywali owoce, żuli je, wypluwali pestki na wyścigi, kto dalej. Wspólnie chodzili do podstawówki, tylko Przemek był starszy o dwa lata. Dziewczyny jej zazdrościły, że taki przystojny chłopak ją wozi prawie na rękach, ale Basia nie rozumiała fenomenu przecież on był od zawsze w jej życiu.

Zimą, gdy miał trzynaście lat, Basia na nartach nagle źle się poczuła, zakręciło jej się w głowie i upadła, łamiąc nogę. Leżąc w śniegu i płacząc z bólu, niemal odcięło jej oddech, spociła się ze strachu i cierpienia. Od dziecka bała się bólu namówić ją na wyjęcie drzazgi było dla mamy poważnym wyzwaniem. A tu cała noga

Przemek pojawił się zaraz obok. Zawsze był w pobliżu. Gdy niósł ją do domu, noga zapuchła tak mocno, że musieli rozciąć but. Basia wczepiła się mu w ramię, zostawiając ślady pazurkami, ale on nie pisnął najważniejsza była ona.

Zawieźli ją do szpitala. Tam lekarze stwierdzili, że z nogą nie jest aż tak źle, ale serce wykazywało poważne wady dostała całą listę diagnoz po łacinie w karcie. Długo musiała leżeć, a potem na powrót do domu czekała, aż zniknie śnieg.

Noga długo się zrastała, bolała, swędziała pod gipsem. Basia była w złym humorze, często płakała i sprzeczała się z mamą o byle co. Ale kiedy przychodził Przemek, od razu wymyślał coś fajnego czasem rozkładał na łóżku, gdzie leżała, mapę świata i przesuwał po niej łódeczkę lub samochodzik, podróżowali razem po dalekich lądach. Kiedy indziej przynosił klocki i budowali albo rysowali ścienne gazetki.

Jak ci zdejmą ten syfiasty gips, pojedziemy gdzieś razem. Dokąd byś chciała? pytał Przemek.

Ja bym wyszła chociaż na podwórko, ale mama nie pozwala, mówi, że trzeba dbać o serce Już chyba zapomniałam, jak się chodzi.

Bzdury! przekonywał ją z zapałem Przemek. Mój dziadek, Władysław z Podlasia, wrócił z wojny ledwo żywy i też chodzenie mu szło jak kaczce. Ale przyjechał do nich profesor, zapowiedział ćwiczenia, wyginał go, aż w końcu dziadek doszedł do siebie. Medycyna cały czas się rozwija, znajdzie się coś dla ciebie! Tylko nie poddawaj się. Ruszaj się, ślimaku, ruszaj!

Przekomarzał się z nią, zabierał lalkę, a Basia stukała kulami i próbowała ją dogonić, marudziła, żeby oddał zabawkę.

Basia, jakie zabawki w twoim wieku? żartował Przemek. Siedzisz i narzekasz jak Pani Zosia z warzywniaka. A ona zawsze mówi, jak jej choroba nie daje spokoju Głowa do góry! Więcej energii!

Basia! Natychmiast się połóż! Przemek, co ty z nią wyczyniasz?! wpadała wtedy do pokoju pani Grażyna. Pisałam, nie wolno jej się denerwować! Wynoś się!

Pani Grażyno! Ona tu z tego łóżka wyschnie jak suchar! Nie można przywiązywać ludzi do łóżka, bo coś tam znaleźli. Przecież ona nie biega w maratonie! Ona musi żyć jak wszyscy, radośnie, prawdziwie.

To nie twoja sprawa, idź do domu. O to, jak żyć Basi i nam sami zdecydujemy. Za lekkomyślny jesteś, nie myślisz o konsekwencjach. Idź, za chwilę przyjdzie Kuba, żeby jej pomóc z lekcjami, dużo już zaległości

Kuba? Ten nerd? No proszę Może sobie posiedzę i popatrzę? szczerze wykrzywił się Przemek, a wtedy Basia szturchnęła go łokciem w ramię.

Na ganku, przy drzwiach do sieni, pani Grażyna chwyciła chłopaka za kołnierz, przycisnęła do ściany, aż odebrało mu dech.

Słuchaj, kochany! Lepiej więcej tu nie właź jako domowy doktor. Basia ma poważną chorobę. Nawet dzieci mieć nie może, bo porodu nie przeżyje, tak mówił lekarz. A ja chcę, żeby była żywa. I nie waż się jej mówić, ona marzy o rodzinie i pełnym domu dzieciaków. Rozumiesz?! Idź.

Dopiero, kiedy był prawie w domu, dotarło do Przemka, co powiedziała sąsiadka. Basia to kaleka Naprawdę. Bez szans

Umrze przemknęło mu przez głowę gorączkowo. A może nawet dzisiaj?!

Babcia Halina, stojąc w korytarzu, patrzyła zdziwiona, jak wnuk zdejmuje kurtkę, zaraz potem koszulę i chluska na siebie kubłem lodowatej wody z beczki.

Przemek! Co robisz, zaziębisz się! krzyknęła i sięgnęła po ręcznik.

Przemek odetchnął, potrząsnął głową. Myśli trochę ostygły.

Nie ma takiej opcji! Ona musi jeszcze długo żyć i szczęśliwie! Ja to sobie obiecuję! stuknął stopą w podłogę.

Babcia Halina nie mogła rozszyfrować jego szeptów

Przemek, co tak hałasujesz? Późno już, odpocznij, może zmęczyłeś się dzisiaj? ziewnęła.

Już idę, babciu. Przepraszam. Napiję się jeszcze herbaty i idę spać. Dobranoc!

Mieszkali razem. Przemek nie znał dobrze losów swoich rodziców babcia opowiadała mętnie, raz, że wyjechali, raz coś o wypadku. Nie chciała mówić, że matka oddała go zaraz po urodzeniu

Basię co jakiś czas zawożono do lekarzy. Grażyna zawsze przynosiła im wiejskie przysmaki, żeby tylko powiedziano, że można córkę wyleczyć. Ale cud się nie zdarzał.

Nie umiemy jeszcze leczyć takich wad rozkładał ręce doktor. Może kiedyś nauka ruszy naprzód. Teraz trzeba spokoju, zero nerwów. Proszę nie płakać! Tak żyje wielu ludzi!

Tak, spokój kiwnęła głową Grażyna. Kuba też twierdzi, że trzeba się oszczędzać. Nauczył Basię dużo czytać, pilnuje jej spacerów.

Mamo! Basia się zaczerwieniła.

Co tam! uśmiechnął się lekarz. Porządny chłopak przy waszej córce, docencie to! To i mąż dobry, i Do zobaczenia za trzy miesiące!

Lekarz rozpiął kołnierzyk i, patrząc, jak wychodzą bramą, zadzwonił do żony i poprosił, żeby na kolację zrobiła racuchy zachciało mu się czegoś tłustego, swojskiego

Tak Basia żyła bała się każdego większego wysiłku, mama pilnowała, żeby nie zmarzła, nie pociła się, nie biegała, nie skakała

W kinie było duszno i pachniało papierosami. Basia kurczowo trzymała Przemka za rękę, podczas seansu cicho szlochała z twarzą schowaną w jego ramię.

Basia, nie płacz! Wszystko będzie dobrze! szeptał Przemek, głaszcząc ją po głowie.

Z każdej strony szeptano, żeby zamilkli.

Przemek, źle się czuję. Możemy wyjść? poprosiła dziewczyna.

Jasne! No chodź!

Czarne sylwetki przesłoniły ekran, przemknęły do wyjścia. Przez sekundę foyer zalał jasny strumień światła, potem znów zapanował półmrok.

Basia i Przemek na chwilę mrużyli oczy od blasku.

Usiądź, przyniosę ci wody! powiedział Przemek.

Bileterka, stojąca nieco z boku, kręciła głową z dezaprobatą.

Taka młoda poszeptała. Chyba dzieci się spodziewa Nie żonaci przecież, dokąd my idziemy

Uznała pewnie, że Basi słabo, bo w ciąży.

Jeszcze nie jesteśmy po ślubie, ale to kwestia czasu! pojawił się z wodą Przemek.

Co? zapytała zaskoczona Basia. Aż wszystko się w niej zatrzęsło i znowu zakręciło jej się w głowie. Mówiłeś poważnie?

Chwyciła go za rękę.

Takich rzeczy nie żartuję! odpowiedział Przemek poważnie. Miałem pogadać później, ale trudno. Basia, idę do wojska. Jak wrócę, pobierzemy się. Obiecałem ci, że zobaczysz kawał świata, pamiętasz? Może nie od razu i nie cały, ale pingwiny na pewno. Obiecałem?

Kiwnęła głową.

No to dotrzymam słowa! I nie ważne, co ktoś powie. Ty musisz tylko bardzo chcieć wyzdrowieć. Ja ci to załatwię. Znajdziemy lekarzy, najlepszych od serca. To da się zrobić. Urodzisz nam dziecko! rozgorączkował się. Tak mu się chciało ją przytulić ale pod czujnym wzrokiem bileterki nie miał odwagi.

Dopij wodę, co? Wyjdziemy na dwór powiedział i pociągnął ją, ale ona wymknęła się z jego uścisku.

Nie mogę mieć dzieci, naprawdę? spojrzała mu głęboko w oczy.

Przemek zawahał się. Mama Basi prosiła, żeby nie wspominać, a on się wygadał

Teraz nie roztrząsajmy Zobaczymy później. Trzeba dbać o siebie. Chodź, przejdziemy się.

Basia słuchała milcząc. Pozwoliła Przemkowi okryć się płaszczem, wyjść na powietrze. Odwróciła się, zacisnęła wargi. Czuła się teraz jak ktoś gorszy, niepełna kobieta Jak można dalej żyć? Jak to wszystko pogodzić?

Przemek wpadł zaraz na pomysł zorganizował przejażdżkę motorem u Kacpra. Ubrali Basię w kask, posadził przed sobą i jechał ostrożnie. Przemowy o dzieciach zniknęły jej z głowy, zapomniała o filmie. Liczyła się tylko droga, Przemek, jego ręce i szum silnika.

Nocą do Basi wezwano lekarza, dostała zastrzyk.

Nie troszczycie się o dziewczynkę! powiedział na odchodne. Matura na karku, a wy same nerwy.

Byłaś z Przemkiem? spytała matka, gdy lekarz pojechał.

Tak. Zawsze mówi mi prawdę, o wszystkim! Nawet, że nie mogę mieć dzieci

Znowu się rozkleiła

Złamię mu kark! mruknął ojciec, zaciskając pięści.

Nie rusz go, tato! On jest najlepszy! Lepiej niż twój Kuba!

Spać! warknął ojciec, zgasił światło i popchnął żonę do sypialni. Przemkowi przyszło wezwanie do wojska, zaraz będzie spokój!..

Pani Grażyna nie wpuszczała już Przemka, we wszystkim widziała jego winę.

I tak będę z nią! I szczęśliwie będziemy, jeszcze ją wyleczę! Co wy z niej zrobiliście więźnia we własnym domu! Przed wyjazdem do służby przyszedł się pożegnać. Grażyna nie chciała go wpuścić. Przemek gotów był wskoczyć przez okno.

Na ganek wyszedł ojciec ze strzelbą w ręku.

Będziecie strzelać, panie Adamie? No już, jeden facet mniej, jeden więcej. Nikt mnie nie potrzebuje oprócz babci Haliny. Więc po co mam żyć? Powiecie Basi, że wyjechałem. Nie będzie się martwić.

Przemek stanął naprzeciw ojca Basi. Lufa dotknęła jego piersi. Grażyna z przerażeniem zakryła usta.

Adam przez chwilę patrzył na upartego chłopaka, potem opuścił broń.

Głupi jesteś, Przemek. Może cię wojsko czegoś nauczy. Idź już. Basia śpi, nie dam jej budzić. Idź dla babci, zrozum?

On i Grażyna bez słów zrzucali winę za wszystko na Przemka. On wyciągnął Basię na feralny spacer, on uczył ją jeździć na nartach, jego wina! Niech zniknie!

Nie martw się, może spodoba mu się w wojsku i tam zostanie. Zapomni o Basi machnął ręką Adam. Sprawdź tylko, czy Basia nie słyszała?

Grażyna na palcach zajrzała do pokoju córki cicho. Nie wiedziała, że Basia patrzy bosymi stopami stojąc przy oknie, zapatrzona na oddalającego się Przemka.

Odwróć się, odwróć szeptała w myślach.

I odwrócił się, niby poprawiając czapkę. Subtelnie zamachał jej, tak, że tylko ona mogła zobaczyć i zrozumiała

Przemek wrócił dopiero po czterech latach. Basia, nie wiedząc, wysłana została z rodziną do Torunia, za Kubą, który dostał się na uniwersytet. Babcia Halina zmarła, Przemek nie zdążył się z nią pożegnać. Listy, które Basia słała na adres jednostki Przemka, gdzieś się rozeszły.

Nie odpisuje ci? pytała listonoszka pani Anna, gdy Basia przychodziła na pocztę. Pewnie ma inne sprawy. Albo nie chce Taka młodość. O, a tam idzie Kuba! Jaki elegancki chyba cię szuka! Idź do niego!..

Przemek wrócił jesienią. Stary, ciemny dom powitał go ciszą i zapachem stęchlizny. Przeciekał dach, ściany pokryły rdzawobrązowe plamy. Na tapczanie leżał jeszcze szal babci Haliny, w rogu poduszka z jej ikonką.

Przemek usiadł przy stole, zamknął oczy. Wszystko jakieś inne, a jednak te same. Albo to on się zmienił

Nie mogąc spać całą noc, ubrał się z rana i poszedł do domu Basi. Pani Grażyna wieszała pranie.

Pani Grażyno! zawołał i rzucił papierosa. Wy się wcale nie zmieniliście!

Miał wrażenie, że minęła cała wieczność.

Kto tam? mrużyła oczy kobieta.

To ja, Przemek. Mogę wejść?

Nie czekając na zaproszenie, przeszedł do ogródka i zerkał na okno Basi. Zasłony były szczelnie zamknięte, z parapetu poznikały kwiaty.

Wyjechała. No i co, żyjesz? zapytała Grażyna chłodno. Wróciłeś? No dobrze Takie to teraz czasy Tak

Gdzie? Przemek zmrużył oczy i odruchowo sięgnął po papierosa.

Do Torunia. Kuba tam dostał się na studia, więc razem wyjechali.

Co ma do tego Kuba?

Jak to co? Są teraz małżeństwem. Basia nie chciała już tu mieszkać. Powiedziano jej, że zginąłeś, więc wybrała wyjazd. A Kuba ma tam rodzinę. Pisała, że się urządzili, Basia studiuje, dzięki Kubie. Po pogrzebie babci była w fatalnym stanie. Kuba jej pomógł, był przy niej. Rozumiesz, Przemek? Nie szukaj ich. Daj im spróbować być szczęśliwymi

Popatrzyła na niego błagalnie, wzruszyła ramionami.

Basia nigdy nie kochała tego kujona! fuknął Przemek.

Tak było, ale jak cię zabrakło, zrozumiała, że z Kubą jest spokojnie. Umie ją chronić. Proszę cię, nie pojawiaj się już w jej życiu.

Przemek nic nie odpowiedział, odwrócił się i ruszył przed siebie. Grażyna ciężko westchnęła i wróciła do domu. Adam czytał gazetę przy stole. Kuba nawet jego zachęcił do lektur

Przemek jeszcze dzień błąkał się po pustym domu, spakował trochę rzeczy do plecaka, zabarykadował okna, zamknął furtkę. Następnie poszedł na cmentarz. Postał przy grobie babci Haliny, słuchał śpiewu ptaka w krzakach i zdjął z szyi swój krzyżyk, kładąc na kamieniu.

Przepraszam, babciu Halinko

I odszedł

Przemek stał się twardy, zuchwały prawie do przesady. Nie uznawał słowa nie, ciągle coś zmieniał, szarpał, gonił innych do roboty, dobrze płacił nie zawsze uczciwe interesy. Trzymał w ręku pieniądze nie zawsze czyste. I ciągle szukał.

Znalezienie Basi nie było trudne Toruń, uczelnia, Kuba jako wzorowy student. To było proste. Przemek szukał możliwości.

Po około ośmiu latach kariery biznesowej (najpierw serwis samochodowy, później handel antykami, potem sklepy spożywcze i surowce), Przemek dotarł do producentów sprzętu medycznego, stamtąd do najlepszych kardiologów, w Polsce i za granicą.

Czego ty się tak tymi sercowymi przypadkami interesujesz? zapytał doktor Romanowski z kliniki w Warszawie. U nas najlepsi lekarze, tylko szanse sami rozumiecie Ale co cię do tego pcha?

Nic wielkiego. Pomóc trzeba komuś. By dobrze żyła poprawił się Przemek. Dziewczyna, dwa lata młodsza ode mnie, od szesnastki problemy z sercem, nie znam dokładnej diagnozy

Musisz wiedzieć, bo tak nie można zgadywać! Romanowski rzucił kartę na biurko. Potrzeba aktualnych badań. Sprzed dekady? To nie przejdzie, rozumiesz?

Przemek kiwnął głową, wziął aktówkę, wyszedł, cicho zamykając drzwi. W korytarzu cisza, tylko czasem przewijał się odgłos kroków.

Gdzie idziesz? zapytała Iga, zaciągając szlafrok w mieszkaniu było chłodno, bo Przemek ciągle wietrzył. Piąta rano, znowu gdzieś wybywasz?

Wybacz, nie chciałem cię budzić. Jadę załatwić sprawy, może mnie nie być dwa, trzy dni. Nie tęsknij za bardzo Przyciągnął ją i pocałował, mocno, aż się zakręciło w głowie. I nie wpuszczaj nikogo do mieszkania, rozumiesz?

Iga podniosła ręce w geście kapitulacji.

Jak sobie życzysz, waszmość, może zjadasz śniadanie chociaż?

Nie mam czasu, przepraszam.

Cicho wyszedł. Iga słyszała stukot jego butów na schodach

Wiedziała, że jej nie kocha. Nigdy zresztą nie udawał. Było im jednak dobrze razem. Ona była jego wsparciem, a on był atrakcyjnym, bogatym facetem. Co więcej potrzeba, skoro życie i tak bywa pogmatwane?

Panie Andrzeju, bardzo nas cieszą pana propozycje, sprzęt zawsze się przyda, ale sprawy medyczne to zupełnie inny temat! w restauracji naprzeciw Przemka siedział drobny, suchy człowieczek. Ręce mu drżały, obgryzał paznokcie, po chwili się opanowywał i opierał dłoń na stole. Sprawdzają mnie, tak? Skąd pan jest? Z jakiej instytucji? Nie! Nie zdradzę nic a nic! Basia Kowalska Nie kojarzę. Dostawy to do dyrektora, do biura, to

Był roztrzęsiony, czoło miał spocone.

Spokojnie, panie Zenonie! uśmiechnął się Przemek. Ja z nikąd, prywatny człowiek. Ile chcecie za informację? Nie żałuję. Z tą Basią to dawna znajoma, chora na serce, mąż ją trzyma pod kluczem, tylko lekarstwa i klinika co tydzień. Do pracy ją puści, ale urlop w domu. Teatr, kino zabronione za emocjonalnie. Jak tu żyć, doktorze?! Specjalnie tu przyjechałem, zobaczyłem ją, cień dawnej dziewczyny, a on pasożytuje na jej chorobie. Tak się urządził mieszkanie, samochód dla siebie, a Basia autobusem do pracy. Wczasy dla niego, ona zostaje, bo pociągu nie przeżyje. Mają syna. Nie wolno jej było rodzić, ale powiedział, że potrzebuje spadkobiercy. Urodziła. Teraz Kuba męczy chłopaka nauką, zrobi z niego inwalidę. A kogo jeszcze chroni Kuba? Sam siebie! Dostał mleko, wypija sam, a Basia na czarnej herbacie!

Przemek mówił cicho, powoli, chociaż miał ochotę krzyczeć i walić pięścią w stół.

Pan jest okropny, panie Andrzeju! syknął Zenon, jeszcze bardziej się skulił, podnosząc tylko wskazujący palec. Wtrąca się pan w cudze życie, chce pan zburzyć czyjś świat. To przestępstwo!

Przestępstwem jest brać chorą za żonę i pasożytować na jej nieszczęściu! Przemek podniósł głos. Mam gdzieś jego świat! Basię i chłopaka mi szkoda! Prosto pytam: daj mi przeczytać kartę jej leczenia, cokolwiek. Dostaniesz sprzęt szybko. Zapłacę ci. Taka umowa ty mnie ratujesz, ja ciebie. Syn idzie niedługo na studia, zabezpiecz się. Pogadajmy na zewnątrz.

Wyszli na wilgotne, październikowe powietrze. Wiatr rwał czapki z głów, miotał szalikami.

Ile? wreszcie zapytał Zenon.

Przemek podał kwotę w złotówkach. Zenek tylko pokiwał głową i wręczył mu papiery. Wszystko, negocjacje to czysta formalność Przemek to wiedział, dlatego tylko się uśmiechnął i wrzucił kopertę.

Dzięki. Sprzęt przyjdzie jak trzeba, możesz być spokojny.

Przemek uścisnął mu ramię i poszedł

Basia, cała zamyślona, szła boczną uliczką. Nie myślała o niczym po prostu szła, patrząc dokoła. Jutro znów przychodnia, mąż zapisał ją na wizytę, znowu urlop z pracy poszedł na leczenie. Wieczorem zebranie w szkole Vali, Kuba nie może przyjść Za tydzień przyjadą jego rodzice, będą nocować, trzeba przygotować pokój Sporo spraw. Ale teraz idzie i oddycha. I to jest dobre.

Obok przemknął motocykl, z którego śmiała się w objęciach chłopaka jakaś dziewczyna. Basia uśmiechnęła się, przypomniała sobie przejażdżki z Przemkiem, pryskające spod kół kałuże, domki sąsiadów w tle

Basia! usłyszała głos, zamarła. Basia, cześć!

Odwróciła się. Przemek

Musimy pogadać. To bardzo ważne i pilne! pociągnął ją na bok, na ławkę. Usiądziemy, porozmawiamy.

Przemek Przemuś Przemek! szeptała, głaskała go po ramionach, twarzy, patrzyła niedowierzająco. A babcia Halina nie wierzyła

Basia się rozpłakała, Przemek mocno ją przytulił. On zawsze był, tego mogła być pewna.

To gdzie pogadamy? Może w kawiarni? zapytał wreszcie.

Po co? Chodź do nas. Kuba i Waldek są w domu. Waldek to nasz syn, poznasz go odpowiedziała.

Nie mogę u ciebie. To rozmowa tylko dla ciebie.

No dobrze. Tam jest bar, chodź.

Usiedli. Przemek długo się zbierał, w końcu powiedział:

Basiu, musisz jechać ze mną. Trzeba tylko załatwić dokumenty, pozwolenia.

Gdzie? zdziwiła się.

Mój przyjaciel, doktor Romanowski, znalazł najlepszych specjalistów od twojej choroby. Trzeba przejść operację i poczujesz się lepiej! Kuba przestanie cię trzymać w domu, męczyć badaniami

On nie męczy, tylko się troszczy pokręciła głową Basia. Źle o nim myślisz

Wiem wszystko, nawet o tym, że A KOMU dobrze na twoim samochodzie jeździ Załatwiłem, już czekają. Jedź. Tam są świetni lekarze, nasi z nimi stale współpracują. Romanowski

Poczekaj, Przemek. A ty sam? Żonaty? Co robisz? przerwała mu Basia. Zmieniłeś się tak bardzo, że prawie bym cię nie poznała. Ale to chyba na plus

Jak? ledwo wydusił.

No taki zamknięty, tajemniczy. Trochę groźny. Ale chyba nie jesteś gangsterem? zapytała cicho.

Było różnie. Początki brudne, nie ukrywam. Handlowało się czym popadnie, dzieliliśmy dzielnice. Ale potem się oczyściłem, teraz jestem już tylko zaopatrzeniowcem. Nawet angielski podszkoliłem.

Dobrze. Waldek też się uczy Kuba mu załatwił korepetytora. Byłeś w swoim domu? Co tam?

Nie wiem. To nieważne. Basia, wszystko już opłacone, czekają na dokumenty i ciebie. Weź urlop lub L4, ja wszystko załatwię.

Przemek jakby się spieszył, jakby przeczuwał, że zaraz coś stanie na przeszkodzie.

Basia? Waldek czeka na kolację, a ty w barze siedzisz? Kuba stanął przy stoliku. Spóźniłem się w pracy, szedłem obok, widzę cię z Przemkiem To Przemek? Proszę bardzo

Kuba się usztywnił, wziął żonę za rękę.

Poczekaj, Kuba. Przemek chciał mi coś zaproponować i nie wysłuchałam jeszcze

Basia bała się, że stanie się coś złego, już zbielała z lęku.

No, wychodzimy! Basia, musisz na powietrze. Tabletka! Weź pod język! zakrzątnął się Kuba, a Przemek tylko ze smutkiem poszedł za nimi.

W domu było chłodno, pachniało zupą. Waldek przywitał gościa z ciekawością.

Przemek przedstawił się.

Chłopiec uścisnął dłoń, spojrzał na ojca.

Waldek, zjedz u siebie polecił Kuba. Musimy porozmawiać z panem Przemkiem.

Basia podała synowi kolację, pocałowała go i wróciła do kuchni.

No i co, czym żyjesz? Kuba przechadzał się jak gospodarz, usiadł tak, żeby Przemkowi było niewygodnie.

Basia, podaj mu kotleta! Żonaty? zagaił, gryząc szczypior.

Nie. Ale znalazłem dla Basi klinikę za granicą. Jest gotowa zrobić operację na sercu, to nowatorska metoda, ale warto spróbować! Opieka super, nie musi się martwić o nic. Wróci do normalnego życia! Basia! No powiedz coś! oczy Przemka błysnęły.

Basia, zanieś Waldkowi herbatę.

Kuba poczekał, aż żona wyszła, potem dodał:

A co ona ma powiedzieć? Przyleciałeś, oferujesz zagranicę, na czyj koszt? A co z nami? Jak nie przeżyje? Zostanie tam, a my tu? Dobrze tu nam. Pomóż sobie, jeśli musisz! powiedział cicho. Nie mieszaj się, nie prosiłem cię o to! Gdzie byłeś wcześniej? A my tu ledwie koniec z końcem wiązaliśmy. Zajmij się sobą! Czy ty zmywałeś po niej naczynia w szpitalu, kiedy Waldek się urodził, a Basia była ledwo żywa? Nie. Ona jest moja, cała. Ja najlepiej wiem, co dla niej dobre!

A swoimi zasługami będziesz mnie szantażował? Przemek podszedł bliżej. Ona nie jest rzeczą! Trzeba jej szansy dać na życie, nie na egzystencję! Dobrze ci na jej samochodzie? Sama będzie jeździć! Wstydź się, Kuba! Tam zostanie nowa Basia szczęśliwa

Ja nigdzie nie pojadę, Przemek. To moja droga. Będę się bała. Może nie przeżyję Waldek jest za mały, będzie tęsknił. Wcale nie jest mi źle.

Basia objęła Przemka, oprarła głowę na jego ramieniu.

Napijemy się herbaty, chłopaki? Są ciasteczka i cukierki. A potem Przemek pojedzie do siebie, dobrze?

Nie chciał pić tej herbaty. Wstał, zabrał kurtkę, wyszedł. Nie pożegnał się nawet.

Szła ulicą i z łokcia spychał przechodniów. Jak można odmówić lepszego życia? Wszystko już dla niej zrobił, sprzedał pół firmy I na nic.

Obniżał progi w przychodniach, negocjował, przekupywał i nic.

Chciałeś tylko udowodnić Kubie, że jesteś lepszy i Basia będzie twoja. Przeliczyłeś się. Przegrałeś! przemknęło przez myśl i w głowie pozostała tylko pustka i żal

Iga czekała, nie spała.

Hej mruknęła, stojąc w przedpokoju w tym samym szlafroku. Zrobiłam zupę Spróbujesz? Nawet mi wyszła.

Podbiegła, objęła go mocno, jakby chciała się w nim schować.

Co się dzieje? zdziwił się Przemek.

Bałam się, że już nie wrócisz. Że już z nią zostaniesz

Iga przywarła do niego jeszcze mocniej, zapłakała cicho.

Kochanie! Jakże miałbym bez ciebie żyć, co? Głupoty gadasz! i Przemkowi momentalnie spadł z pleców ciężar. Nikomu już nie jest nic winien, nawet sobie może iść przez życie dalej, kochać Igę, wziąć z nią ślub, mieć dzieci, wychować je To przecież jest życie ich życie, ich rodzina. Reszta niech żyje, jak chce.

To takie proste pozwolić sobie być szczęśliwym.

Iga patrzyła, jak Przemek z apetytem je jej zupę. Patrzyła i uśmiechała się, bo wiedziała, że w tym domu zamieszkała właśnie mała rodzina. Była tego całkowicie pewna.

Oceń artykuł
Newskey24
Wolność i szczęście – życie na własnych zasadach