Myłam naczynia, gdy nagle zauważyłam, że Justyna zamilkła. Zaniepokoiło mnie to, więc wyszłam z domu, aby sprawdzić co się dzieje. Okazało się, że Justyna był zachwycona jednym z kurcząt w kurniku, złapała go tak, że nie mógł jej się w żaden sposób wyrwać. Natychmiast próbowałam interweniować, próbując ochronić kurczaka, ale było już za późno… Zabawa z kurczakiem zakończyła się tak, że nie dawał on już znaków życia.
Zrozpaczona wróciłam do domu, biorąc Justynę za rękę, aby wytłumaczyć jej dlaczego jej zachowanie było złe. Łzy napłynęły jej do oczu, był to odruch po tym jak została upomniana. Wtedy mój syn i synowa przybiegli, oskarżając mnie o to, że bardziej martwię się kurczakiem niż wnuczką.
Zirytowana i zestresowana kazałam im opuścić dom. Ale zastanawiało mnie, czy to normalne, że dwuletnie dziecko zachowuje się w ten sposób? Jeśli nie chcą, abym uczyła ją właściwego zachowania to sami powinni wziąć za to odpowiedzialność. Jednak ani nie uczą, ani nie pozwalają mi.
Więc kto ma rację w tej sytuacji?
Minęły dwa tygodnie od incydentu, a dzieci nie odwiedziły mnie nawet ani nie zadzwoniły. Zastanawiam się, czy to moja wina, że chciałam wytłumaczyć wnuczce co zrobiła źle, żeby na przyszłość taka sytuacja się nie powtórzyła.







