Wybacz mi, synku.

Wybacz mi, synku.

To opowieść o rodzinie, którą wielu określiłoby jako „patologiczną”. Matka samotnie wychowuje syna. Rozwiodła się, gdy chłopiec nie miał jeszcze roku. Teraz Jakub ma już 14 lat, ona 34. Pracuje jako księgowa w niewielkim urzędzie w Krakowie.

Ostatni rok był prawdziwym koszmarem. Jeszcze do piątej klasy Kuba uczył się nieźle, potem zaczęły się trójki, a potem było coraz gorzej. Marzyła tylko o jednym: żeby jej syn ukończył podstawówkę i zdobył jakiś zawód!

Ciągłe wezwania do szkoły. Wychowawczyni wcale się nie szczypała, publicznie wytykała jej błędy, a pozostali nauczyciele chętnie opowiadali o niepowodzeniach i wybrykach Kuby. Wracała do domu przygnębiona i rozdrażniona, czując się całkiem bezradna. Jej wyrzuty i kazania syn wysłuchiwał w ciszy, ponuro. Zadania domowego nadal nie odrabiał, w domu nie pomagał.

Dziś też wróciła z pracy, a w pokoju znowu bałagan. Rano, wychodząc, uprzedziła go przecież surowo: Kiedy wrócisz ze szkoły, posprzątaj w mieszkaniu! Wstawiła czajnik na gaz, z niechęcią zabrała się za porządki. Odkurzając półki, zauważyła nagle, że nie ma wazonu tego kryształowego, który dostała od przyjaciółek na urodziny (bo sama by sobie takiego nigdy nie kupiła!), jej jedynej wartościowej rzeczy w domu.

Zamarła. Wyniósł? Sprzedał? Przerażające myśli przelatywały przez głowę jedna za drugą. Przypomniała sobie, że ostatnio widziała go z podejrzanymi chłopakami. Spytała wtedy, kim są, ale odpowiedział coś niewyraźnie, a twarz zdradzała bunt: To nie twoja sprawa! pomyślała ze strachem. To pewnie zła grupa! Czy to oni go do tego zmusili? Sama by tego nie zrobił! Może pali papierosy, albo Pobiegła po schodach na dwór. Było już ciemno, na ulicy tylko pojedyncze osoby.

Wróciła do mieszkania. Moja wina! Moja! W domu już dawno nie czuje się dobrze. Codziennie go budzę z krzykiem! Wieczorem tylko krzyczę. Jakubku, cóż za matkę ci los dał! Długo płakała. Potem wzięła się za sprzątanie nie potrafiła inaczej.

Za lodówką znalazła jakąś gazetę. Pociągnęła rozległ się szczęk tłuczonego szkła. Wyciągnęła zawinięte w gazetę kawałki kryształowego wazonu.

Stłukł… Stłukł… dotarło do niej nagle i znów wybuchła płaczem, tym razem ze szczęścia. Czyli nie wyniósł, nie sprzedał po prostu bał się przyznać i schował. I teraz, biedak, nie wraca do domu, bo się boi! Chwilę potem zrozumiała nie jest głupi. Wyobraziła sobie swoją reakcję, gdyby zobaczyła rozbity wazon. Wzięła głęboki oddech i rozpoczęła przygotowania do kolacji. Nakryła stół, ułożyła serwetki, postawiła talerze.

Kuba wrócił prawie o północy. Wszedł cicho i stanął w drzwiach. Podbiegła do niego: Jakubku! Gdzieś ty tyle był? Czekałam, martwiłam się! Zmarzłeś? Ujęła jego zimne dłonie, ogrzała je swoimi, pocałowała w policzek. Idź, umyj ręce, zrobiłam twoje ulubione. Zdezorientowany, poszedł do łazienki.

Potem wszedł do kuchni, ale matka powiedziała: Nakryłam w pokoju. Przeszedł do wysprzątanego, przytulnego pokoju, usiadł ostrożnie przy stole. Jedz, synku usłyszał cichy, ciepły głos. Zapomniał już, kiedy mama tak do niego mówiła. Siedział ze spuszczoną głową, niczego nie dotykając.

Dlaczego nie jesz, kochanie?
Podniósł głowę i drżącym głosem powiedział:
Stłukłem wazon.
Wiem, synku objęła go ramieniem. Nic się nie stało. Wszystko kiedyś się tłucze.

Nagle syn pochylił się nad stołem i zapłakał. Matka przytuliła go i też się rozpłakała. Gdy już się wyciszył, powiedziała:
Wybacz mi, synku. Krzyczę na ciebie, czepiam się. Jest mi ciężko, widzisz jak haruję, nawet pracę do domu przynoszę. Wiem, że nie nosisz takich ubrań jak twoi koledzy Wybacz, nie chcę cię ranić. Już nigdy cię nie skrzywdzę!

Zjedli w ciszy, a później poszli spać. Rano nie musiała go budzić sam wstał. A żegnając go do szkoły, po raz pierwszy nie ostrzegła tylko nie przynieś uwag, ale pocałowała w policzek. Do zobaczenia wieczorem!

Wieczorem zobaczyła czyste podłogi, a na stole czekała smażona przez Kubę ziemniaczana kolacja.

Od tego czasu postanowiła nie mówić więcej o szkole czy ocenach wiedziała, że dla niego to jeszcze trudniejsze niż dla niej. Gdy pewnego dnia Kuba powiedział, że jednak pójdzie do liceum, nie pokazała zaskoczenia. Cichaczem zajrzała do jego dzienniczka nie było żadnej dwói.

Najważniejszy był jednak tamten wieczór, kiedy po kolacji rozłożyła rachunki i Kuba, siadając obok, zaoferował pomoc. Po godzinie poczuła, jak opiera głowę o jej ramię.

Zamarła. Przypomniała sobie, jak mały Kuba siadał koło niej, zmęczony kładł główkę na jej ręce i zasypiał. Uświadomiła sobie, że odzyskała syna.

Czasami największym wsparciem dla dziecka jest nie karcenie, ale zrozumienie, czułość i gotowość wybaczenia. Każda miłość, nawet ta okaleczona trudami, pozwala zacząć od nowa.

Oceń artykuł
Newskey24
Wybacz mi, synku.