Lilianna była brzydka, a raczej zupełnie nieatrakcyjna. Miała rzadkie włosy, których nie dało się odpowiednio zapleść ani związać w kucyk. Jej brwi i rzęsy były tak białe, że prawie niewidoczne, a jej piegi wyglądały jak brudne kropki.
Matka nazwała ją na cześć babci, a dziewczyna była dumna ze swojego imienia, jednak wszyscy w szkole wyśmiewali się z niej, wymyślając przezwiska. Każdy czuł się w obowiązku powiedzieć Lilianna, że była nieatrakcyjna. W końcu musieli znaleźć jakiegoś kozła ofiarnego.
– Wszystkie dziewczyny siedzą na ławce z chłopakami, a ty, Lila, jesteś sama… to zrozumiałe, Bóg nie nagrodził cię urodą – powiedział jeden z jej sąsiadów.
Lila skończyła szkołę jak szara myszka. Nie znalazła przyjaciół, nie miała żadnych związków. Później udała się na studia, gdzie nikt z klasy nie śmiał się z jej wyglądu, ale nikt też nie zaczął się z nią komunikować. Pewnego dnia dziewczyna spacerowała po parku. Podbiegł do niej pies i było jasne, że próbował się z nią bawić. Zwierzę zaprowadziło ją za krzak, gdzie jego właściciel, przystojny mężczyzna, leżał zakrwawiony i ze skręconą ręką.
Dziewczyna zadzwoniła po karetkę i pojechała do szpitala z psem. Pół godziny później właściciel zwierzaka, Andrzej, poczuł się lepiej. Okazało się, że został okradziony i dotkliwie pobity. Dobrze, że wierny pies był w pobliżu i przyprowadził Lilę na ratunek. Sześć miesięcy później mężczyzna wziął ślub z kobietą, która uratowała mu życie.
Ludmiła natychmiast stała się ładniejsza, ufarbowała włosy i zaczęła dobrze nakładać makijaż. Jej twarz bardzo się zmieniła. Obok niej biegał kudłaty pies i stał wysoki, szarmancki Andrzej. Na początku nikt w klasie nie mógł uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która była najbrzydszą dziewczyną w szkole.







