Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Od trzech dni wokół Amelki kręciło się pół szkoły. Dziewczyna zyskała sławę prawdziwej wróżki i psychologa. Wszyscy pragnęli uszczknąć coś z jej życiowej mądrości. Zaczepiali ją pod łazienką, dosiadali się w stołówce, przynosili jej krówki, zeszyty z zadaniem domowym oraz inne drobne upominki, które Amelka z niejasnych powodów regularnie odrzucała.

Podoba mi się Krzysiek z 5b Jak myślisz, moglibyśmy razem kiedyś zamieszkać? zapytała z rozmarzeniem w głosie koleżanka Zosia.

Nie polecam. Krzysiek tylko z wierzchu taki porządny, a w rzeczywistości dłubie w nosie i zjada to co znajdzie. O głód się nie martw, zawsze coś wykombinuje, ale na tym koniec. Całe życie przegrzebie, mruczała Amelka, gryząc precelka i siorbiąc herbatę.

Fuj, okropność! A Adam? Jest bardzo zdolny, chodzi na gitarę żartobliwie westchnęła Zosia.

A Adam znęca się nad kotami. Do ogona przywiązuje puszkę i goni po podwórku. Okrutny będzie, i zacznie pić

Dlaczego tak uważasz?

A widziałaś kiedyś gitarzystę bez skłonności do kieliszka? Poza tym jeszcze się w to nie pakuj, skup się na sobie, chłopaki nie uciekną. Lepiej popracuj nad matematyką i przestań gryźć paznokcie, bo owsiki Cię dopadną.

Nie mam przyjaciół Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają, westchnął Paweł z 4c, odtrącając zakochaną piątoklasistkę tak, że przesunęła się na drugim końcu ławki.

W środę rusza zapis na zapasy. Formularz dostaniesz u Wuefisty. Schudniesz może nie bardzo, ale już nikt Cię nie będzie przezywał. I swojej przyszłej żony tak nie odtrącaj.

Amelka wstała od stołu i zaniosła tackę do zlewu.

Amelko, doradź, na kurs prawa jazdy pójść w tym roku czy przyszłym? niby od niechcenia zapytała nauczycielka geografii przy myciu naczyń.

Pani Elżbieto, na kurs prawa jazdy trzeba mieć samochód, a pani ma tylko taciego Poloneza. Widzisz różnicę?

Chyba widzę

Amelka przewróciła oczami i myjąc ręce dodała:

Sprzedajcie tę biedę, kupcie sobie rower i porządne spodenki, za dwa miesiące i tak będą Was podwozić z pracy do domu. Właściwie, lepiej weźcie kredyt hipoteczny procenty są teraz śmietankowe, a mieszkanie z rodzicami po trzydziestce to już wstyd. Mówię to z pewnego źródła.

Z niedowierzaniem patrząc za Amelką, nauczycielka wracała do klasy, a ona poszła na technikę.

Przez czterdzieści minut, podczas gdy reszta dziewczyn łamała sobie głowy nad linijką krawiecką i próbowała nawlec igłę na maszynę, Amelka cerowała domowe spodnie, zwęziła spódniczkę i wydziergała na szydełku parę skarpet, którą podarowała ciężarnej nauczycielce, tłumacząc, że kobietom w ciąży nogi muszą być ciepłe. Owa pedagog natychmiast poprosiła o zwolnienie i pognała do apteki po test. Następnego dnia cała klasa wcinała pyszny tort czekoladowy w podzięce dla Amelki.

W domu Amelka też była inna niż zwykle. Wytknęła mamie, że kupiła gotowy mielony, po czym sama ulepiła pierogi ruskie. Wieczorem zamiast przeglądać YouTubea, sięgnęła po Trzech muszkieterów, raz po raz szeptając coś jakby do siebie. Tata zerkał znad komputera, a Amelka z wyrzutem mu przygadała, żeby się przestał garbić. Lepiej by poszedł trzepać dywan, a nie włóczył się po szemranych portalach.

Krążyły po szkole przeróżne plotki, nauczyciele wszczynali alarm i wezwali szkolnego psychologa. Zwołano specjalną radę podczas lekcji, wszyscy nauczyciele razem z dyrektorem pojawili się w gabinecie.

Amelko, kochana, czy ktoś Cię w szkole krzywdzi? zaczął wypytania psycholog z modną brodą i w okularach.

Krzywdzi mnie to, że na szkołę przeznaczono kilka milionów złotych, a nam do sali gimnastycznej kupili tylko starego kozła i dwa metry liny.

Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który niespodziewanie wyszedł na chwilę przez otwarte okno.

Nikt się z Tobą nie przyjaźni?

Przyjaźń to pojęcie dość abstrakcyjne przeciągała Amelka, kręcąc w palcach warkocze. Dzisiaj bawisz się z kimś w berka podczas przerwy, a jutro ona zmywa naczynia w Twoim domu, gdy Ty wypełniasz pit-y.

Jakie pit-y? Skąd Ty to wszystko wiesz?

Powiedziała mi to moja przyjaciółka.

No i tu mamy sedno sprawy! Zaproś ją do nas.

Przecież tu jest, odpowiedziała bez cienia zdziwienia Amelka, cichy szum przeszedł po sali.

Nie widzimy jej. Jak się nazywa?

Rajmunda Pawłowna.

No patrzcie, a ile ma lat?

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze Ci mówi?

Że zęby trzeba myć od dziąseł, że pies u nas pod blokiem nie jest przeraźliwy, tylko po prostu wystraszony i głodny, że rodziny nie wolno zapominać. I że pani przez ostatnie pięć lat miała źle obliczany podatek od nieruchomości. Trzeba pójść do urzędu i przeliczyć według nowej wyceny, bo szliście według starych stawek.

Psycholog notował wszystko pilnie, ostatnią uwagę podkreślił nawet podwójnie.

Poproszono rodziców przez radiowęzeł wezwali ich do szkoły z pracy.

Zaczekajcie! krzyczał do słuchawki rozemocjonowany ojciec. Tak miała na imię moja mama! Umarła dziesięć lat temu.

W pokoju rozległy się westchnienia i cichy szept modlitwy.

No właśnie, dziesięć lat już minęło, a nikt nawet raz nie odwiedził jej grobu. Cały zarośnięty trawą, ogrodzenie przekrzywione, zauważyła z wyrzutem Amelka.

Eee no, zawsze miałem zamiar, ale wiecznie nie było czasu mruczał ojciec przez telefon.

Na tym skończyła się rozmowa.

Następnego dnia całą rodziną pojechali na cmentarz. Amelka nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z lakonicznych opowieści taty. Grób znaleźli dopiero po dłuższym szukaniu, wszystko zarosło, kiedyś tutaj był sosnowy las, a teraz marmurowe pole.

Amelka przyniosła bukiet żółtych tulipanów, wsadziła je w butelkę po wodzie. Ojciec poprawił ogrodzenie, matka wypleniła trawę.

Tata, babcia mówi, że jesteś porządnym człowiekiem, tylko całkiem zanurzyłeś się w pracy i internecie, przez co nie masz na nic czasu nawet na mnie.

Ojciec poczerwieniał ze wstydu i tylko pokiwał głową na znak zrozumienia.

Powiedz, że się poprawimy, pogłaskał córkę po głowie, a potem raz jeszcze słabo dotknął wyblakłej fotografii na pomniku.

Teraz babcia jest spokojna i już nie będzie mnie odwiedzać, choć będę za nią bardzo tęsknić. Była najwspanialsza na świecie, mądra i serdeczna.

Tak, babcia była wspaniała i rozumiała ludzi bez słów. Coś jeszcze Ci przekazała?

Powiedziała, żebyś dał sobie spokój z tą swoją dietą ogórkową. Jak chcesz schudnąć, to idź na siłownię. Że zakładanie konta walutowego to była głupota trzeba wszystko wyliczyć, zanim się zdecyduje. A ten tani beton, który zamówiłeś pod fundament pod altanęOjciec się zaśmiał przez łzy. Spojrzał na Amelkę z nową czułością, jakby po raz pierwszy widział ją naprawdę.

Wiesz co, Amelko Myślę, że babcia Rajmunda bardzo by się z Ciebie cieszyła.

Schowali narzędzia, jeszcze chwilę siedzieli cicho na ławeczce, patrząc, jak słońce maluje ostatnie złote plamy na marmurach.

W drodze powrotnej Amelka oparła głowę o ramię taty.

A co, jeśli jeszcze kiedyś zjawi się jakaś inna wyimaginowana przyjaciółka?

Wtedy zrobimy jej miejsce przy stole odparł tata.

Zaśmiali się razem, a mama przykryła ich oboje kocem, żeby nie zmarzli.

Od tego dnia Amelka rzadziej powoływała się na głosy z tamtego świata. Za to coraz częściej rozmawiała z rodzicami już nie tylko o szkole czy pierogach, ale też o marzeniach, tęsknotach i drobiazgach, które tworzą codzienność.

Wieczorami, gdy tata rozstawiał z nią planszówki, a mama robiła herbatę z cytryną, Amelka uśmiechała się do swojego odbicia w szybie. Tam, po drugiej stronie, czasem zdawała się dostrzegać dobroduszną, ciepłą twarz z przymrużonym okiem i figlarnym uśmiechem. Lecz teraz to już nie był głos z zaświatów, tylko wspomnienie, które pozwalało jej wierzyć, że nawet kiedy zostaje sama, ktoś życzliwy szepnie jej do ucha najważniejsze słowa:

Wszystko będzie dobrze, Amelko. Zawsze.

Oceń artykuł
Newskey24
Wyimaginowana przyjaciółka